Jak złapać mocz kota do badania?

Natchniona dzisiejszymi porannymi przeżyciami postanowiłam popełnić wpis o takiej to właśnie wstydliwej tematyce.

Po co się w ogóle robi te badania? Profilaktycznie na przykład, żeby się upewnić, czy sierściuch zdrowy. I zawsze, ale to zawsze, kiedy wykazuje niepokojące objawy. Jakie?

– zbyt częste siusianie malutkimi ilościami moczu;

– trudności przy załatwianiu się: napinanie się, miauczenie, wychodzenie z kuwety i natychmiast wracanie do niej;

– załatwianie się poza kuwetą;

– obecność krwi w moczu;

– częste wylizywanie okolicy cewki moczowej lub brzuszka na wysokości pęcherza.

****

Jak złapać mocz kota do badania? Nie da się wręczyć kotu pojemniczka i powiedzieć – tu siusiaj. Zostaje więc jedyna dostępna metoda – podstępem.

Najpierw trzeba pozyskać sterylny pojemniczek, najlepiej w aptece – kosztuje grosze. A dalej jest kilka opcji.

1. do pustej kuwety. Opróżnić kuwetę i wyparzyć. Zamknąć kota na noc wraz z pustą kuwetą w pomieszczeniu, najlepiej z kafelkami na podłodze. Rano za pomocą strzykawki (lub wykorzystując wrodzony spryt) przelewamy mocz z kuwety do pojemniczka. Albo w ostateczności z podłogi – ale wtedy koniecznie trzeba poinformować lekarza o pochodzeniu próbki.

Kiedy nasze koty były małe i lubiły odmiany, to nawet dawało radę tak złapać. Nie zamykałam ich, tylko skłaniałam rano do wejścia do pustej kuwety, a one tak jakoś poddawały się presji. Niestety urosły, polubiły rutynę i już nie chodzą sprawdzać nowych żwirków i kuwet. Wszystko ma być tak, jak jest zawsze, żadnych eksperymentów. W związku z tym musiałam poszukać alternatywnego sposobu.

Kiedy kotów jest więcej niż jeden, ten sposób ma poważne mankamenty. Nie wiem, jak Wasze koty, ale nasze zamknąć się nie dadzą za Chiny Ludowe. Kończy się tym, że wszystkie trzy wyją pod drzwiami – jeden z jednej, dwa z drugiej strony – i drapią drzwi rozgłośnie. Spać się nie da w takich warunkach.

2. na partyzanta. Należy przygotować na kota zasadzkę. Znakomita większość kotów nie jest w stanie przerwać siusiania, należy więc ten fakt wykorzystać. Pojemniczek postawić w pobliżu kuwety. Zaczaić się na kota. Kiedy w sposób charakterystyczny przykucnie, zdecydowanym ruchem podstawić pojemniczek pod tyłek. Jeśli kuca niziutko nad żwirkiem, można sobie pomóc podnosząc jego ogon. Popatrzy wtedy z oburzeniem, ale sikać nie przestanie.

Może się zdarzyć, że pojemniczek w żaden sposób nie będzie chciał się zmieścić pod kota a i trafić jest dosyć trudno. Dlatego, dla wygody i żeby nie kusić licha, ja podstawiam malutką tackę i dopiero z niej przelewam do pojemniczka. Można też użyć dużej łyżki. Tylko należy pamiętać o tym, żeby to wszystko najpierw wyparzyć, inaczej sami dołożymy tam jakiegoś badziewia do badania. I trzeba powiedzieć wetowi w jaki sposób próbka została pozyskana.

Najlepiej zasadzić się na kota rano. Kiedy domownicy wstają i zaczyna się normalny ruch w domu, kot wędruje do kuwety, żeby załatwić sprawy związane z higieną i móc potem bez przeszkód towarzyszyć nam w porannych rytuałach.

Jeżeli zwierzak jest wstydliwy i nie lubi załatwiania się przy ludziach, albo też załatwianie się sprawia mu ból  i kręci się w kuwecie, albo nie chce w ogóle do niej wchodzić – wtedy należy jednak użyć sposobu pierwszego.

