Przerwy w dostawie raz jeszcze

Pewnie zauważyliście, że strona od wczoraj trochę jakby zdychała – trwają prace związane z przeniesieniem na inny serwer.

Sprawa jest trudniejsza, niż początkowo wyglądało i wymaga pewnego nakładu prac ręcznych przy przenoszeniu bazy danych – niestety! Działamy intensywnie, zajmie to jeszcze kilkanaście godzin co najmniej. W ciągu doby lub dwóch powinno się wszystko wyprostować.

Stay tuned! We’ll be back!

Related Images:

Facebooktwitter

Wytrzeszcz

Ogarnięta impulsem oraz lekko poszczuta na blipie przez usłużne koleżanki, które wyszperały ją na allegro, kupiłam sobie torbę. Z kotami. To zwykła płócienna torba, mieszcząca kilka notatników A4 albo niewielkie zakupy.

Z racji aparycji widniejących na nadruku futrzaków, szybko zyskała nazwę kodową „wytrzeszcz”. „Gdzie wytrzeszcz, bo muszę już wychodzić”. „Oddawajcie wytrzeszcza, złodziejki futrzate!” itp.

Gdybyście się na nią natknęli i zapałali – doradzam od razu przymocowanie na nowo rączek. Producent nie przewidział, że niezabezpieczony w żaden sposób koniec taśmy prędzej czy później się postrzępi i po prostu „wyjdzie” ze szwów. Raczej nawet prędzej, rzekłabym. Ja swoją po prostu rozprułam, stopiłam końcówki taśm nad zapalniczką, założyłam i dopiero przeszyłam – od tej pory trzyma bez problemów.

Torba musiała oczywiście przejść drobiazgową kontrolę i wielofazowe testy przydatności. Dopiero wtedy koty ją zaaprobowały i przekazały do użytkowania.

Related Images:

Facebooktwitter

Śledztwo

Pisałam już o tym na facebooku, ale historia jest przednia, więc tu opiszę trochę szerzej.

Kolejny cudny poranek. Budzi mnie intensywność wlepionych we mnie kocich spojrzeń, wstaję i udaję się „na pokoje”. Idę i szeleszczę. Ki czort? Otwieram więc w końcu oczy, spoglądam i – cholera! Worek na zwłoki!

(Ostatnio obejrzałam kilka odcinków CSI: Las Vegas, w którym to serialu trup się ściele gęsto i nieraz pakowany jest w worki rozmaite. No i wybór rozrywek się zemścił takim a nie innym skojarzeniem.)

Ogarnęłam się w sobie, odetchnęłam głębiej – jaki worek na zwłoki, to worki na śmieci przecież. Rozwinięte z rolki i rozciągnięte przez cały pokój. Wokół tego opleciona jeszcze seledynowa girlanda z czegoś, co po bliższej inspekcji zidentyfikowałam jako woreczki śniadaniowe, które zagubiły się jakiś czas temu. Takie w rolce, jak torebki jednorazowe w hipermarketach.

Całość elegancko sperforowana.

Zarekwirowałam, zwinęłam, schowałam na półkę. Na miejscu zbrodni znalazłam białego wibrysa. CSI: Warszawa natychmiast ustaliło, że w pobliżu przebywają trzy koty z białymi wibrysami. Podejrzani zostali przepytani na okoliczność, zbadano tez odciski zębów.

Wyniki nie były do końca rozstrzygające, ale nie łudźmy się – właściciel białego wibrysa nie jest trudny do wskazania.

Nie minęły trzy minuty, kiedy worki na śmieci zostały znowu wywleczone z półki. Tak, złoczyńca zawsze wraca na miejsce zbrodni. Worki ponownie zostały zarekwirowane, FaaTum udzielono nagany wzrokowej i w domu wreszcie zapanował porządek.

*

Tydzień później.

To nie jest ta sama rolka worków na śmieci. Tamta leży w zamkniętej szafce. Tę odruchowo położyliśmy tam gdzie zwykle.

Related Images:

Facebooktwitter

Blog Day 2011

Minął rok i nadszedł kolejny Blog Day, kiedy to promujemy warte przeczytania blogi, najlepiej o zupełnie innej tematyce niż własny. Moje propozycje na dziś:

  • Warsaw Fashion. Jeśli ktoś jeszcze nie zna Feszyn Mena, to czas najwyższy. Duże brawa za pomysłowość, dystans do siebie i poczucie humoru.
  • Orientacyjnie – blog fotograficzno-podróżniczy Ani Błażejewskiej
  • Cake Wrecks. Czysta rozrywka!
  • Sztuka antyku – dla miłośników rzeczy bardzo dawno minionych.
  • Dopiero niedawno odkryłam, że Maciej Bennewicz, autor ksiązki „Coaching, czyli restauracja osobowości”, która zrobiła na mnie wielkie wrażenie, prowadzi bloga.

