Mity mają się dobrze

Miało być o czym innym, ale mi ciśnienie skoczyło i muszę. Będzie długie i emocjonalne.

O tym, jak opiniotwórcze czasopismo zamiast szerzyć wiedzę, wspiera istnienie problemów wynikających z braku świadomości ludzi na temat bliski memu sercu – kotów rasowych.

Z okazji Dnia Kota Wysokie Obcasy zamieściły artykuł pani Katarzyny Surmiak-Domańskiej pt. Kociary. Oczywiście rzuciłam się nań jak głodny na naleśnik (bardzo lubię!) i w miarę czytania mina mi rzedła.

Aż w końcu ręce mi całkiem opadły. Oto w poczytnym i uznanym piśmie ogólnopolskim czytam słowa pani Karoliny Gałęckiej: „Była rasowym kotem rosyjskim, ale kupiłam ją bez rodowodu. Właściciel zapewniał, że była szczepiona na białaczkę, ale nie była. A koty rasowe są bardzo podatne na choroby.” Na boba! Na 3 zdania – 3 rzeczy straszne.

1.  „Była rasowym kotem rosyjskim, ale kupiłam ją bez rodowodu„. Nie istnieje coś takiego jak kot rasowy bez rodowodu. Rodowód jest potwierdzeniem pochodzenia, pokazuje przodków kociaka do kilku pokoleń wstecz  (moje koty mają w rodowodzie opisanych 5 pokoleń). Funkcjonuje w świadomości społecznej kilka mitów, które staram się w miarę moich niewielkich możliwości prostować:

  • Rodowód nie jest drogi, wiec nie ma takiej opcji, żeby hodowcy nie było na niego stać (mnie kosztuje 30 zł za każdy plus 10 zł za przesyłkę, niezależnie od ilości dokumentów).
  • Nie zależy od ilości kociąt w miocie – każde przecież ma mamę, tatę, babcie, dziadków i innych przodków, niezależnie czy urodziło się jako pierwsze i najsilniejsze, czy jako piąte. Rodowód to jest certyfikat pochodzenia, a nie certyfikat zdrowia.
  • Nie zależy od wystawiania kota na kocich wystawach. Niektóre kluby zrzeszające hodowle wymagają uczestnictwa w wystawie i uzyskania oceny przez niezależnych sędziów do tego, by wydać zezwolenie na krycie kotki – a skoro kotka została pokryta i są kocięta, i są one legalne, to mają rodowód. Chyba, że nie są legalne, ale wtedy to inna bajka, nieprawdaż?

2.  „Właściciel zapewniał, że była szczepiona na białaczkę, ale nie była„. Czyli kotek nie miał książeczki zdrowia, w której zapisane są wszystkie zabiegi, jakim kocię było poddane? Szczepienie na białaczkę nie należy do podstawowego pakietu szczepień. Abstrahując od skuteczności, należy pamiętać, że jest to szczepionka zjadliwa – m. in. dlatego tę właśnie podaje się w łapę, a nie  na przykład w kark czy kocią pupę. W przypadku – odpukać – powikłań może dojść do konieczności amputacji łapy. Nikt o zdrowych zmysłach nie powinien szczepić na białaczkę, jeśli nie ma takiej konieczności. Taką konieczność może wywołać na przykład kot z białaczką w domu. Ale jeśli jest kot z białaczką, to nikt przy zdrowych zmysłach w takim domu nie miewa kociąt!

3.  „A koty rasowe są bardzo podatne na choroby„. Po to prowadzi się hodowle, bada koty, starannie dobiera w pary, żeby koty były zdrowe. Koty nie rokujące – pod względem zdrowia, charakteru czy cech wyglądu – są z hodowli wykluczane. Po to są hodowle, na boba!

  • Kupując kota z hodowli  masz pewność, że wszyscy jego przodkowie byli zdrowi, mieli dobry charakter i wyglądali tak, jak powinien wyglądać kot danej rasy. Wiesz czego oczekiwać. (Nawiasem mówiąc dlatego ja zawsze opisuję usposobienie kociąt w danym momencie ich rozwoju – żeby przyszli właściciele mogli wybrać kociaka nie tylko po płci i odcieniu szarości, ale i z odpowiadającym im temperamentem.)
  •  Niektóre rasy mają skłonności do pewnych chorób. Może to wynikać z różnych przyczyn, jak miks genów dzięki którym rasa w ogóle powstała, jeśli jest stworzona przez człowieka (co wiąże się trochę z cytatem, o którym za chwilę) czy naturalne cechy budowy kota. Powiem na przykładzie maine coonów – to duże koty i ze względu na wielkość mogą mieć skłonności do chorób serca. Tak to natura wymyśliła, że serce nie rośnie w takim tempie, jak ciało i w związku z tym u osobników dużych wydolność serca jest relatywnie mniejsza. Komandosi i członkowie służb specjalnych, gdzie wymagana jest wysoka sprawność fizyczna, częściej są osobami niezbyt wielkimi – bo wtedy wydolność serca jest największa i jest się najsprawniejszym. A maine coon jaki jest – każdy widzi. Dlatego hodowcy robią swoim kotom badanie echa serca, żeby wykluczyć zmiany chorobowe, oraz badania genetyczne, by wykluczyć osobniki narażone genetycznie na skłonności do chorób serca. Stąd wiem, że moja TaiChi nie niesie w genach tej skłonności (wynik HCM n/n, czyli ujemny dla dwóch genów), tak samo ChiNa (i matka i ojciec są n/n, więc dziecko jest także n/n). To oczywiście pewności nie daje, ale zwiększa prawdopodobieństwo uzyskania kotka zdrowego. Nawet jeśli wybrana rasa ma skłonności do chorób, to w hodowli są koty u których prawdopodobieństwo ich wystąpienia jest najmniejsze. 

Generalizując – koty rasowe w hodowlach są zdrowsze, do jasnej Anielki!

Oto poważna gazeta opisuje jako wzór kociary osobę, która nabyła kota w pseudohodowli. Dachowca, bo kot bez rodowodu jest kotem nierasowym, koniec, kropka. Rasowy=rodowodowy. A osoba wypowiada się na temat kotów rasowych.

Nie zna pochodzenia swego pupila i nie ma pewności, że kot nie jest owocem związku matki z synem czy ojca z córką – co w pseudohodowlach jest niestety spotykane. Ale za to zapewne kosztował mniej, niż z hodowli. Super interes. Tylko, że nie – jak na tzw. dachowca, koty z pseudohodowli są raczej drogie. Dużo taniej wychodzi wziąć ze schroniska czy od znajomych, a poziom rasowości taki sam. Jeszcze gorzej finansowo wychodzi, kiedy kot zaczyna wkrótce chorować, a zdarza się to zastraszająco często. Wyobraźcie sobie kota w typie maine coona z pseudohodowli: bez badań, z domieszkami nie wiadomo jakich ras, o niewiadomej kondycji serca. Zgaduj zgadula: ile może kosztować leczenie ukochanego kota z chorobą serca?

Niestety, póki są nabywcy, póty będą pseudohodowle – smutna prawda. A właśnie gazeta napisała, ze kupowanie w pseudohodowli jest ok. Facepalm roku.

Kolejne słowa, które mnie zdenerwowały, wypowiada pani Justyna Szulc „Jeśli mam być szczera, to mnie się to rozjaśnianie blue wcale się nie podoba. Im jaśniejsze futerko, tym bardziej gubi się tę głębię pomarańczu w ich oczu. Na wystawach te koty są coraz bledsze i o coraz bledszym spojrzeniu. Jak mamy już jakąś rasę, to po co przy niej majstrować. Zostawmy ją. Twórzmy nowe!

Jak można stworzyć takie nowe? Trywializując: łącząc na przykład koty różnych ras i patrząc, co z tego wyniknie. Albo kota rasowego z dzikim. Wynik zawsze będzie wielką niewiadomą. Oczywiście to nie jest tak, że sobie połączymy i hopla! jest nowa rasa. Jest to proces długotrwały i jeśli już, winien być wdrażany w sposób odpowiedzialny i z dbałością o wszystkie szczegóły. A uznanie nowej rasy przez organizacje felinologiczne to kolejne długie lata zabiegów.
Robi się takie rzeczy, owszem. Tak na przykład powstała rasa szkockich zwisłouchych, które są takie rozkoszne i śliczne – każdy miłośnik Maru to przyzna. Tak powstały reksy, sfinksy i koty bez ogonów. Tylko że to nie jest zabawa. Igranie z genetyką niesie ze sobą poważne ryzyko – w procesie dziedziczenia łatwo o nieprawidłowości w przekazywaniu informacji, a w wyniku tego o anomalie i choroby genetyczne. Powstaniu każdej rasy towarzyszyła wielka liczba kociąt wykazujących rozmaite wady. Powtórzę: to nie jest zabawa.

