Trudno być matką dorastających kociąt…

Jakoś wstrząsająco szybko rosną te kociaki. Sama nie wiem, kiedy minęło drugie szczepienie, a chłopcy osiągnęli półtora kilograma wagi. Teraz kiedy leżą obok siebie w trakcie karmienia, ledwie mieszczą się przy boku PaiLu.

PaiLu zaś prezentuje wyjątkową nadopiekuńczość. Zawsze była nadopiekuńcza, ale tym razem przechodzi samą siebie. Normalnie po dwóch miesiącach przestaje karmić maluchy, tym razem karmi nawet po trzech. Fakt, że tylko chwilę, bardziej „dla smaku”, ale jednak. Dodatkowo czuje potrzebę bronienia ich przed wszystkim. Wystarczy, że któryś piśnie, ona już leci, gotowa zabijać. I niestety obrywa się pozostałym kocicom, nieważne czy winne, czy nie.

A że maluchy, posłuszne odwiecznym instynktom, tłuką się cały czas, to co i rusz zdarza im się pisnąć pod naciskiem zębów rodzeństwa.

Biedne kocice, mówię Wam.

Na szczęście już się trochę atmosfera oczyściła i znowu wszystkie zgodnie przytulają się i wylizują uszy, ale okres, kiedy kocięta intensywnie i organoleptycznie poznawały świat był naprawdę trudny do wytrzymania. PaiLu nie była w stanie zaakceptować tego, że małe śpią już samotnie w różnych miejscach, chowają się pod i za meblami i w ogóle chodzą samopas! Bez jej opieki i kontroli! Dramat!

Dopóki mieszkały w sypialni, dopóty był spokój bo miała nad nimi jakąś kontrolę. Odkąd odzyskały wolność – biedna znowu dwoi się i troi, żeby podążać za każdym maluchem. Jednocześnie. We wszystkich kierunkach naraz. Koci multitasking.

Related Images:

Facebooktwitter

Zatłoczone noce

Jak pamiętacie, w wyniku niedawnych wydarzeń dziewczyny zrobiły się dosyć nerwowe i nie widziałam innego wyjścia, jak odizolować je od siebie. Stanęło na tym, że PaiLu z kociętami zamieszka w sypialni.
Wraz z kotami przywędrowała kuweta, miski, ulubione kocyki i zabawki. Zrobiło się… trochę tłoczno. Ale co zrobić – taka jest potrzeba chwili, trzeba to znieść do czasu, aż sytuacja się unormuje.
Kocięta zadowolone nie były, bo amputowano im taki fajny obszar do eksploracji, ale jakoś się z tym pogodziły. Całą swoją energię ukierunkowały więc na rozniesienie  pokoju na strzępy. A że już całkiem sprawne i energiczne były…


Kiedy nadchodziła noc i zaczynałam krzątać się po sypialni, przygotowując się do snu – dla kociąt był to widomy znak, że trzeba wstać i zacząć coś robić. Bo i światło zapalone, i pani się krząta, i tyle rzeczy się dzieje…

Zwykle sypiam po zewnętrznej stronie łóżka, ale jak tu spać, jak kocięta ganiają się po pokoju i zakręty im często wypadają już na łóżku i na mnie? (przypominam, że łóżko nie ma nóżek, zostały usunięte właśnie po to, żeby kocięta nie chowały się pod). Przesunęłam się na drugi koniec łóżka, od ściany.
Nagle! najbardziej fascynującym zadaniem stało się sprawdzenie czy między łóżkiem a ścianą nic nie leży, a jeśli nic – to wrzucanie tam zabawek i wyławianie na nowo. Potem zawody – ile najwięcej kota zmieści się w tej szparze. Potem biegi na czas z jedną parą łap w szparze, a drugą na łóżku. Grrr.
Położyłam się na środku.
Szpara przestała być tak niezwykle atrakcyjna, ganiajmy się wokół – kto pierwszy zrobi zylion okrążeń! Kiedy czwarty raz przeleciały mi po twarzy, miałam chęć przerobić je na kisiel i ciastka. Ratunku. Ja muszę spać, choć trochę…

Nakręciłam nawet komórką film o tym, jak to wygląda, gdyż słowa nie oddają grozy sytuacji. Niestety złe Mzimu zeżarło go wraz z pozostałą zawartością karty pamięci telefonu. Część zdjęć udało się odzyskać, filmy wszystkie poszły w kosmos. Zamiast tego będzie więc dawka budyniu w innym temacie. Proszę zapiąć pasy i przygotować się.

Related Images:

Facebooktwitter

Wyższe poziomy rozwoju

Zważyłam Sykotki.
Po urodzeniu Sharif wazył 130g, a Serafina i Saladyn po 120. Po niecałych 2 miesiącach – Sharif: 860g, Saladyn: 790g, Serafina: 690g. Nieźle :)

Kociaki są świeżo po  pierwszym szczepieniu. Tym razem przygotowaliśmy się z Panem Wetem na wszelkie ewentualności (mając w pamięci nauczkę, jakiej udzieliły nam kocice poprzednio). PaiLu została zamknięta w sypialni, Antenka – w łazience. Kocięta donosiłam pojedynczo. Kłucie zniosły dzielnie, a Saladyn nawet nie zapiszczał, taki był dzielny – prawdziwy wojownik!

Szczepienie przerwało im drzemkę, więc po zabiegu po prostu poszły dalej spać, a wieczorem wstały jak nowe. Żadnych niepokojących objawów poszczepiennych, na szczęście.

Kocięta mieszkają teraz z matką w sypialni. Musiałam je odizolować od TaiChi aż zatrzyma się u niej laktacja, a ona  sama przestanie tak się do nich garnąć. Zwłaszcza, że PaiLu wcale nie jest z tego powodu zadowolona i strasznie się złości, a swoją złość rozciąga też na pozostałe kocice.

Kociaki zdobywają coraz wyższe rejony. Najpierw znalazłam je na poziomie pierwszej platformy drapaka. Biły się. Na szczęście upadek z niewielkiej wysokości zupełnie nie wytrącał ich z rytmu – wdrapywały się z powrotem i rzucały do walki.

Potem znalazłam wszystkie trzy śpiące w jaskini na drugim poziomie. Dobrze, że TaiChi nie ma wstępu do sypialni, bo pewnie nie byłaby zadowolona – to jej miejscówka.

Na drugim poziomie zostały tez przyłapane na kolejnej edycji karmienia wyczynowego. Udało się złapać tylko komórką, więc zdjęcie cudem urody nie jest, ale i tak robi wrażenie. Dodam, że żaden nie spadł i nie doznał urazów przy tej karkołomnej rozrywce.

Z drugiego poziomu tylko krok na parapet, który tez dostarczył chwili rozrywki.

Aż nadszedł ten dzień, kiedy udało im się wdrapać na samą górę i przejść na regał. Od tej pory sypiają tylko na regale albo najwyższym poziomie drapaka, który jest na tej samej wysokości. Przepadło, mam oto kolejny miot kotów wysokościowych.

Related Images:

Facebooktwitter

Tak bywa…

Natura nie była dla nas łaskawa. Czasem tak bywa. Na małe mainecoonki będzie trzeba jeszcze poczekać.

TaiChi czuje się dobrze, chociaż jest trochę niezadowolona z tego, że została odizolowana od Sykotków. Skoro nie może bawić się z nimi, szuka innych rozrywek. Leży teraz na moich rękach, tak, że mogę poruszać tylko palcami i patrzy jak się męczę próbując uzyskać polskie litery.

Sykotki zaś rosną pięknie, co widać po zdjęciach z galerii – zapraszam do obejrzenia.

Related Images:

Facebooktwitter

Gorączka sobotniego popołudnia

Zobaczcie jaki piękny bukiet dostała Serafinka i my w sobotę od jej nowych właścicieli! Taka orgia kolorów w środku zimy, czysty zachwyt! Kotom tez się podobał, co poznałam po tym, że go nie zjadły i nie zrzuciły ze stołu.

W sobotę kotki wypucowane i wypastowane czekały na odwiedziny przyszłych właścicieli. Czas płynął, mróz mroził a radosne oczekiwanie snuło się po kątach. Wtem! SalAdyn po raz pierwszy samodzielnie wyszedł z pudła.

Do kojca zwabił mnie płacz zdenerwowanej PaiLu. Włożyłam kocurka do pudła i oddaliłam się ku swoim zajęciom. Po chwili widzę po przeciwnej stronie pokoju SeraFinkę. Druga? Wątpliwości rozwiał widok PaiLu niosącej w kąt SharIfa. No ładnie, i co ja mam teraz zrobić? Ręce mi opadły.

Desperacko wrzuciłam kociaki do pudła, a pudło do czekającego łóżeczka dziecięcego. Zbudowałam też z ręczników i kawałków materiału namiot, w którym PaiLu była całkowicie schowana wraz z dziećmi. Zostało tylko liczyć na to, że nie zacznie przenosić maluchów, kiedy będą goście.

Ku mojej radości PaiLu znienacka pokochała miejscówkę i uspokoiła się na tyle, żeby pozwolić obcym ludziom brać kociaki na ręce. Kociaki jeszcze do popołudnia miały kwarantannę w pudle, potem zostały wyjęte i położone luzem na kocyku. Pierwszego dnia świat je straszył, ale już od niedzieli w nowym kojcu trwa nieustanna impreza.

Dzięki większej przestrzeni kociaki błyskawicznie opanowały sztukę poruszania się w z góry upatrzonym kierunku. Biegają, ganiają się, wspinają po siatce, huśtają i zaczepiają wszystkich wokół. PaiLu kładzie się z nimi również w części otwartej, a czasem przychodzą w odwiedziny inne koty i leżą razem. Sielanka.

Jedyny minus jest taki że tuż obok stoi komputer a ja, zamiast pracować, siedzę i się gapię. A jak tylko zajrzę do namiotu, SalAdyn woła: pi pi! i leci do mnie. No i jak tu nie wziąć kotka na ręce i nie wymiziać. A jak jednego, to pozostałe też. I godzina leci…

 

 

Related Images:

Facebooktwitter

Sykotki

Całkiem niespodziewanie kotki przyniosły sobie imiona. I chociaż w zasadzie miały się nazywać zupełnie inaczej i na inną literę, to jednak prośba panny Zuzi, żeby wołać na jej koteczkę Serafina trafiła na podatny grunt i zmieniłam decyzję.

Zważywszy, że serafini to chór anielski, patrząc na to zdjęcie chyba przyznacie, że pasuje:

Oczywiście teraz Serafina jest już większa i coś mi mówi, że łobuziak z niej będzie niesamowity, i to łobuziak prześliczny. Ma jaśniutkie futerko, takie jak u mamusi. Oczy na razie wszystkie maluchy mają cudownie wyraziste, niebieściutkie jak chabry, ale z czasem zmienią kolor, malutka prawdopodobnie będzie miała jasnozielone. Bardzo szybko opanowała sztukę poruszania się na czterech łapach i w ogóle koordynację, toteż mimo, że jest najmniejsza, najskuteczniej dręczy braci, bo trafia tam, gdzie celuje :)

Ponieważ maluchy już są dosyć sprawne, bez obaw zawiązałam im kolorowe opaski, żeby na zdjęciach łatwiej je odróżniać. Serafina nosi czerwoną.

W poszukiwaniu inspiracji ryłam w internecie. Wśród serafinów był tylko jeden o imieniu na S, Sariel, ale mi nie pasował. Wyczytałam natomiast, że nazywany był Bożym Dowódcą (Commander) i zastanowiło mnie czy są jakieś słowa na S, które oznaczają jakąś formę zwierzchności. Ku mojemu zdumieniu okazało się, że jest ich całkiem sporo: sahib, sułtan, szach, szaman, szeryf, szejk, szogun, szyper…

Doznałam oświecenia. Mniejszy kocurek to stworzenie nader dzielne i pozbawione strachu. Rzekłabym, że nawet – żądne przygód. Uporczywie próbuje wyleźć z pudła, dręczy rodzeństwo, wystawiony na spacer, natychmiast biegnie zwiedzać. Jednym słowem: wojownik pełną gębą. Saladyn, nie ma lepszego imienia.

Kiedyś wydawało mi się, ze saladyn to nazwa rodzaju żołnierzy, coś jak huzar czy dragon – najprawdopodobniej pozajączkowało mi się z paladynem. Dopiero później poczytałam o Salah ad-Dinie al-Ajjubi i mi się umysł wyprostował. Saladyn zapisał się w historii jako władca śmiały, ale też prawy i rycerski – mimo, że walczył po drugiej stronie barykady, przeciw chrześcijańskim krucjatom i nawet odebrał „naszym” Jerozolimę. Nawet Ryszard Lwie Serce wielkim szacunkiem go darzył. Należy oczekiwać, że kocurek w cieniu takiej historii na grzecznego i ułożonego nie wyrośnie, ale mam nadzieję, że pan Piotr mi wybaczy ;). Za to jest ufny i towarzyski.

Saladyn nosi zieloną opaskę.

Pozostało nazwać trzeciego kocurka. Maluch jest zdecydowanie najspokojniejszy z całej trójki (jak na rusałka oczywiście). Zdarza mu się siedzieć grzecznie i rozmyślać nad tajemnicami świata poza kojcem. Porusza się statecznie – bo jest największy i najgrubszy. W kocich zapasach nie ustępuje rodzeństwu, ale zdecydowanie preferuje mizianki. Kiedy mamusia go wylizuje, kładzie się na pleckach i poddaje z rozkoszą. Wielmoża :)

I wtedy drogą skojarzeń skośnych przyszło słowo: Sharif. Bynajmniej nie ma nic wspólnego z szeryfem, oprócz zbliżonego brzmienia. Sharif to arabski tytuł honorowy, a oznacza dosłownie: szlachetny, dostojny. Jak wymalowany :)

Sharif nosi zółtą opaskę.

A wszystkie razem i każdy osobno są tak śliczne, że chciałoby się je schrupać :)

Related Images:

Facebooktwitter

Miłe lokum na parterze

Kotki zaczynają się poruszać w sposób bardziej skoordynowany. Objawia się to m.in. tym, że intencjonalnie wspinają się po ścianach kojca. Na razie bez efektu, ale jest to kwestia dni. Wobec tego przeprowadzka w niższe rejony stała się sprawą palącą.

W czwartek jednym ruchem przeniosłam na łóżko pudło z PaiLu i kociętami w środku. PaiLu oczywiście dostała szału ze zdenerwowania, na zmianę chwytała dzieci albo wrzeszczała pod zamkniętymi drzwiami garderoby. Cały dzień spędziłam leżąc razem z nimi i uspokajając kocicę. Dobrze, że tego dnia pracowałam w domu i mogłam sobie pozwolić na taką ekstrawagancję jak praca w łóżku :)

Przykryłam pudło swoją bluzą, żeby trochę zacienić kociętom otoczenie i dać PaiLu odrobinę prywatności. Najpierw odganiałam inne koty, bo matka karmiąca porzucała dzieci za każdym razem, kiedy ktoś zajrzał do pudła, ale do wieczora atmosfera nieco zelżała i skończyły się dramatyczne akcje.

Pewną niedogodność stanowiło to, że pudło i dwie osoby na łóżku o szerokości 140cm nie za bardzo chcą się zmieścić. A przynajmniej niezbyt komfortowo.

Po dwóch dniach (i nocach) śmiałym ruchem przeflancowałam kocie towarzystwo na dolną półkę w szafie, gdzie kocice wychowywały poprzednie mioty. I tym razem – o cudzie! – PaiLu nie zaprotestowała. Siedzą tam sobie grzecznie we czwórkę, kociaki kicają w kółko, mamusia karmi bez stresu i wreszcie przestała chodzić po domu i wrzeszczeć. Wreszcie odrobina ciszy! Uff.

Kocięta są fajne, ale to co się dzieje wokół nich, to jakiś dramat i groza. Teraz trzeba szybko odpocząć, bo jak kocięta zaczną samodzielnie poruszać się po domu – a to już niedługo – drama zacznie się na nowo.

Related Images:

Facebooktwitter

Małe kotki z wielkimi oczami

Kociaki cały czas mieszkają na pięterku. Jeszcze nie rodzi to większych problemów, ale maluchy rosną jak na drożdżach i za chwilę będą w stanie wyjść z pudła samodzielnie – do tego czasu muszą, po prostu muszą, przeprowadzić się w niższe rejony.

Na razie kocięta wychodzą na kilkuminutowe spacery. Oswajają się z innym podłożem, niż kocyk w pudle. Oswajają się z przestrzenią i innymi kotami (i vice versa). Uczą się patrzeć i widzieć – bo mają już otwarte oczka! Na początku oczywiście nie kumają kompletnie tego, co widzą, mózg musi się nauczyć dopiero rozumieć i interpretować co do niego dociera. Teraz już zaczynają odwracać główki za dużymi obiektami i tak się czasem zastanawiam – co one sobie myślą o tym, co do nich dociera? :)

Już samodzielnie podnoszą i utrzymują główki, pełzają też troszkę sprawniej. Wystawione na spacer na łóżko rozpełzają się w różnych kierunkach, a nie tylko tulą się do siebie. Najsprawniej idzie dziewczynce – najprawdopodobniej dlatego, że jest najmniejsza i najlżejsza, więc jest jej najłatwiej. Chłopaków interesuje głównie jedzenie, zwłaszcza większego, wobec tego upasły się do 290 i 260 gramów, zostawiając siostrę na poziomie skromnych 230g. I dlatego malutka śmiga po okolicy, a oni ledwie kilka kroków przejdą i odpoczywają.

Już nie mogę się doczekać, kiedy zaczną biegać samodzielnie po domu!

Related Images:

Facebooktwitter