Kocie potrzeby

Siedzę od kilku dni przy komputerze i próbuję pracować, ale nie jest to proste. W naszym domu rządzą koty, wobec tego czują się w prawie przyłazić do mnie i się domagać. Paweł zakłada słuchawki na uszy i póki mu któreś (czytaj: PaiLu) nie wlezie na plecy, ma spokój. Ja zaś jestem zawsze dostępna, co te bydlątka boże skwapliwie wykorzystują.

Nie muszę nawet się zastanawiać, czego chcą. Każde ma zdecydowanie sprecyzowane potrzeby i zależnie od tego, które akurat mi subtelnie dało do zrozumienia, że czas odpocząć od komputera, robimy różne rzeczy.

VaiPerek zawsze chce żeby mu dosypać chrupek i karmić nimi z ręki. Czasami daje się zaspokoić samym dosypaniem. Stan wyjściowy w miskach nie jest istotny, najwyraźniej chodzi o ten luby dźwięk spadających chrupek.

PaiLu zawsze prowadzi do drzwi wyjściowych. Ma silne ciągoty niezależnościowo-wędrowcze. Jako jedyna nie dostaje na ogół czego chce, ale wcale jej to nie zniechęca.

AnaTema zawsze chce się bawić piórkami na patyku. Prowadzi na dywan w pokoju (bo na panelach nasze koty sobie nie życzą, albowiem pazury się ślizgają i komfort nie ten) i patrzy wyczekująco. To ma swoje dobre strony, bo jak się wyszaleje, to potem nie skacze po ścianach.

TaiChi zaś prowadzi do łóżka, żeby sobie poleżeć i się poprzytulać. Wskakuje i od razu kołami do góry: miziaj mnie! Słodziak :).

20100227_038

Podobne opowieści:

Interesujące? Podaj dalej:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Śledzik
  • Wykop
  • RSS
  • Dodaj do ulubionych

2 komentarze do wpisu “Kocie potrzeby”

  • macinNo Gravatar:

    Widzę, że Twoje MCO mają identycznie jak nasze. Cactus ostatnio rano się budzi i szaleje dopóki nie dostanie czegoś do jedzenia – czytaj chrupki. Nie ważne, że w misce jeszcze jest. A w dzień jak wrócimy z pracy i utniemy sobie krótką drzemkę to jest wielkie zdziwienie i budzenie, czytaj łazi po nas, potwornie głośno mruczy i gryzie w wystające i gołe kończyny. Amanda to ostoja spokoju i niezależności – typowy kot. Jedynie rano jak żona idzie do łazienki – na kilka godzin – to wskakuje na pralkę i odczuwa ogromną ochotę czesania, przy tym potwornie się łasi i subtelnie mruczy. Bardzo dziwne to zjawisko, ponieważ jak już wspomniałem to bardzo niezależny kot.

  • gatitaNo Gravatar:

    nasza Gajka też serenady pod drzwiami wyśpiewuje bez wytchnienia. tyle że my ją niestety czasem wypuszczamy na korytarz, więc ma tym większą motywację.
    chyba wszystkie ruski takie wędrowne :-)

Skomentuj