Tymczasem pani Justyna lekko kładzie na szali dwie rzeczy o różnym ciężarze gatunkowym: łączenie osobników różnych ras w celu otrzymania trzeciej o nieznanym genotypie i fenotypie, usposobieniu, zdrowiu i charakterze na jednej szali, a łączenie osobników tej samej rasy, tylko o cechach wyglądu nie odpowiadających jej gustowi, na drugiej. I to pierwsze uznaje za coś bardziej właściwego i odpowiedniego. Czy tylko dla mnie brzmi to arogancko?

Pani Tatiana Mołodecka mówi: „Dachowce są dzikie, nieposłuszne, drapią, rzadko są mądre„. Przypisywanie cech przynależności do określonej grupy jest błędem poznawczym. Dzikie, nieposłuszne, drapiące i rzadko mądre są koty źle zsocjalizowane i źle wychowane. Są rasowe koty miłe i mądre, są nierasowe miłe i mądre. Są rasowe dzikie i nieposłuszne, są nierasowe dzikie i nieposłuszne. Dokonywanie takich pejoratywnych generalizacji jest niesłuszne i krzywdzące.


Było tam więcej perełek, ale i tak tekst mi się zrobił sążnisty, więc poprzestanę na tym. Nie wiem, jakie były kryteria doboru bohaterek artykułu. Nie wiem, na kogo rzucać większe gromy: na autorkę, panią Katarzynę Surmiak-Domańską, na jej rozmówczynie czy na brak konsultacji z kimś kumatym.

Ludzie kochani, ja jestem hodowczynią, człowiekiem kompletnie stukniętym na punkcie kotów, podporządkowującym swoje życie domowym zwierzętom. Na skali „normalności” jestem gdzieś z brzegu. Ale nawet ja mam poczucie, że z paniami opisanymi w artykule jest coś nie tak. A co zobaczy kompletny laik? Jakieś kuriozum nie z tej ziemi! Dobór genetyczny ludzi, panią, która macha zabawką na sznurku, arogancję i jakieś kompletne popieprzenie, excusez le mot!

Najgorsze, że wymowa tego artykułu kompletnie wypacza ideę i zalety posiadania kotów rasowych, a nawet ukazuje to jak jakieś przegięcie w kosmos. Jak pisał wieszcz: „z początku porwał mię śmiech pusty, a potem litość i trwoga”.


Artykuł można przeczytać tutaj: Kociary.

Wersja TL;DR: Wysokie Obcasy puściły żenujący artykuł o kociarach i kotach rasowych i mi ciśnienie skoczyło.

*

Ps. Może warto sobie uświadomić, że koty ras naturalnych też były kiedyś „dachowcami”. Rusałki włóczyły się po Archangielsku, syberie po Syberii, maine coony po stanie Maine w USA, norwegi po Skandynawii, itd.

Podobne opowieści:

Facebooktwittergoogle_plus

12 thoughts on “Mity mają się dobrze

  1. Uch.. Myślałam, że tylko ja po przeczytaniu tego tekstu mam opadnięta szczękę.

  2. Uwielbiam wersję tl;dr, nie żebym nie przeczytała dłuższej. Artykuł ssie na tak wielu poziomach, że można by było napisać szereg notek (m. in. absurdalną informacją z nie podawaniem kotu wieprzowiny, bo ma po niej rozwolnienie).