A jeśli pozwolicie na małą prywatę – zapraszam też na Route 365  – mój fotoblog z projektem 365 (czyli 365 zdjęć w 365 dni).

Related Images:

Facebooktwitter

Ulubiona kuweta

Zainspirował mnie komentarz o tym, że czyjś kot jest duży i potrzebuje wielkiej kuwety, a te dostępne na rynku są za małe.

Popatrzyłam na swoje mainecoony – nie są jakieś gigantyczne, do tego są szczupłe i nie ważą dużo (brałam koty z raczej drobnych linii, bo takie lubię). Niemniej jednak są to mainecoony, więc długie, wysokie i „zachodzą” na zakrętach jak ciężarówka z przyczepą.

Popatrzyłam na kuwety – mamy w domu trzy, ponieważ więcej się nie mieści. Dokładniej mamy cztery, ale jedna jest mikroskopijna, korzystają z niej tylko PaiLu i FaaTum, więc tej nie liczę. Kuwety (oprócz tej mikro) są zamknięte.

Pierwsza – niebieski no-name –  jest malutka (wys. 38 cm), bo kiedy ją nabywałam, kotek był tylko jeden i też był malutki.

Drugą – gigantyczną białą Yarro Megacomfy – nabyłam w fazie psychozy, że mainecoony rosną i na pewno będą wielkie, i nie będą się mieścić, i… Ta ma wymiary 68 dł x 48,5 cm szer. x 46 cm wys.  Mieści się w niej wszystko, nawet po dwa i trzy koty naraz.

Trzecia to Gimpet de Luxe w kolorze nieokreślonym beżowo-szarym, o wym. 55 x 45 x 42 cm, jest taka średnio duża.

*

I teraz ZAGADKA z natychmiastowym rozwiązaniem:

która kuweta jest ulubioną kuwetą VaiPerka,

naszego największego gabarytowo kota?

*

TADAM!

*

Related Images:

Facebooktwitter

Portki VaiPerka

Środek lata, a koty zamiast gubić sierść i chodzić w lekkich sukienkach, hodują sobie futra, etole i kołnierze. Najbardziej spektakularnie wygląda VaiPer, który niemal optycznie podwoił swoją wielkość puchatym futrem.

Ma wielką rozłożystą kryzę, imponującą kitę i ogólnie jest go teraz dużo w każdą stronę. Zwykle porusza się po domu falując lekko uniesionym do góry ogonem, wtedy ta kita tak widowiskowo się rozkłada i powiewa nad nim jak sztandar bojowy.

Na oko prezentuje się przepięknie, ale czesanie tego wszystkiego to gehenna. Po pierwsze, VaiPer ma szorstką, lekko falującą sierść, która się splątuje i kudli od samego patrzenia na nią. To dziwne swoją drogą, TaiChi i ChiNa mają gładką, jedwabistą sierść, która praktycznie nie plącze się i nie wymaga obsługi, wystarczy wyczesać martwe włosy i już.

Po drugie, VaiPer nie ma cierpliwości do czesania. Chwilę ewentualnie może znieść, ale zaraz ucieka. Chwila zwykle wystarcza na uczesanie 10 cm. kw. kota, a co z resztą?

Po trzecie, żywi absolutną i skrajną niechęć do grzebania w jego sierści bardziej natarczywie, niż tylko delikatne przejechanie grzebieniem.

Wszystko to sprawia, że czesanie VaiPerka odbywa się w biegu, podstępem oraz przy użyciu przymusu fizycznego. Kudły mu po prostu wycinam (a boi się nożyczek!), a kiedy mam pomocnika, odbywa się strzyżenie portek. Pomocnik trzyma kota na rękach, nie pozwalając mu się wywinąć, a ja szybciutko obcinam sierść, która wydaje się rosnąć w okolicach tyłka. Czasem VaiPer tak się kręci, że naprawdę ciężko ocenić, jaką jego część mam aktualnie przed sobą.