3. na XXI wiek. Widziałam w sklepach specjalny żwirek, który nic nie pochłania. Wsypuje się go do kuwety (pewnie się też wyparza przed użyciem – tak przypuszczam, bo w ręku tego nie miałam), a rano się zbiera mocz z dna. Łatwo, prosto i przyjemnie. Nie wiem, czy działa, bo nigdy nie próbowałam, ale jak wszystkie inne sposoby zawiodą, miło jest wiedzieć, że jest jeszcze jedna opcja ;)

Jeśli ktoś z Was wypróbował to cudo, dajcie znać – jestem ciekawa, czy to pożyteczny wynalazek.

4. na desperata. Oddać kota w ręce lekarza, który rozmasuje pęcherz kociaka i pobudzi wydzielanie moczu. Część wetów pobiera też mocz igłą bezpośrednio z pęcherza, brrr. Jeśli nie jest to absolutnie niezbędne, chyba lepiej się pogimnastykować z innymi sposobami.

****

Moczu nie musi być w próbce dużo, wystarczy dosłownie kilka mililitrów. Pozyskany materiał należy jak najszybciej oddać do laboratorium. Trzymanie go zbyt długo może spowodować namnażanie bakterii i cała operacja na nic. Najlepiej  od razu wymaszerować w kierunku z góry upatrzonym, a jak się nie da, to pojemniczek wrzucić do lodówki.

Badanie nie jest drogie, w warszawskich lecznicach jest to zwykle około 15-20 zł, warto więc wykonywać je co jakiś czas profilaktycznie, nawet jeśli sierściuch nie wykazuje niepokojących objawów. Koty są tak doskonałymi aktorami, że potrafią zmylić najczulsze oko i musi być z nimi naprawdę źle, żeby zaczęły wyglądać na cierpiące. Badanie moczu jest tanie, proste i nieinwazyjne, a daje dosyć dobrą kontrolę nad zdrowiem kota.

UWAGA: Badanie można tez zlecić w „ludzkiej” przychodni: należy poprosić o badanie ogólne moczu plus badanie mikroskopowe osadu, jeśli będą bakterie, to poprosić dodatkowo o posiew.

****

Mocz zdrowego kota ma barwę słomkową lub intensywnie żółtą, jest przejrzysty, o pH od 6 do 6,5. Wyższemu pH 7 mogą – ale nie muszą – towarzyszyć wytrącające się w moczu kryształy.

W moczu zdrowego kota mogą się znaleźć niewielkie ilości białka i pojedyncze leukocyty i erytrocyty (krwinki białe i czerwone); nie powinno zaś być w nim  hemoglobiny, bilirubiny (występujących czasem pod kryptonimem: barwniki krwi oraz barwniki żółciowe), glukozy, nadmiernych ilości urobilinogenu ani też osadów. Gęstość powinna utrzymywać się w granicach 1,025-1,060 kg/l. No i oczywiście stan pożądany to brak kryształów i wałeczków.

Wynik badania należy zawsze skonsultować z wetem. Blogi i fora, mimo, że uczą, bawią i wychowują, nie wystarczą.

A teraz sobie usiądę i będę spokojnie czekać na wyniki badań.

Podobne opowieści:

Facebooktwittergoogle_plus

13 thoughts on “Jak złapać mocz kota do badania?

  1. Jest także specjalna kuweta z podwójnym dnem, ale przepuszczam, że kot musiałby być do niej przyzwyczajony od samego początku. Pamiętam, że na miaukunowie.eu znalazłem osobę, której koty robią do takiej kuwety.

  2. Witam serdecznie,

    Wypróbowałam metodę na XXI wiek i przyznaję, że jest skuteczna.
    Mam dwa koty, więc ze złapaniem moczu do badania jest zawsze problem. Tym razem pokazałam zwierzakowi, gdzie się ma załatwić i zamknęłam drzwi do łazienki , gdzie stoi jego stała kuweta. W końcu skapitulował. Poszło szybko i bezboleśnie. Jedynym minusem jest cena żwirku. Zapłaciłam za niego ok 25zł (dobrze nie pamiętam), ale znajduje się w nim pojemnik na mocz i urządzenie do jego złapania.

  3. Muszę pobrać mojej kotusi mocz i zupełnie nie wiem jak się do tego zabrać.Chyba wypróbuję ,,na partyzanta” życzcie powodzenia, bo kot jest uparty

  4. Bobieram kotusi mocz jutro ,,chyba na partyzanta ” życzcie powodzenia !!!

  5. ten zwirek, przynajmniej dla mojego kota, byl nie do przyjecia, nie chciala sie zalatwiac do niego, sprobuje na partyzanta:)

  6. AgnieszkaNo Gravatar

    Jak można proponować zamknięcie kota w pomieszczeniu z kuwetą, żeby złapać mocz? Trzeba chyba być egoistyczną bestią, a nie miłośnikiem zwierząt! Każdy, kto ma to cudne zwierze wie, że będzie się głośno wraz z pazurami domagało wypuszczenia go! To jest pastwienie się nad zwierzęciem! I właśnie wtedy one się nas w ogóle nie słuchają, robią wszystko na przekór. Wystarczy tylko mieć właściwe, czyli odwrotne do powyższego podejście do tak specyficznych pupili jakimi są koty. Poznać swoje obyczaje nawzajem, dotrzeć się, okazać im wiele miłości i przede wszystkim zainteresowania. Gwarantuję, że bez problemu weźmiecie mocz podczas ich siusiania. Wystarczy podłożyć w miarę płaski pojemniczek. Kot, który ma do nas zaufanie dalej będzie załatwiał swoją potrzebę. Tylko tyle i aż tyle. Resztę punktów „podpowiadających” jak złapać mocz można spokojnie zignorować.

    • Agnieszko, BINGO !!!!
      Nic dodać, nic ująć.
      To hodowla, więc odempatyzowana osoba/nik/niczka, biorąca wszystko przez ten właśnie pryzmat :( :( :( Żal zwierzaków tylko :(

      • TygryziołekNo Gravatar

        Jak dobrze mnie znasz anonimie, mimo że nigdy się nie spotkaliśmy. Gratuluję przenikliwego oka, doskonałej wiedzy o obcych ludziach oraz niezachwianej pewności siebie w wygłaszaniu takich uwag publicznie. Nie dziwię się, że nie pod własnym nazwiskiem :)

        A co do uwag pani Agnieszki – patrzenie przez pryzmat własnego kota na wszystkie to mało konstruktywne podejście. Koty są różne. Niby takie banalne, a jak widać trzeba przypominać.

  7. Udało się bez problemu na partyzanta:P

  8. u mnie metoda na XXI wiek się totalnie nie sprawdziła. Żwirek to silikonowe kuleczki, które wydają inny dźwięk niż zwykły żwirek. Mój kot z przerażeniem wyskakiwał za każdym razem z kuwety. Polecono mi dosypać odrobinę zwykłego, czystego żwirku w kant kuwety. Skończyło się tym, że wyskakując z przerażeniem z kuwety rozrzucił całą jej zawartość po pokoju (kuleczki rozsypały się rozkosznie pod wszelkimi meblami) mokre znalazło się na podłodze. Ponieważ wstrzymywał długo, było co sprzątać.

    • TygryziołekNo Gravatar

      O rany, współczuję sprzątania. Niezła historia :(
      Mam nadzieję, że innym sposobem się uda – trzymam kciuki.

    • Żwirek XXI wieku to już chyba nie silikonowe kuleczki:) Ja zakupiłam małe opakowanie żwirku w którym są 3 malutkie woreczki bardzo drobiutkiego żwirku, ma kolor ciemny, taki ciemny piasek z plaży:) I właśnie mi się udało chociaż na początku gdy go wysypałam miał nieciekawy zapach i bałam się że kotek nie wejdzie do kuwety. Ale chyba go zaciekawił bo zrobił siku. Penseta , która była do pobierania moczu dla mnie nieprzydatna, wolałam strzykawkę. Mocz się nie wchłania zostaje na wierzchu piasku. Duży minus to koszt tego żwirku. Ale nie było niestety innego wyjścia. Czy dobrze zriobione okaże sie po badaniach. Niestety muszę czekać z zaniesieniem do weta i tu się martwię czy po 2,5 godzinnym oczekiwaniu próbka będzie ok. Pozdrawiam i życzę powodzenia:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *