Przygody weterynaryjne

Ostatnio nasze kotki nie miały szczęścia. Zaczęło się od Vai Pera. Szykowaliśmy się do jego wykastrowania. Jednak niedługo przed tym, ni stąd ni zowąd dostał biegunki. Początkowo poza tym zachowywał się normalnie, ale gdy zrobił się wyraźnie apatyczny, trzeba było wybrać się do weterynarza. Skończyło się na pięciu dniach na antybiotyku, Okazało się, że ma jakieś zapalenie jelit i musieliśmy co 24 godziny jeździć z nim na zastrzyki. To zapalenie  okazało się wirusowe i gdy tylko skończyliśmy leczenie Vai Pera – rozchorowała się Tai Chi. No i znów codzienne jazdy na zastrzyki. Na szczęście poszło łatwiej i spokój był już po trzech dniach. Wirus na szczęście ominął Pai Lu.

20081121_024

Gdy kotki doszły już do siebie, w końcu zawieźliśmy Vai Pera do kastracji. Zapowiadało się bezproblemowo. W klinice byłem przed 10:00 i koło 14 miałem odbierać już kota. Jednak ledwo wróciłem do domu, kiedy odebrałem telefon z kliniki. Pani weterynarz zaczęła od słów “tylko proszę się nie denerwować”. Zgadnijcie jak to na mnie podziałało. Okazało się, że nasz Vai Perek poza złamanym ogonkiem ma jeszcze jedną wadę. Jest wnętrem. To znaczy, że jedno z jego jąder nie zeszło do moszny i kastracja nie będzie zabiegiem prawie kosmetycznym, tylko operacją. W dodatku musi to zrobić doświadczony chirurg, a ten zaczyna pracę dopiero o 16. Nie było sensu, żebym przywoził kociaka z powrotem, bo niestety nadal musiał być na czczo, a w domu przecież są jeszcze dwie kotki, które z pewnością nie zgodzą się na niekarmienie. Postanowiłem zostawić Vai Pera w klinice. W końcu jest tam pod dobrą opieką.

20081203_025

Dzień był wyjątkowo stresujący. Dopiero koło 18 miałem się dowiadywać o małego pacjenta. Ulżyło mi, kiedy usłyszałem pogodny głos w słuchawce, który oznajmił, że koło 19 mogę kociaka odebrać.

Operacja się udała i przebiegła bez problemów. Vai Per jest w domu od 5 godzin i odpoczywa. Pierwsze, co usiłował zrobić, to pobiegać po mieszkaniu, jednak łapki jeszcze niezbyt chciały go słuchać i maluch ciągle się przewracał. Teraz trochę śpi, trochę się kręci i szuka sobie miejsca. Czuwamy przy nim na zmianę, ponieważ nie może sobie wylizywać rany, a na dodatek do wylizywania chętne mogą być jeszcze Tai Chi i Pai Lu.

20081205_002

Mamy nadzieję, że nasz chłopak szybko dojdzie do siebie. Teraz wygląda bardzo smutno.

Facebooktwittergoogle_plus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *