Nie odpukałam w niemalowane

W domu sajgon. Antenka ma ruję.

Kto zetknął się z rują u rusałek, ten nie zapomni do końca życia. Nieustające, monotonne, grobowe wycie o natężeniu zdolnym doprowadzić do rozpaczy wszystkich w promieniu rażenia. Dzień i noc. Bez przerwy. No dobra, krótkie przerwy na drzemki oraz – w tym przypadku – karmienie.
Bielutka też ma ruję. W porównaniu z Antenką, prawie jej nie słychać.

Pomyślałam sobie, że do kompletu TaiChi powinna dostać ruję, to wtedy zostałoby mi już tylko udać się żwawym krokiem w kierunku najbliższego zakładu zamkniętego i schronić w cichej, przytulnej celi bez klamek. Ale – słowo daję! – nie powiedziałam tego na głos! Nawet nie napisałam!

Więc za co??!!

(jeśli nie widzisz zdjęcia, kliknij ponad tym napisem)

Podobne opowieści:

Facebooktwittergoogle_plus

2 thoughts on “Nie odpukałam w niemalowane

  1. no popatrz nie wiedzialam, ze karmiaca kotka moze miec rownoczesnie ruje. wspolczuje wycia i moze akas melisse na uspokojenie wlasnych nerwow?

  2. TygryziołekNo Gravatar

    No mniej więcej dwa miesiące po porodzie zaczynają znowu rujkować. PaiLu po rui przestawała karmić, Antenka na razie karmi jeszcze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *