Miot rusałek wylądował

Weekend minął w stanie podwyższonej gotowości. PaiLu na zmianę przejawiała niepokój, objawiający się nerwowym bieganiem po kątach w poszukiwaniu najlepszego miejsca, albo kompletny luz i zen. Mnie udzielał się tylko ten pierwszy stan.

W sobotę wieczorem opiłam się kawy z zamiarem czuwania przy kici, a ona krótko po północy… poszła spać! I przespała całą noc! Mnie niestety kawa trzymała aż do rana. Wobec tego w niedzielę w ciągu dnia próbowałam nadrabiać straty, położyłam się więc na godzinkę, żeby móc jakoś funkcjonować. PaiLu położyła się ze mną. Ledwie zasnęłam, kicia zerwała się, dała hasło do rozpoczęcia akcji i pognała… do łazienki!

(To ja pytam: po co było to stresowanie mnie tym włamywaniem się do garderoby i szukaniem innych, równie atrakcyjnych, miejsc na poród? Żebym się nie nudziła?)

Popołudnie spędziłyśmy więc zamknięte w łazience, a efektem tego posiedzenia są trzy śliczne, wielkie, silne i grube kociaki: jedna dziewczynka i dwóch chłopaków. I znów się sprawdziło, ze moje kotki oszukują: PaiLu oszukuje, że ma więcej kociaków, Antenka – że ma mniej. Nie ogarniam.

 

Podobne opowieści:

Facebooktwittergoogle_plus

4 thoughts on “Miot rusałek wylądował

  1. piękności małe.. gratulacje !! :)

  2. Gratulacje :)))

  3. Szara Eminencja*PLNo Gravatar

    GRATULUJEMY! Śliczne maluchy:) Przesyłamy pomiałkiwania od FaaTum.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *