Wpisy oznaczone ‘zachowania kotów’

Zagarnięta

FajfOklok uznał ostatnio, że poświęcam mu za mało czasu. Dokładniej wykoncypował sobie, że należy mu się 100% mojej uwagi 24 godziny na dobę.

Trzeba przyznać, że podszedł do problemu pozytywnie – żadnych fochów, drapania czy innych form okazywania niezadowolenia. Wręcz przeciwnie – włączył mu się na stałe tryb miziania po brzuszku.

m_20110518_019

Wygląda to tak, że podchodzi do moich nóg i udaje, że się ociera. Podczas tego ocierania całym kotem spływa po mojej nodze do pozycji leżącej na boku na mojej stopie. Stąd już tylko jeden ruch i leży kołami do góry, patrząc zachęcająco. Chyba tylko bardzo zły człowiek nie padłby natychmiast na kolana i nie zajął kotkiem.

Wieczorem też nie ma opcji, że pani położy się spać i przestanie zajmować kotkiem. Fajfoklok przychodzi, wpasowuje się pod pachę – oczywiście kołami do góry – i rozpoczyna mruczando. Jak tylko przestanę miziać, trąca łapkami albo wylizuje swoim szorstkim językiem, dając do zrozumienia, że nie ma spania, są obowiązki. Przestaje chyba dopiero wtedy, kiedy nie jest w stanie mnie dobudzić.

I tak cały czas. :)

Migawki: Słodki sen

kot-spi

Kuchenne historie

Po rozszarpaniu rzeczy pierzastych przyszła kolej na nową fascynację. Gąbkowe kuchenne zmywaki.

Zorientowałam się, odkrywszy mokry ślad przez całe mieszkanie oraz strzępki niebieskiej gąbki rozsiane tu i ówdzie. Gąbka odnalazła się dwa dni później. Oczywiście skonfiskowałam ją i zaniosłam do kuchni, tylko po to, by po godzinie odnaleźć ją w moim łóżku.

Rzuciłam kotom czysty zmywak na pożarcie, a używany zaczęłam chować do szafki. Nowy nawyk jednak potrzebuje chwilę, żeby się zagnieździć i czasem o tym zapominałam. Dzięki temu udało mi się poznać sprytnego złodzieja. Jakoś mnie nawet nie dziwi, że entuzjastką tej wyrafinowanej zabawki jest FaJin.

kot-i-zmywak

Potem się okazało jednak, że kiedy zmywak utknie gdzieś między naczyniami i jest trudno dostępny, pomocną łapę podaje FaJin nie kto inny, tylko ChiNa!

Rozpoczęły się podchody. Ilekroć zapomniałam schować zmywak, na bank znikał w ciągu godziny. Niektóre odnajdowałam, niektórych nie. W tej chwili koty trzymają jako zakładnika co najmniej jeden zmywak zółty – znajduję często żółte strzępki na podłodze, więc czasem wyciągają go z kryjówki i się bawią – i najprawdopodobniej jeden niebieski.

A tak, bo koty mają gdzieś kryjówkę, której nie jestem w stanie odnaleźć. Poprzedni miot ukradł mi i schował kuchenną ścierkę. Oddały dopiero obecne kocięta. Najprawdopodobniej nie mieściły im się zmywaki, więc ścierkę wywlokły i porzuciły na środku kuchni.

Zaczynam mieć takie niepokojące wrażenie, że nie do końca jestem panią całego domu. Jakiś kawałek znajduje się  poza moją jurysdykcją. Hmmm.

Cechy prawdziwego kota

Z cyklu: człowiek wstaje rano i…

20110504489

Suszarka przewrócona – nie dziwi.

Że jest pod kątem 90 stopni w stosunku do tego jak stała – nie dziwi.

Część prania w łazience i kuchni – nie dziwi.

Ale jak im się udało wyciągnąć poszwę na kołdrę, która z racji wielkości była przepleciona przez kilka szczebelków – nie mam pojęcia.

Chyba rzeczywiście, jak mówi Shenn: „Ciężka praca i wytrwałość. Oto cechy prawdziwego kota” :)

Niesforne pierze

Kocięta całkiem sprawnie radzą sobie już z zabawkami. Zaczęły od znoszenia wszystkich do legowiska, potem było szarpanie myszek i tekturek od Bozity, a teraz – trochę niespodziewanie i stresująco – nadszedł kolejny etap.

Siedzę sobie grzecznie przy komputerze i pracuję, gdy do uszu moich dochodzi jakiś nieznany, a mocno niepokojący dźwięk, którego w żaden sposób nie mogę zidentyfikować. Od czasu jak FaaTum zakrztusiła się chrupką i trzeba było klepać ją po pleckach, mam schizę i objawiam pewną nerwowość na dźwięki różne. Zerwałam się więc z miejsca i ruszyłam w poszukiwaniu źródła dźwięku.

Zagłębiam się do połowy człowieka za fotel, gdzie kocięta mają swoje Centrum Sterowania Światem, gdy tymczasem dźwięk ów przemieszcza się przed fotel. Wygrzebuję się więc i co widzę? Szarpiąc i walcząc z oporem materii, pomiędzy nogami fotela FaJin wlecze za sobą piórka na patyku. I produkuje dźwięk. WARCZY. Dziwnie i nietypowo, ale niewątpliwie warczy.

Usiadłam na podłodze, obserwowałam, jak robi trzy okrążenia wokół fotela, ciągnąc niesforny patyk i płakałam ze śmiechu. Dopiero po chwili opamiętałam się i sięgnęłam po aparat, więc przynajmniej jest dokumentacja fotograficzna.

m_20110315_021

Człowieku, krocz za mną

TaiChi zwiększyła stopień wyrafinowania w zwabianiu pani i skłanianiu do zaspokajania swoich potrzeb.

Teraz staje słupka, drapie mnie po plecach, po czym niedwuznacznie wskazuje, żeby iść za nią. Idziemy do kuchni – TaiChi przechodzi pod stołem, ja obok. Spotykamy się po drugiej stronie na jeden głask. TaiChi zawraca, mija mnie i lekko meandrując przechodzi przez cały pokój, mija biurko komputerowe (skąd wyruszyłyśmy) i udaje się… do sypialni. Tam czeka aż ją dogonię, kładzie się na łóżku i patrzy znacząco.

No to kładę się obok i miziam koteczka. :)

M_20110216_016

Jak się myją kocięta

Nie mam czasu pisać, bo całymi dniami siedzę i obserwuję kocięta!

Maluchy już wstały na cztery łapki i przemieszczają się po całym pudle dzikimi niekontrolowanymi skokami. Kojarzą już, co widzą i reagują – jak tylko zajrzę do pudła, rozlega dziki się pisk. Nie będę interpretować, czy się boją, czy cieszą :)

Skończyły trzeci tydzień życia i nadszedł czas na cotygodniowe portrety. Tym razem wyniosłam je razem z pudłem i Antenką do pokoju i kolejno wyjmowałam i stawiałam na pufie. Oczywiście wszystkie koty się zleciały, żeby je obwąchać i polizać. Do łazienki boją się wchodzić, zresztą Antenka od razu na nie wrzeszczy, a tutaj jakoś strach im przeszedł i zwaliły się tłumnie. Do tego Antenka łaziła w kółko, miaucząc bez przerwy. A w środku tego pandemonium ja z aparatem. Myślałam, ze oszaleję.

Co mnie zdziwiło, to fakt, że Antenka ani razu nie próbowała zabrać żadnego z maluchów. Albo tak mocno mi ufa, albo… No właśnie – zaczynam podejrzewać, że ona nie zakumała idei noszenia kociąt w zębach. Nawet nie próbuje. Może to dlatego nie zamierza zmieniać legowiska?

A na razie krótki film o myciu. Kręcony jak zwykle komórką, więc cudem jakości nie jest.

Czy ktoś jest zdziwiony, że całymi dniami siedzę nad pudłem i obserwuję?

Tydzień – niby niedługo…

Kocięta zaraz po urodzeniu miały wygląd smętnych szczurków i ważyły po około 80g +/- kilka gramów. W ciągu pierwszej doby zmieniły się nie do poznania. Przyssane do mamusi, tankowały niemal cały czas, przez co nabrały krągłości praktycznie wszędzie, a szczególnie w okolicach brzuszka.

M_20110215_001

Po tygodniu ważyły średnio 200g. Tak, to nie pomyłka, prawie potroiły swoja wagę. Są wielkie i tłuste. Leżąc obok siebie nie mieszczą się już na długości brzucha Antenki. Przy posiłkach kłębią się i zderzają głowami. Najwyraźniej jedzą dużo, choć Antenka nie karmi ich cały czas. W odróżnieniu od PaiLu, Antenka preferuje bezstresowe wychowanie. Zaraz po urodzeniu i nakarmieniu małych do syta, wyszła z pudła i nie stresując się poszła odpocząć na pokoje. Wraca na karmienia, poleży z nimi chwilę, a potem idzie odpoczywać w swoich ulubionych miejscach.

M_20110217_023

Zwykle po tygodniu kocice przenoszą kocięta w inne miejsce. To atawizm każący oddalić się od miejsca pachnącego porodem i kociętami, co może przyciągać wrogów. Przygotowałam legowisko w szafie, gdzie urzędowały kocice z poprzednimi miotami i czujnie obserwowałam wydarzenia, chcąc skłonić Antenkę do przenosin właśnie tam.

Antenka natomiast do tej pory nie zdradza najmniejszej chęci przeprowadzania się gdziekolwiek. Trochę to niefortunne, bo pudło z maluchami stoi w łazience pod pralką, w związku z czym od półtora tygodnia nie mogę zrobić prania i sytuacja robi się coraz bardziej napięta.

M_20110217_038

Zapomniałam napisać wcześniej, że jest już galeria miotu nr 4, gdzie należy często zaglądać. Na stronie miotu zaś będą jak poprzednio pojawiać się co tydzień nowe zdjęcia i można na bieżąco śledzić jak kocięta rosną i zmieniają się.

Ps. A z innej beczki – klikajcie czasem w reklamy, niech Szanowni Reklamodawcy też mają coś z życia. Może za rok albo dwa uda mi się w końcu zarobić na worek karmy :)

BanSai szykuje się do wyjazdu

Dzień przed wyjazdem do nowego domu BanSai postanowił załatwić wszystkie swoje niedokończone sprawy. Zabawki przeznaczone do wrzucenia na meble – wrzucił, koty do sprania – sprał, papiery do pogryzienia – pogryzł.

Pozostało już tylko jedno do zrobienia. Rozprawić się z cichym wrogiem. Wrogiem, który mu jakoś wyjątkowo zalazł za skórę, a którego, nie wiedzieć czemu, pani po każdym ataku doprowadzała z powrotem do stanu wyjściowego.

Pozostało wykonać wyrok na drzewkach jodynowych.

M_20101223_005

Mission accomplished.

*

Nauka nie idzie w las. Dwa dni później po powrocie do domu zastałam taki widok:

M_20101223_002

To był ostatni żywy kwiatek w tym domu.

*

Ps. Bardzo dziękuję Czytelnikom za 6 do 50 głosów :)

Migawki: Uśmiech proszę!

M_20101013_083 M_20101208_014

Ps. ChiNa wciąż czeka na kogoś, kto ją pokocha całym sercem :)

Pps. Głosujcie! Głosujcie! :)