Małe Mi

Kreatywny proces wymyślania imion za nami. Pierwotnym założeniem było tym razem wykorzystać literę J, ale na J wymyślały mi się tylko imiona męskie, co przy miocie czterech dziewczynek stanowiło pewną niedogodność. Będąc zaś nieustająco wielką fanką Muminków, pierwszą kicię pokonującą niestrudzenie ogrodzenie kojca określałam pieszczotliwie Małą Mi. Szybko się okazało, że one wszystkie są jak Mała Mi i litera się wybrała sama.
Miot na Mi.

Rozmaite skośne skojarzenia powiodły mnie w kierunku Japonii, a kiedy od znajomej japonistki, Ani Klary, dowiedziałam się, że „mi” oznacza „piękny” – sami rozumiecie, nie mogłam odpuścić.

Wobec tego mamy:

Mi Hoshi Kot Doskonały*PL. Jej imię oznacza piękną gwiazdę i jest to bez wątpienia gwiazda, diva i primabalerina tego miotu. MiHoshi była pierwszą Małą Mi, tą która jest w stanie wydostać się z każdego zamknięcia. Porusza się z prędkościami nadświetlnymi, wszędzie włazi, głośno miauczy i prowokuje siostry do robienia tego samego. Ona nikogo nie naśladuje – sama wyznacza standardy.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Mi Chiko Kot Doskonały*PL. Michiko to imię obecnie panującej cesarzowej Japonii. Można je przetłumaczyć jako piekna i mądra. Na razie nie jest za bardzo dystyngowana, ale też trudno wyglądać elegancko, jak się pędzi jak wiatr przez mieszkanie, by wpaść z impetem pod szafki kuchenne. MiChiko lubi sobie pospać w ciszy i spokoju, ale też jest nieugięta kiedy przyjdzie się bić z siostrami. Wiadomo, muszą wiedzieć, że bezkarnie nie przerywa się snu cesarzowej. Sami widzicie: piękna i mądra.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Mi Chiru Kot Doskonały*PL. Michiru znaczy spełniać, wypełniać. Jest to kicia pięknie wypełniająca wszystkie obietnice związane z posiadaniem rusałki. Będzie pięknie, będzie zabawnie, będzie aktywnie, będzie uroczo! Na razie jako jedyna potrafi się zatrzymać na dość czasu, by pospać u mnie na kolanach i pomruczeć.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Mi Yoshi Kot Doskonały*PL. MiYoshi można przetłumaczyć jako piękna i dobra. Jako pierwsza zaczęła mruczeć do mnie. Wystarczyło pogładzić po grzbiecie, żeby motorek się włączył. Pierwsza odkryła jak się wchodzi do zamkniętej kuwety. I jak wychodzi. Z jakichś przyczyn Isztar ją najbardziej poniewiera (Isztar i Irfan traktują Małe Mi jak samobieżne zabawki), ale Mi Yoshi się nie gniewa i już za chwilę pędzą razem przez mieszkanie.

Tak, małe rusałki dorównują prędkością 4-miesięcznemu maine coonowi.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Ps. Zapytano mnie, czemu „rusałki”. Międzynarodowy kod rasy to RUS. Stąd RUS-ałki. Ta rusałka, ten rusałek. :)

Facebooktwittergoogle_plus

Bierz dwa

Często mailowo czy telefonicznie opowiadam Wam o korzyściach posiadania przynajmniej dwóch kotów oraz o tym, że – paradoksalnie – dwa koty są o wiele łatwiejsze w utrzymaniu w domu niż pojedynczy kot.

Kot jest stworzeniem stadnym i ma dosyć złożone życie społeczne. Nie wierzcie w teorie, ze kot jest samotnikiem – koty tylko polują samotnie. Popatrzcie na to wprowadzenie drugiego kota. To nie jest instruktaż, ale dobrze na nim widać niektóre zachowania  społeczne kotów.

Nie da się, no nie da się zastąpić kotu drugiego kota.

Człowiek za wolno biega, jest za mało zwrotny, za nisko skacze, denerwuje się nie wiadomo czego, jak przyjdzie do bójki, a do tego nie odwzajemnia skomplikowanego rytuału wylizywania. Nędzna podróbka.

Trzeba brać dwa koty.

Jedna ważna rzecz – drugiego kota trzeba wprowadzać z głową i bez pośpiechu, żeby dać szanse kotu-rezydentowi na łagodniejsze przejście tej zmiany. Krótka instrukcja jak to robić jest we wpisie Jak wprowadzić drugiego kota do domu

Facebooktwittergoogle_plus

Dziecko-niespodzianka

Nie zdążyły się dni odliczyć, nie zdążyłam się podenerwować w oczekiwaniu, nie przespać kilku nocy – bo szybko i bez zbędnego hałasu FaJing wydała na świat cztery puchate kuleczki.

Trochę byłam zaskoczona, bo moje dziewczyny preferują godziny nocno-wczesnoporanne, w związku z czym w okolicach terminu po prostu nie sypiam. A tym razem nie dość że niespodziewanie, to jeszcze w środku dnia.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, magdalena.koziol@gmail.com

Ale nie koniec niespodzianek na tym. Oczekiwaliśmy trzech kluseczek, bo tyle FaJing pokazała nam na usg. Po trzecim odprężyłam się więc i spokojnie sobie notowałam godziny narodzin, wagę i inne informacje na temat kociąt. Ponieważ malutkie są bardzo nieporadne, przystawiałam je pracowicie do mlekopoju, żeby od razu sobie podjadły. Nagle patrzę – a FaJing przybiera się do kolejnej akcji porodowej! Nie minęło kilka minut – jest czwarta kuleczka. No to dawaj cały ambaras od nowa – mycie, suszenie, kontrola, karmienie.

Zgodnie z tradycją naszej hodowli – przeważają dziewczynki. Nawet mocno przeważają: 4/4. Tak, cztery zdrowe, silne dziewczyny. Pierwiastek żeński mocno się nas trzyma :)

©Magdalena Koziol, +48 606757001, magdalena.koziol@gmail.com

Facebooktwittergoogle_plus

Odliczamy dni

Już dni, a nie tygodnie, dzielą nas od przybycia malutkich rusałek. Mamusią będzie nasza śliczna wielkooka FaJing. To jej pierwsze maluszki, toteż bardzo się wszyscy przejmujemy.

Najmniej przejmuje się sama FaJing. Jej brzuszek jest mały i zupełnie nie przeszkadza jej w poruszaniu się. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie – nigdy tak intensywnie nie ganiała się z Czarną Tyldą po domu. Potem sobie odpoczywa, świat wraca do normy i wtedy wreszcie ogarnia mnie spokój.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Facebooktwittergoogle_plus

Poznajcie kotki in-duplotki

Kotki rosną jak na drożdżach, szczególnie w zakresie rozczochranej sierści. Są już całkiem samodzielne i dobrze znoszą separację od mamy i od siebie nawzajem. Potrafią już spać osobno, biegają samotnie i samodzielnie eksplorują mieszkanie.

Wyglądem nadal różnią się niewiele, kocurek jest odrobinę jaśniejszy, ale widać to głównie wtedy gdy są obok siebie. Różnią się oczywiście pyszczkami, ale zdaje się że nikt oprócz mnie na razie nie da rady ich odróżnić. Widać za to już różnice w usposobieniu.

Dziewczynka to zdecydowanie lider. Pierwsza uciekła z kojca, pierwsza ruszyła na zwiedzanie mieszkania, pierwsza bada wszystko. Albo śpi, albo biega. Daje się głaskać, daje się brać na ręce, ale nie daje się tam utrzymać – zaraz wspina się człowiekowi na ramię, na głowę, obwącha nos, włosy i zaraz zeskakuje na podłogę i biegnie dalej. Ma już to charakterystyczne maine coonie spojrzenie, które mówi: człowieku, jesteś tu by służyć i lepiej spraw się dobrze. A w ogóle to rzucaj tę piłeczkę. Uwielbia piłeczkę, którą ukradła swojej mamusi (biedna Tylda!).

Ze względu na to królewskie obejście nosi imię mezopotamskiej bogini wojny i miłości, Isztar. Kiedy oglądam maluchy jak się bawią razem, to myślę, że najpierw wojny, a potem miłości.

Isztar Kot Doskonały*PL

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Kocurek ma bardziej refleksyjną naturę. Jest spokojniejszy, bardziej nastawiony na badanie szczegółów niż ganianie jak opętany. Jest towarzyski. Z zaciekawieniem podchodzi do innych kotów, zagląda im w oczy, jakby pytał: a ty kim jesteś? Tak samo traktuje ludzi. Chętnie przychodzi na mizianki, daje się brać na ręce i na kolana, lubi głaskanie. Ilekroć go przytulę, zawsze wsadzi mi wibrysy do nosa. Chyba sie tego nauczył od cioci TaiChi. Dostał imię, które w języku arabskim oznacza wiedzę, świadomość – Irfan.

Irfan Kot Doskonały*PL

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Ps. A są In-duplotkami, bo po łacinie in duplo oznacza: podwójnie. To dwa klony przecież prawie. :)

Facebooktwittergoogle_plus

Jeśli dziś sobota, to mieszkamy za łóżkiem

Czarna Tylda okazała się bardzo troskliwą matką, tylko nieco stukniętą. Niemal każdego dnia o 5 rano robiła przeprowadzkę w inne miejsce, wybierajac głównie takie, gdzie dzieci leżały na gołej podłodze. Malutkie kocięta same nie regulują jeszcze temperatury i muszą być ogrzewane przez matkę, toteż taka miejscówka im zdecydowanie nie służyła i czułam wewnętrzną presję, żeby czuwać nad przeprowadzkami i wprowadzać korekty.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

W końcu rozstawiłam duży kojec i przeniosłam maluchy. Czarna wydawała się zadowolna. Do drugiej nocy, kiedy jednak przytargała kocięta za łóżko. W pierwszym tygodniu życia kociąt okolice łóżka były absolutnie nie do zaakceptowania, w drugim okazały się atrakcyjne. Rano przenosiłam je z powrotem do kojca i tam siedziały grzecznie do następnego świtu.

Aż przyszedł trzeci tydzień, kocięta zrobiły się całkiem sprawne i lada dzień mogły odkryć jak się z kojca wyłazi. Zmontowałam więc wybieg, umeblowałam, Tylda sprawdziła wszystko i ułożyła się w nim wygodnie, żeby na leniucha pobawić się zabawkami. Wyglądało, że wszystko jest ok. Do rana. Ledwie świt ozłocił ziemię, Czarna Istota stwierdziła, że kojec jest nie do przyjęcia i będzie mieszkać za łóżkiem. Przyniosła kocięta o 5:15. Zaniosłam je z powrotem. Nie zdążyłam się wygodnie ułożyć, już była z powrotem z maluchem w zębach. Zaniosłam do kojca. Przyniosła z powrotem.

I tak do 7 rano. O 7 złamałam się i przeniosłam wybieg za łóżko.

wybieg koci

W pośpiechu, bo na 9.00 do pracy. I cały dzień w trybie zombie.

Wybieg za łóżkiem tym razem okazał się strzałem w dziesiatkę.

Facebooktwittergoogle_plus

Atak (przesłodkich) klonów

Dwie małe istotki zagościły w naszym domu. Chłopczyk i dziewczynka.

Czarna Tylda została mamą prześlicznej dwójki. Ponieważ z Czarną Istotą nic nie może być normalnie, to i tym razem postanowiła dostarczyć nam rozrywek i uporczywie wstrzymywała się z urodzeniem. Musiałam wziąć dodatkowe dni wolne i odwołać wszystkie spotkania. Czasem tak się zdarza, kiedy miot jest mało liczny, a tym razem usg obiecało parkę.

No i nie kłamało, nie powiedziało tylko, że będą takie wielkie. 144g i 155g. Jakiś kosmos.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Szybko zaczęły przybierać dalej na wadze i po kilku dniach ważyły po pół kilograma. W porównaniu do rusałek jest to nieco szokujące i nie mogę się cały czas przyzwyczaić, że one takie wielkie. Za to nie chcą tyle pełzać, co małe rusałki – no, ale jak się tyle waży, to przemieszczanie się jest dużym wyzwaniem. A łapki przecież jeszcze słabe.

Jedno natomiast jest stałe – na pierwszy rzut oka trudno je odróżnić. Nie wiem o co chodzi, ale nawet jak mi się rodzą maine coony, to wyglądają podobnie. W miocie nr 2 były dwa całe bielutkie, teraz dwa czarne klasyki.

Atak klonów. Dobrze, że takich ślicznych, więc z przyjemnością dam się atakować tej słodkości.

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

 

Facebooktwittergoogle_plus

Kochanego ciałka…

Kot TaiChi po kastracji zmieniła częściowo nawyki żywieniowe, a częściowo nie.

Przed kastracją nie była fanką mokrego żarcia. Skubnęła dwa kawałki, po czym szła do miski z suchym i tam się pożywiała. Trochę to było dziwne: wszystkie szamią mięsko, a Ruda chrupki postne wciąga, ale ok, nie będę jej żałować, skoro chce.

Po kastracji nadal na śniadanko wciąga chrupki. Ale dopiero po zjedzeniu porządnej porcji mokrego.

Dwa śniadania nie pozostały bez wpływu na jej wagę. Na razie przybrała niecały kilogram, który się rozłożył równomiernie po całym kocie. Ewidentnie nie jest to już ta sama długa chudzinka – teraz widać, że idzie KOT.

Wolałabym jednak, żeby to było na tyle. Dalsze tycie zniszaczy tę idealną figurę. Cała nadzieja w tym, że trochę jej ten wilczy apetyt minie i waga się ustabilizuje na jednym poziomie. VaiPerek też przecież jest kastratem, a jest szczupły i elegancki. TaiChi – bierz przykład z VaiPerka!

©Magdalena Koziol, +48 606757001, info@kotdoskonaly.pl, www.kotdoskonaly.pl

Facebooktwittergoogle_plus

DIY – drapak przyfotelowy

Nie mamy za wiele mebli, które mogłyby być celem kociego pazurzenia, ale te, które są, przedstawiają opłakany widok. Najgorzej wygląda mój fotel komputerowy, ukochany przez Czarną Tyldę. Są miejsca, po których naprawdę trudno się domyśleć, że pokryty jest czarnym materiałem skóropodobnym. Bardziej wygląda na pokryty jakimś szarym meszkiem.

Toteż kiedy do domu przybył szary rozkładany fotel, wiedziałam, że czas jego urody jest ograniczony. I faktycznie, ale nie tak, jak sobie wyobrażałam. Jego pokrycie okazało się doskonałym magnesem na kocią sierść. Wystarczy, że kot przespaceruje się obok, a już jest równomiernie pokryty sierścią.

Oczywiście koty nie zawiodły – PaiLu bardzo sobie ulubiła jeden jego boków. Gładkie pokrycie zamieniło się w węzełkowate. Przesunięcie tam kociej wieży nic nie dało, bo wieża ma charakter wędrujący oraz łatwo przewrotny, jeden mainecooni skok i już się kiwa.

A ponieważ dysponuję znaczną kolekcją tekturowych pudeł, postanowiłam powtórzyć sukces małego tekturowego drapaczka. Tym razem konstrukcja musiałaby mieć kształt litery L, żeby osłaniać cały bok, na którym wiesza się PaiLu. Dużo wycinania i dużo klejenia.

Klejenia okazało się nawet więcej, niż przewidywałam i w połowie konstrukcji skończył mi się klej. Poprosiłam kolegę o zakupienie po drodze nowego, a kolega postanowił nie zostawiać nic przypadkowi. Pół litra kleju uniwersalnego wystarczy i na ten drapak, i na następny.

M_20150102_011.jpg
M_20150102_004.jpg

Wstępna inspekcja połowy drapaka wykazała, że skleił się lekko krzywo. Oj tam, oj tam, będzie drapak z Pizy.

Sklejając kolejne warstwy postarałam się go trochę wyprostować i w sumie nie wygląda to źle. Sam wierzchołek należało jeszcze wypoziomować, ponieważ warstwy kleju łączące kawałki w zagięciu litery L spowodowały pogrubienie tej części. Kilka pasków o zmniejszającej się długości, naklejonych na górze drapaka, załatwiło sprawę.

Na samym wierzchu umieściłam kilka warstw tektury o kształcie prostokąta, pokrywających cały drapak i podłokietnik fotela – w ten sposób powstało solidne, twarde podłoże, na którym można coś postawić. Gdyby zdarzył się gość lubiący tarzać się w kociej sierści i nie bojący się zajmowac miejscówki należnej kotom, mógłby tam  postawić na przykład kubek z herbatą.

Chociaż nie wiem czy to akurat dobry pomysł. Jest wielce prawdopodobne, że herbata wylądowałaby na podłodze mikrosekundę po tym jak kubek dotknąłby podłoża.

Tym niemniej, koci lubią teraz na tym siadać.

M_20150104_014.jpg
M_20150104_013.jpg
M_20150104_018.jpg
M_20150104_021.jpg

Drapak został umieszczony na miejscu, a ponieważ jest wąski a wysoki, nie miał prawa stać sam. A już na pewno nie pod ciężarem wieszających się kotów. Został więc ustabilizowany warstwą tektury po wewnętrznej stronie podłokietnika.

A ponieważ koty mają we krwi niszczenie systemu, PaiLu nagle straciła zainteresowanie drapaniem tego konkretnego miejsca. Widac tektura mniej pasuje do jej pazurów niż materiał pokrycia fotela. Za to Czarna Tylda i Biały Kot Szczęścia ChiNa uznały, że jest genialna i wieszają się tam pojedynczo i w parach. W sumie chyba sukces, nie?

Facebooktwittergoogle_plus