Po nitce do kłębka

VaiPerek ostatnio upodobał sobie kłębek włóczki do zabawy. Biega z nim po całym mieszkaniu, aż rozwinie go do tego stopnia, że przestaje się toczyć. Wówczas przychodzi i miauczy rozpaczliwie, aż pani nawinie go na nowo i da kotu.

W nocy jednak dopadła do kłębuszka TaiChi. Skąd wiem? To proste:

Jeśli w misce są obce ciała, to musiała być TaiChi. Tylko ona namiętnie topi zabawki.

Co jakiś czas przestaje i wtedy mamy nadzieję, że wreszcie jej przeszło i pozostałe koty będą mogły wreszcie normalnie pić z miski, zamiast się ratować wodą ze zlewozmywaka czy brodzika. Usypia naszą czujność, a potem łubudu! znowu w misce ląduje myszka albo piłeczka. Oraz przednie łapy TaiChi.

Kicia zaś w ogóle nie moze pojąć o co jest to całe zamieszanie. :)

Podobne opowieści:

Facebooktwittergoogle_plus

One thought on “Po nitce do kłębka

  1. Tak w zasadzie to nie polecam żadnych zabawek ze sznurkiem, a jeśli już to pod ścisłą kontrolą. Wiem że koty uwielbiają i nasza się bawi, ale tylko z nami. Jak nas nie ma sznurki są pochowane. Na miaukunowie kiedyś był wpis jak kot zjadł sznurek i było z tym sporo problemów. Z kotem było naprawdę źle, nie pamiętam już czy przeżył czy nie.
    Przestrzegam przed tego typu zabawkami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *