Wszystkie koty już w domu

Wczoraj w późnych godzinach wieczornych doszło do niespodziewanych zamieszek. Wzięły w nich udział trzy wybitne osobowości: Pai Lu, Tai Chi i Vai Per. Sytuacja była napięta, ale nikt nie został ranny. Wszystko wskazywało na to, że chodziło o ustalenie władzy. Dotychczas rejonem zarządzała Pai Lu i pojawienie się konkurencji mocno ją zaniepokoiło. Jej przewaga siłowa powinna wystarczyć na pozostanie przy władzy, jednak determinacja młodszego i słabszego fizycznie Vai Pera zmieniła całą sytuację. Bez szans na władzę wydawała się Tai Chi, która była wyraźnie wystraszona wieczornymi zajściami.

20080820_004

Noc przebiegła spokojnie. Nieco wystraszone Maine Coony spędziły ją pod łóżkiem. Jednak od rana rozpoczęły się zaciekłe walki. Poza konkurencją wydawał się nieprzejmujący się nikim i niczym Vai Per, który jednak chętnie przyłączał się do bójek. W jednej z nich odniósł spektakularne zwycięstwo. Podczas starć pod prysznicem wypędził ze środka obie rywalki. Jednak mimo usilnych starań nie udało mu się pokonać… odpływu wody, który niewzruszenie pozostał na swoim miejscu.

20080820_008

Starcia zakończyły się koło południa podpisaniem rozejmu, kiedy to koty udały się na wspólny odpoczynek. Sytuacja wygląda już stabilnie. Wszystkie koty zaprzyjaźniły się ze sobą, a Pai Lu z Tai Chi wzajemnie wymyły sobie uszy i ganiają się już tylko dla zabawy.

20080820_024

Co przyniosą kolejne dni, zobaczymy. To dopiero pierwszy dzień wspólnego mieszkania Pai Lu, Tai Chi i Vai Pera.

Related Images:

Facebooktwitter

Vai Per

Z założenia koty miały być dwa. Pierwsza pojawiła się Pai Lu. Niedługo później zapadła decyzja, że drugą kotką będzie Tai Chi. Kilka dni po Tai Chi w hodowli Ewjatar pojawił się jeszcze jeden miot Maine Coonów, a wśród nich jeden fantastycznie umaszczony chłopak. Podobał się nam od samego początku. Na łopatki rozkładały nas jego równoległe paski wzdłuż całego kręgosłupa. Ale decyzja już zapadła, że bierzemy Tai Chi. Poza tym potrzebowaliśmy dziewczynki do towarzystwa dla Pai Lu. Niedawno okazało się, że ten piękny Maine Coonek ma złamany ogon, przez co stał się rasowym “wybraczkiem” i będzie musiał być wykastrowany. Na wybrakowane kotki rasowe nie ma zbyt wielu chętnych i po jednej z wizyt zacząłem się zastanawiać, czy ktoś ze znajomych by go nie chciał.

20080816_060

Wracaliśmy z Magdą z Gdyni z koncertu Erica Claptona. Nocą kierowcy pomaga rozmowa i Magda dobrze wywiązywała się ze swojego obowiązku, a ja nafaszerowany kofeiną często dostaję słowotoku. I tak od słowa do słowa, niespodziewanie zapadła decyzja o trzecim kocie. Nie mieliśmy pojęcia czy Vai Per (imię nadaliśmy mu błyskawicznie, oczywiście pochodzi od samochodu Dodge Viper, który malowany jest z pasami wzdłuż karoserii) jest jeszcze wolny i czy w ogóle przy dwóch kotkach powinniśmy mieć chłopaka, mimo, że z założenia ma być wykastrowany. Trochę nam jeszcze wiedzy brakuje, więc musieliśmy poczekać do rana, żeby zadzwonić w tej sprawie do hodowli. Mimo poganiającej nas niecierpliwości, telefonowanie o drugiej w nocy wydawało nam się trochę nie na miejscu.

20080816_041

Rano, gdy odespaliśmy już trochę podróż, zadzwoniłem w sprawie Vai Pera. Rodowodowo nazywa się UKAH, jednak nasza ksywka już mocno się do niego przykleiła. Okazało się, że jest już chętny nowy właściciel. Trochę mnie to zmartwiło, ale nie traciłem nadziei. Dzień później byliśmy na kolejnych odwiedzinach u Tai Chi i sprawa się wyjaśniła. VaiPerek trafia do nas! Przywozimy go do domu razem z Tai Chi już w środę.

Niestety jest też smutna informacja. W nocy z piątku na sobotę zmarła Czu Czu – matka naszej Tai Chi.

