Po nitce do kłębka

VaiPerek ostatnio upodobał sobie kłębek włóczki do zabawy. Biega z nim po całym mieszkaniu, aż rozwinie go do tego stopnia, że przestaje się toczyć. Wówczas przychodzi i miauczy rozpaczliwie, aż pani nawinie go na nowo i da kotu.

W nocy jednak dopadła do kłębuszka TaiChi. Skąd wiem? To proste:

M_20090514_262.jpg

Jeśli w misce są obce ciała, to musiała być TaiChi. Tylko ona namiętnie topi zabawki.

Co jakiś czas przestaje i wtedy mamy nadzieję, że wreszcie jej przeszło i pozostałe koty będą mogły wreszcie normalnie pić z miski, zamiast się ratować wodą ze zlewozmywaka czy brodzika. Usypia naszą czujność, a potem łubudu! znowu w misce ląduje myszka albo piłeczka. Oraz przednie łapy TaiChi.

M_20090514_256.jpg

Kicia zaś w ogóle nie moze pojąć o co jest to całe zamieszanie. :)

Podobne opowieści:

Interesujące? Podaj dalej:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Śledzik
  • Wykop
  • RSS
  • Dodaj do ulubionych

Jeden komentarz do wpisu “Po nitce do kłębka”

  • macinNo Gravatar:

    Tak w zasadzie to nie polecam żadnych zabawek ze sznurkiem, a jeśli już to pod ścisłą kontrolą. Wiem że koty uwielbiają i nasza się bawi, ale tylko z nami. Jak nas nie ma sznurki są pochowane. Na miaukunowie kiedyś był wpis jak kot zjadł sznurek i było z tym sporo problemów. Z kotem było naprawdę źle, nie pamiętam już czy przeżył czy nie.
    Przestrzegam przed tego typu zabawkami.

Skomentuj