Wpisy oznaczone ‘rosyjski niebieski’
Wielkie ważenie małych kotów
Tempo, w jakim kocięta przybierają na wadze jest z jednej strony satysfakcjonujące, a z drugiej – nieco przerażające. Zwłaszcza w kontekście tego, ile jedzą.
Na początku wszystkie wyglądały jak kluski, teraz zaczynają się nieco różnić.
Chłopak jest po jednej stronie bieguna: raczej szczupły i gibki. Wygląda na najmniejszego. Po drugiej stronie jest Ana Tema – gruba klucha, choć bynajmniej nie niezdarna. Nieustająco jest największa z całej trójki. Ana Fora jest pomiędzy, taka w sam raz.
Jakieś dwa tygodnie temu wszystkie ważyły około 500 gramów - mniej więcej tyle samo każdy. Wsadzam je dziś na wagę i co widzę? Dziewczyny ważą podobnie: niecałe 850 gramów. Chłopak waży prawie 900. Ki czort?
.
Przeczytaj też:
Ekspansja
Kocia ekspansja trwa. Najpierw rozczulaliśmy się, kiedy udało im się samodzielnie wyjść z legowiska. Potem kiedy weszły same do koszyka. Następnie na łóżko. Cieszyliśmy się jak głupi, nie myśląc o tym, że z każdym wyczynem zbliża się TEN DZIEŃ. Dzień, w którym pokonają przeszkody w drzwiach sypialni i pójdą w plener.
Najpierw w drzwiach umieściliśmy płytę o wysokości około 30 cm. Przez jakiś czas wystarczało – kociaki rzucały się na krawędź, ale nawet jeśli udało im się zahaczyć pazurami, to nie miały dośc siły żeby się podciagnąć w górę. Do czasu, kiedy AlErgenek się zawziął i któregoś wieczoru znienacka wtoczył nam się do pokoju pod nogi.
Zamieniliśmy płytę na około dwukrotnie szerszą. Upierdliwe to było, bo sami do sypialni musieliśmy wchodzić bocianim krokiem, ale bezpieczeństwo maluchów było ważniejsze. Nowa przeszkoda nie wystarczyła nawet na tydzień. Znowu AlErgen udowodnił, ze dla chcącego nic trudnego. Co robić – zlikwidowaliśmy przeszkodę i koteczki radośnie przeprowadziły się do pokoju dziennego.
Musieliśmy też przenieść do pokoju pudło z legowiskiem, kuwetę i zabawki, ponieważ koteczki nie miały zamiaru wracać do sypialni w innym celu, niż zabawy na łóżku w środku nocy.
Aha, i szybko nauczyliśmy się chodzić krokiem szurająco-posuwistym. Odkąd zyskały nowe obszary, kociaki poruszają się z prędkością światła we wszystkich kierunkach naraz i nie sposób przewidzieć, gdzie są w danej chwili i czy aby nie pod stopą.
Na własnej piersi wyhodowaliśmy sobie koty Heisenberga.
Gdzie lubią spać – the next generation
Niezależność kociąt objawia się między innymi tym, że zaczynają spać w różnych miejscach. Już od około tygodnia żadne nie poszło spać w legowisku. Mają swoją ukochaną czerwoną poduchę w kształcie serca i tam chodzą się poprzytulać. W domu jest też wielki koszt wiklinowy, który nie zainteresował dużych kotów i tak sobie stał, czekając lepszych czasów. Wystarczyło jednak, ze AlErgenek poszedł tam spać i zaraz się okazało, że kosz ma swojego właściciela, który się zaniepokoił obecnością na swym terenie i musiał natychmiast zaznaczyć swoje prawa. Czy ktoś będzie zdziwiony, jeśli powiem, że chodzi o VaiPerka?
PaiLu też się do kosza przekonała i chodzi tam karmić kocięta. O łóżku nawet nie wspominam, bo jasnym jest, że śpią tam we dnie i w nocy. Małe buszują pod kołdrą, drapiąc nas w łydki, a TaiChi poluje na nie od góry. Zwłaszcza w okolicach świtu dostarcza to niezapomnianych wrażeń.
Oczywiście najlepsze ze wszystkiego są klasyczne zagrania. Biegnie, biegnie kotek – bęc! wywrócił się i śpi.
Zdrzemnie się kwadransik, po czym wstaje i biegnie dalej jak gdyby nigdy nic. Uwielbiam to.
Zaczynają też bawić się myszkami. Już jednej oderwały ogonek. Dobry początek!
.
Przeczytaj też:
4 tygodnie
Kociaki rosna jak na drożdżach i mają coraz lepsza koordynację. Drapanie zadnią łapą za uszkiem nie przedstawia już problemu – o ile się nie zapomni, że raczej nie należy wtedy ruszać głową, bo łapa pracuje wówczas „na pusto”. Łażą już po całej sypialni, rano znajdujemy je po kątach albo w łóżku. Tylko na karmienie schodzą się w jedno miejsce. PaiLu ma tyle pokarmu, że wszystkie wyglądają jak kluski i nie wykazują żadnego zainteresowania stałym żarciem. Próbowałam je przekonać metodą wpychania do pyska, ale jakoś nie były zachwycone. Zapoznały się też z kuwetą, ale na razie jest to zwiazek platoniczny.
Maine coony siedzą z nimi niemal cały czas, dręczą je i wylizują.
Zwłaszcza VaiPerek ukochał sobie kocurka (albo kocurek VaiPerka) i miętosi go bez końca. Mały zaś zaczepia go bez pardonu. TaiChi z kolei pilnuje tych, które oddalają się od legowiska, chodzi za nimi i obserwuje.
Poza tym małe dostały po kolorowej opasce na szyję, żeby na zdjęciach można było je rozpoznać – więc teraz prędziutko do galerii zdjęć miotu A, oglądać i zachwycać się!
A ponieważ kolejny tydzień minął, na stronie Kocięta również pojawiły się nowe fotki.
Chłopak czy dziewczynka?
Piszę tu i piszę, a najwyraźniej zapomniałam o najważniejszym: jakiej płci są kocięta. Nie wiem jak mogłam zapomnieć, przecież pierwsze pytanie do młodej mamusi, to zawsze jest: chłopak czy dziewczynka?
Z kotami nie jest tak prosto, ponieważ młode różnią się od siebie bardzo nieznacznie i trzeba wprawnego oka, żeby tak od razu rozróżnić i się nie pomylić. Ja wyjątkowo wprawnego oka nie posiadam, ale na to moje amatorskie – są dwie dziewczyny i jeden chłopak. Oczywiście do potwierdzenia – czekamy na wizytę fachowca, który maluchy obejrzy i oceni.
Na razie nastawiamy się na to, co nam wyszło z oględzin.
Cłopak będzie miał na imię Al Ergen, bo śmiesznie kicha. Dziewczynki nazwiemy: Ana Tema i Ana Fora. Jeszcze nie wiemy która jest która (Ana Tema to pewnie będzie ta, która będzie więcej broić).
Na stronie Kocięta bedą się pojawiać co tydzień kolejne zdjęcia maluchów i będzie można obserwować jak rosną i się zmieniają – zapraszam do zaglądania.
Chwile grozy
Kociaki zaczynają otwierać oczy i w związku z tym ich matka, gnana odwiecznym instynktem, zapragnęła ponownie przenieść je w inne miejsce. Chwyciła pierwszego malucha w zęby i żwawym krokiem (w miarę żwawym, bo kociaki są wielkie i grubiutkie i swoje ważą) udała się w kierunku… tak, tak – garderoby. Kto czytał wpis Już za chwileczkę…, ten rozumie, dlaczego mało nie padłam tam trupem.
Udało się ją złapać dopiero, jak spadła z półki (na szczęście dolnej), bo ciężar malucha w zębach przeważył i straciła równowagę. Odbieranie kociaków nic nie dało, kicia wpadła w jakiś amok. Z kolejnym dzieckiem w zębach próbowała wspiąć się jeszcze na szafę w sypialni, a jak i to nie wyszło, wspinała się po nas: po nogach, rękach, plecach, byle wyżej. Ten pęd do góry nie dawał się w żaden sposób okiełznać.
Dodam jeszcze, że te ćwiczenia odbywaliśmy w piątek pomiędzy 2 a 4 nad ranem. A w sobotę – powieki na zapałkach…
Małe kotki to kupa zabawy…
Errata
… do wpisu o przełomie w stosunkach amerykańsko-rosyjskich.
Niestety stosunki znowu się usztywniły. PaiLu poczuła się zagrożona natrętną obecnością TaiChi w swoim legowisku i postanowiła się wyprowadzić.
Została przyłapana w chwili, kiedy targała pierwszego malucha na półkę za książki. Na szczęście kocię nie zmieściło się w prześwicie – i tylko dzięki temu zorientowaliśmy się w podstępie. Kotek został jej natychmiast odebrany, co zaowocowało straszliwą awanturą, próbą odbicia, a po jej niepowodzeniu – próbą porwania następnego.
Natychmiast został zmieniony kocyk w legowisku, a samo pudło przeniesione pod półki z książkami i zamknięte od góry. Wieko zostało przyciśnięte transporterkiem, żeby nikt po dachu nie łaził i nie burzył spokoju mieszkańców.
Na razie sytuacja się ustabilizowała. Kicia spoczywa w nowym miejscu spokojnie, mainecoony jej nie niepokoją.
Tylko nam trochę żal. PaiLu cały czas mruczy swoim dzieciom, kiedy leżała przy łóżku – mruczała i nam. Wystarczyło tylko podnieść głowę i obserwować jak maluchy pełzają jej po brzuchu. Teraz na oględziny trzeba się bez mała umawiać, a jak tu nie zaglądać co chwilę, kiedy maluchom zaczynają się powoli otwierać oczy!
Przełom w stosunkach amerykańsko-rosyjskich
TaiChi jako ostatnia doszła do siebie po nagłym pojawieniu się kociaków w domu, ale kiedy już je zaakceptowała – to z całym dobrodziejstwem inwentarza.
Najpierw przesiadywała na pudełku, zaglądając z góry do środka i obserwując uważnie.
Potem zebrała się na odwagę i wskoczyła do środka. Wylizała PaiLu i dokładnie obwąchała maluchy. Do ich wylizywania jeszcze się nie posunęła, ale i tak już widać, że będzie z niej fajna ciotka.