Related Images:

Facebooktwitter

O rozpieszczaniu koteczka

Pai Lu od samego początku miała swoje kulinarne upodobania i nie wszystko chciała jeść. Żeby kotkowi dogodzić, kupiliśmy kilka rodzajów kociej „mokrej” karmy i sprawdzaliśmy, co spożywa najchętniej. Bez mrugnięcia jadła wszystko, co było w kawałkach. Mięso w postaci pasztetów najwyraźniej kłuło w ząbki. Po kilku dniach poznawania smaków, żołądek Pai Lu stwierdził, że się dalej w to nie bawi. Kotka miała się na tyle nieciekawie, że wybraliśmy się z nią do weterynarza. No i okazało się, że dogadzanie jej w ten sposób zupełnie nie ma sensu. Częste zmiany pokarmu doprowadziły do podrażnienia żołądka i sprawa zakończyła się na trzydniowej diecie składającej się tylko z ryżu i kurczaka. Co prawda ryż odpadł już drugiego dnia, ale dieta to dieta. Sam kurczak też był dopuszczalny. Weterynarz polecił nam karmienie jej jedynie suchym pokarmem. W sumie i tak najchętniej jadła właśnie to.

20080728_039

Przy okazji okazało się, że nie chcą jej za bardzo wypaść mleczne kły. Sami wcześniej tego nie zauważyliśmy. Faktycznie, wyrosły jej nowe kły obok starych. No i kolejny strach: jeżeli nie wypadną same, trzeba będzie usuwać chirurgicznie. Na szczęście cztery dni później sprawa się rozwiązała. Mleczaki wypadły same, ale nie udało się ich znaleźć. Za to zachowały się na zdjęciach jeszcze jak były na swoim miejscu, a koło nich widać wyrastające kły stałe. Niestety zdjęcie jest trochę niewyraźne.

20080728_008

Przez problemy z żołądkiem i wyraźnie dokuczające dodatkowe kły, Pai Lu była przez kilka dni znacznie spokojniejsza. Ale jak tylko doszła do siebie, zaczęła nadrabiać zaległości, co szczególnie dawało się nam we znaki podczas nocnych biegów przełajowych po meblach.

20080728_104

Byliśmy na kolejnych odwiedzinach u Tai Chi. Strasznie wyrudziała. W miarę rośnięcia przybywają jej – a może raczej uwydatniają się – rude plamy. Mimo, że też rozrabia, to, będąc Maine Coonem, ma wyraźnie spokojniejszy temperament niż koty Rosyjskie Niebieskie. Może dzięki niej będzie w domu trochę spokojniej. Albo wręcz przeciwnie.  (Jak pokazało życie, ostatnie zdanie było prorocze – Tygryziołek)

Related Images:

Facebooktwitter

Tai Chi coraz większa

Naszą Tai Chi odwiedzamy regularnie raz w tygodniu. Z tygodnia na tydzień kicia staje się coraz większa. Mnie osobiście najbardziej imponują duże łapy tej rasy. Mimo, że Tai Chi to jeszcze maluch, to już widać, że łapki będzie miała konkretne. Charakterystyczny wyraz twarzy Maine Coona sprawia, że nasza nowa kotka wygląda rozczulająco. Tak, jakby była ciągle zdziwiona. Ale może nas nie powinno to dziwić. W końcu dziwny jest ten świat.

20080708_010

W odwiedziny do Tai Chi zabieramy zawsze Pai Lu. Mamy nadzieję, że dzięki temu będzie pamiętała, jak to jest, kiedy się nie jest jedynym kotem w domu i łatwiej będzie wprowadzić Tai Chi, której zapach będzie dobrze znała. Nie mamy żadnego problemu z przewożeniem jej z miejsca na miejsce. Jak tylko wchodzimy z nią miedzy inne koty, od razu zaczyna się z nimi bawić. Najchętniej zaczepia małe kotki, ale i ze starszymi się też pobawi. Miała również starcie z jedną ze swoich kuzynek, które, niestety, przegrała. Ale mimo, że ciągle broniła się w parterze, to gdy tylko nastawała chwila spokoju, znów prowokowała do walki.

20080708_036

Ciekawe, jak poradzi sobie w domu z większą do siebie Tai Chi.

Zrobiliśmy w domu sesję zdjęciową Pai Lu, zapewne pierwszą z wielu. Do kolejnych kupiłem już nowe tła. Zdjęcia z domowego studia można oglądać w galeriach.

Related Images:

Facebooktwitter

I wszystko jasne

W końcu zapadła ostateczna decyzja i możemy Wam przedstawić naszą drugą kotkę. Ma na imię Tai Chi i jest dzieckiem Czu-Czu (Czu Czu Jompi*PL) i Grand Chuka (CH. Grand Chuck Wiki-Black*PL). Ma już, a może dopiero, miesiąc. Wybrała się praktycznie sama, bo kiedy przyszliśmy do kotków, zobaczyliśmy, że jako jedyna wyszła z kojca na stół, a potem wskoczyła na szafki kuchenne, gdzie zapoznawała się z drobnym sprzętem AGD.

20080630_021

Zabraliśmy ją do pokoju, gdzie zawarła znajomość z dorosłymi kotami, ich miskami, a także udała się na wycieczkę krajoznawczą dookoła świata. Niesamowite było to, że pomimo tego, że był to jej pierwszy spacer poza kojcem, nie tylko nie okazywała strachu, ale wyraźnie dobrze się bawiła. Później w nocy powtórzyła wyczyn, a nawet pobiła własny rekord, bo nie tylko wyszła sama z kojca i na tych niepewnych łapkach poszła w plener, ale udało jej się dotrzeć do łóżka pani domu i ułożyć tam do snu. Okazała się na tyle sprytna, że trzeba było ją przenieść do starszych kociąt. Jest wyjątkowo ciekawa świata.

20080630_115

Na razie podczas wizyt Pai Lu niespecjalnie zwraca na nią uwagę. Woli się ganiać z kotkami lepiej trzymającymi się na łapkach.

Tai Chi będzie u nas dopiero we wrześniu. Już się nie możemy doczekać, choć mamy też pewne obawy, co stanie się z mieszkaniem gdy zajmą się nim dwa szalone tajfuny.

Related Images:

Facebooktwitter

Wpadki Pai Lu

Przez dwa tygodnie nie było wpisów o nowych poczynaniach Pai Lu i już niektórzy zaczęli się martwić, co z naszą kotką. Cieszę się, że budzi ona takie zainteresowanie

20080612_021

Pai Lu ma się dobrze. Miała kilka wpadek, w tym jedną za szafkę a drugą do toalety. Po tej drugiej zaliczyła przeziębienie i zawarła znajomość z nowym weterynarzem. Miała też niedawno obcinane pazurki i trochę się obraziła na swój drapak. Ale pazurki już odrosły i znów biega po nim od podłogi do sufitu.

Czekamy na drugą kotkę i, żeby Pai Lu nie odzwyczaiła się od towarzystwa, jeździmy z nią na wizyty do hodowli Ewjatar, z której pochodzi. Jest tam w tej chwili sporo małych koteczków i kilka karmiących kotek. Pai Lu mimo, że jest już całkiem spora, bardzo chętnie podłącza się na świeże mleko do jednej z ciotek.

W kociej galerii można zobaczyć kilka nowych zdjęć z małymi Maine Cooniątkami. Niedługo znów jedziemy w odwiedziny, więc pewnie będą nowe zdjęcia chodzących już Maine Cooniątek.

Related Images:

Facebooktwitter

Nowe wrażenia

Znacie ten filmik? Do niedawna nas bawił. Teraz już wiemy, że to film dokumentalny o prawdziwym życiu właścicieli kotów. Na szczęście Pai Lu jest jeszcze za mała na ciężkie narzędzia, ale za to świetnie poradziła sobie z małą, szarą, zabawkową myszką.

20080607_131_2

Był słoneczny niedzielny poranek. Nasz kochany kotek zaczął się bawić ze swoją ulubioną myszką, biegając po naszym łóżku. Oczywiście nie dało się już spać. Zadowoleni, że Pai Lu szybko zaaklimatyzowała się w nowym miejscu, obserwowaliśmy jej zabawę. Chwyciłem aparat i zacząłem robić zdjęcia. Coś mi jednak nie pasowało. Światło. Światło było jakieś inne. Słońce było innym miejscu niż zwykle rano. Z lekkim strachem zerknąłem na zegarek, Była 5:18! Nie ma jak weekendowy odpoczynek

20080607_160_2

Mamy nadzieję, że to nie wejdzie jej w nawyk i nauczy się spać tyle, co my. Albo chociaż w tym samym czasie, co my. Ciekawe czy pomoże wieczorna zabawa dla zmęczenia naszej pociechy.

20080609_005_2

Related Images:

Facebooktwitter

Pai Lu w nowym domu

Wreszcie nadszedł ten dzień. Wczoraj nieco zdenerwowani, ściskając w ręku nowiutki koci transporter, udaliśmy się po odbiór naszej Pai Lu. Obawialiśmy się zarówno drogi do domu, jak i tego jak zachowa się nasza kotka w nowym miejscu. Na szczęście większość drogi nasz maluch z ciekawością rozglądał się dookoła wszystkimi możliwymi szparami. Tylko w dwóch momentach włączyła się kontrolka “PANIKA”, ale na krótko. Pierwsze chwile w domu też okazały się dość spokojne. Pai Lu spokojnie zwiedziła okolicę i zajęła się nowymi zabawkami, które czekały już przygotowane od dawna. Co jakiś czas jednak włączało się ciche miałczenie, które zdawało się być nawoływaniem innych kotów. Przecież do tej pory do każdej zabawy przyłączał się inny kot, a teraz coś się zmieniło.

20080606_110

Pierwsza noc upłynęła również spokojnie. Kotka przyszła do nas, najpierw obejrzała z nami film, potem poprosiła, żeby ją pogłaskać, a na koniec umyła się, położyła nam w nogach i poszła spać. Niestety dziś rano wstała o 8:00 (a przynajmniej o tej nas obudziła). Chyba zapomnieliśmy jej powiedzieć, że w weekendy śpimy dłużej :)

20080607_047_2

Dzisiejszy dzień zdawał się być już całkiem normalnym dniem. Pai Lu nie wydawała się zestresowana. Pozwiedzała jeszcze trochę, pobawiła się nowymi zabawkami, a większość dnia spędziła na drapaku, wyglądając przez okno albo śpiąc.

Zapadła już decyzja o drugim kocie. Jednak to będzie Maine Coon. Nowa kotka będzie z miotu na literę T i damy jej  imię… Tai Chi :) Dlaczego? Hehe:) Zgadnijcie :) Nasza druga koteczka już się urodziła, ale jeszcze nie wiadomo, która to będzie. Zdjęcia małych Maine Coonków są już w kociej galerii, ale Tai Chi przedstawimy Wam trochę później.

Related Images:

Facebooktwitter

Pai Lu & spółka czyli kocia sesja zdjęciowa

Tym razem na wizytę do Pai Lu wybraliśmy się z całym sprzętem fotograficznym i silnym postanowieniem urządzenia sesji fotograficznej z prawdziwego zdarzenia. Urządziliśmy prowizoryczne studio i zaczęło się… niezłe zamieszanie. Niestety większość kotów nie chciała współpracować. Studyjne lampy na statywach pozwalały na fotografowanie tylko w jednym miejscu. Dużo lepsze byłyby lampy z systemem automatycznego śledzenia oraz podążania za obiektem fotografowanym, ale tego chyba jeszcze nikt nie wymyślił:)

20080526_052

W końcu jakoś się udało, choć na zdjęciach nie ma wszystkich kotów, bo niektóre powiedziały zdecydowanie NIE! Może uda się następnym razem, gdy warunki będą bardziej sprzyjające. Za to udało się sfotografować jak nasza Pai Lu czyli kotka Rosyjska Niebieska jest karmiona przez ciężarną Czu-Czu rasy Maine Coon.

20080526_207

Czu-Czu już urodziła pięcioro rozkosznych maluchów i mam nadzieję, że niedługo będę mógł porobić małym Maine Cooniątkom zdjęcia.

Related Images:

Facebooktwitter

Pokonać Picachu

Tym razem wreszcie Pai Lu wykazała jakieś zainteresowanie naszymi osobami. Raz nawet sama przyszła.  Robi się coraz większa, a jej zadziorność rośnie proporcjonalnie do masy ciała. Odkryła nową zabawę, czyli atakowanie własnego ogona. Próbowała również zaatakować ogon Jennifer, dużego białego Maine Coona, ale ta szybko jej wytłumaczyła, że to głupi pomysł. Z braku innych przeciwników postanowiła pognębić maskotkę Picachu. Szło jej całkiem nieźle do momentu, gdy zabawka zaczęła się poruszać i mówić. Ożywiona zabawka okazała się przerażająca. Ponowne podejście do małego żółtego potworka wymagało od Pai Lu nie lada odwagi. Ale w końcu się udało.

20080520_074

Przy okazji odwiedzin Pai Lu mogliśmy zobaczyć maleńkie  kilkudniowe koteczki Rosyjskie Niebieskie. Oczywiście są do zobaczenia w kociej galerii.

Jeszcze tylko dwa tygodnie. Coraz bardziej niecierpliwie czekamy na przyjęcie Pai Lu w domu.

Related Images:

Facebooktwitter