Portki VaiPerka

Środek lata, a koty zamiast gubić sierść i chodzić w lekkich sukienkach, hodują sobie futra, etole i kołnierze. Najbardziej spektakularnie wygląda VaiPer, który niemal optycznie podwoił swoją wielkość puchatym futrem.

Ma wielką rozłożystą kryzę, imponującą kitę i ogólnie jest go teraz dużo w każdą stronę. Zwykle porusza się po domu falując lekko uniesionym do góry ogonem, wtedy ta kita tak widowiskowo się rozkłada i powiewa nad nim jak sztandar bojowy.

Na oko prezentuje się przepięknie, ale czesanie tego wszystkiego to gehenna. Po pierwsze, VaiPer ma szorstką, lekko falującą sierść, która się splątuje i kudli od samego patrzenia na nią. To dziwne swoją drogą, TaiChi i ChiNa mają gładką, jedwabistą sierść, która praktycznie nie plącze się i nie wymaga obsługi, wystarczy wyczesać martwe włosy i już.

Po drugie, VaiPer nie ma cierpliwości do czesania. Chwilę ewentualnie może znieść, ale zaraz ucieka. Chwila zwykle wystarcza na uczesanie 10 cm. kw. kota, a co z resztą?

Po trzecie, żywi absolutną i skrajną niechęć do grzebania w jego sierści bardziej natarczywie, niż tylko delikatne przejechanie grzebieniem.

Wszystko to sprawia, że czesanie VaiPerka odbywa się w biegu, podstępem oraz przy użyciu przymusu fizycznego. Kudły mu po prostu wycinam (a boi się nożyczek!), a kiedy mam pomocnika, odbywa się strzyżenie portek. Pomocnik trzyma kota na rękach, nie pozwalając mu się wywinąć, a ja szybciutko obcinam sierść, która wydaje się rosnąć w okolicach tyłka. Czasem VaiPer tak się kręci, że naprawdę ciężko ocenić, jaką jego część mam aktualnie przed sobą.

W krótkich portkach VaiPer nie wygląda wcale mniej elegancko, za to łatwiej utrzymać higienę oraz stan bezkudłowy. I do tego cieszy oko śmiesznym barankiem na tyłku.

Facebooktwitter