W krótkich portkach VaiPer nie wygląda wcale mniej elegancko, za to łatwiej utrzymać higienę oraz stan bezkudłowy. I do tego cieszy oko śmiesznym barankiem na tyłku.

Related Images:

Facebooktwitter

Ogłoszenie parafialne

Poprzedni wpis miał być takim pożegnaniem z FaaTum, niestety los chciał inaczej. Jakieś fatum – nomen omen – zawisło widać nad moją ślicznotką.

Wobec tego ogłaszam nabór na najukochańszego właściciela/właścicielkę dla mojej koteczki.

Wymagania formalne: właściwy kandydat musi być osobą do szaleństwa zakochaną w kotach, pozwalającą owinąć się kotu wokół pazurka i musi uważać FaaTum za ósmy cud świata.

Tylko poważne oferty! :)

*

FaaTum, jak wiecie, jest kotem zrównoważonym…

… dystyngowanym…

… i ceniącym spokój domowego ogniska

Za miłość odpłaci miłością, w pakiecie jest też kupa zabawy i rozrywki, telewizor przestanie być w domu potrzebny.

Aha, szaleje za piórkami na patyku, więc sami wiecie – są też obowiązki.

*

Kontaktować się w tej sprawie prosimy dowolnym sposobem, byle skutecznie. :)

Related Images:

Facebooktwitter

Drama queen

Po zmierzeniu zamiarów na siły, sprawę migracji serwerowej złożyłam w kompetentne ręce panów od których kupuję miejsce na serwerze. Wkrótce się okaże, czy był to ruch sprytny, czy nie za bardzo :).

A teraz ad rem:

Czemu drama queen? Kto jest drama queen? Tak pieszczotliwie mówię do FaaTum.

FaaTum jest ogólnie kotem spokojnym, zrównoważonym i stabilnym, ale lubi zaznaczyć swoją obecność i lubi jak się na nią zwraca uwagę. Oraz lubi sobie pogadać.

Kiedy obudzi się z kolejnej codziennej drzemki, ledwie otworzy oczy, już obwieszcza całemu światu: „Obudziłam się i jestem sama! Miau!”. Wołam ją wtedy, a ona szybciutko podbiega, ociera się i podstawia do głaskania. Po drodze oczywiście musi się przeciągnąć, ale nie robi tego jak zwykły kot – zatrzymując się na chwilkę w biegu, żeby wyciągnąć przód ciała na wyprostowanych i wyrzuconych do tyłu tylnych łapach, o nie! Ona musi jednocześnie biec, więc wyciąga w zasadzie po jednej tylnej łapie, drugą robiąc krok do przodu, w wyniku czego zatacza się oczywiście jak pijana na boki. Za każdym razem mam wrażenie, że teraz to już na pewno się przewróci, ale oczywiście nigdy się to nie zdarzyło.

Podobnie robi przybiegając z balkonu czy innego pokoju. Wszyscy muszą wiedzieć, że FaaTum właśnie weszła i wyrazić swój zachwyt pięknotką!

Wzięta na kolana układa się w fantazyjnych pozycjach, z łapami wyciągniętymi pod najróżniejszymi kątami i w najróżniejszych kierunkach. Leżąc na plecach, zwiesza głowę z kolan i tak powolutku ześlizguje się na podłogę, obracając już w ostatniej chwili. Na rękach tez nie poleży normalnie, tylko musi się wykręcić jak korkociąg.

Próbowałam ją nagrać, ale gdzie tam! Jak tylko zobaczy, że celuję w nią komórką – podbiega i każe się miziać. Kilka razy uchwyciłam jej miauczenie z zaskoczenia, ale nie wiem dlaczego po wyeksportowaniu filmu dźwięk zrobił się tak cichy, że prawie nie słychać. Będzie więc ćwiczenie na wyobraźnię :)

Ps. Podbiłam trochę dźwięk, brzmi głupio (słychać pralkę hihihi), ale przynajmniej można głos kota odróżnić.

Related Images:

Facebooktwitter

Motto na dzis

Prace serwerowe trochę się przeciągają, wciąż jesteśmy tam, gdzie byliśmy. Korzystając z tego, że strona wciąż działa: z okazji piątku słowo na weekend. Wygrzebane na zupie (czyli na soup.io).

Z dedykacją dla wszystkich, którzy się wahają. Już wiecie, że kot zamienia pusty pokój w ciepły dom. A dwa koty jeszcze bardziej :)

puzzle bez kota

Related Images:

Facebooktwitter