  3. PurrfidiousNo Gravatar

    Dzięki wielkie za rozwinięcie tego tematu, ja napisałam u siebie tylko ogólnie,a przecież artykuł naszpikowany jest nieścisłościami. Smutek mnie ogarnia, jak widzę, że ktoś wypuszcza taki bubel,-zupełnie niemerytoryczny i bierze za to kasę. Ja wiem, że może bezdomniaczki nie są zbyt estetyczne na takie słitaśne focie, ale jak już się pisze o hodowli i o hodowcach, to wypadałoby poszukać odpowiedzi na pytania z tym związane gdzieś dalej, niż wśród przyjaciółeczek zajaranych rozmnażaniem kotów… Cieszę się, że powstał tak dokładny komentarz prostujący ten bełkot… Ściskam!

  4. Są też o zgrozo takie komentarze:
    http://www.facebook.com/wysokieobcasy/posts/110092402509418?comment_id=16943&offset=0&total_comments=66
    Z jednej strony wydają się sensowne, ale jak się zastanowić, to są bardzo szkodliwe. Czemu?
    Po pierwsze – ten pan wet promuje trzymanie kotki przez większość życia na prochach antykoncepcyjnych. Czym to się może skończyć – wiemy.
    Po drugie – ile osób chcących kupić rasowego kota poczeka, aż kotka zejdzie z blokady, zaciąży, urodzi i hodowca odchowa kociaki?

  5. Pisanie i publikowanie takich bredni świadczy tylko o poziomie (a raczej jego braku) dzisiejszych tzw. dziennikarzy(n)
    Pójdę o krok dalej: gwarantuję, że większość czytających to laików gorąco tym bredniom przyklaśnie! Obracam się w towarzystwie wykształconych, obytych w świecie ludziach, o których śmiało można wyrażać się w samych pozytywach, biorąc pod uwagę różne aspekty codzienności. I dla nich ja, właścicielka 3 rasowych kotów) jestem niezrównoważoną psychicznie osobą, która ma zaburzone postrzeganie świata i której – za plecami – rysuje się kółko na czole. Po pierwsze, kto płaci za kota, do tego TYLE płaci, przecież to jest nienormalne! Po drugie – i tu już nie rozumiem zupełnie podejścia, bo kot mojej Mamy, szalona dachówka, żyje w identycznym luksusie – jak można wydawać tyle na zabawki, drapaki, legowiska i jedzenie???
    O tym, że nasze koty są realnymi członkami rodziny ze wszystkimi realnymi konsekwencjami takiego stylu życia (wspólne mycie, jedzenie, spanie, a w wykonaniu jednego Trykota nawet chodzenie do toalety, co objawia się tym, że jak Duże siada, to kot natychmiast wskakuje na kolana, wywala brzuch do miziania i mruczy) nawet nie chcę mówić, bo świadectwo naszego człowieczeństwa dajemy codziennie w kontakcie ze zwierzakami i albo się jest jednostką przyzwoitą, albo skończonym bydlęciem.
    I codziennie, niezmiennie jest mi przykro, że moje normy dla kogoś są śmieszne. Że w zderzeniu z tymi wykształconymi to ja wychodzę na idiotkę. Że mówienie do kotów nie jest wyrazem mojej miłości, ale żenującym zachowaniem, na które reaguje się wywracaniem oczami. Że pokazywanie zdjęć kotów na równi ze zdjęciami dzieci wcale nie jest równe, jest (znowu) żenujące!
    Tyle w temacie ludzi, z którymi stykam się na co dzień. Mimo wielu, wielu, naprawdę wielu rozmów o (uogólnijmy) rasowy=rodowodowy, w ich mentalności zmieniło się nic. No, może lekko stosunki oziębły, kiedy nieodpowiedzialnością nazwałam wypuszczanie kota luzem, tak że może się pałętać po okolicy, nawet bez obroży z identyfikatorem. Szkoda gadać. Ale nie ustaję w walce, choć ponoć kupiona przez mnie kotu obróżka kota drażni, hmm.
    Należy tępić głupotę. I wspierajmy się wzajemnie, że bycie dobrym, mądrym, odpowiedzialnym człowiekiem nie jest wariactwem, jest NORMĄ. Pozdrawiam Panią i Koty, wierna czytelniczka od początku :)

    • TygryziołekNo Gravatar

      Pani Anko,
      bardzo dziękuję za piękny komentarz i życzę wytrwałości i pogody ducha. Jak mawia pewien celebryta: trzeba siać, siać, siać. A jak się trafi na aż tak niepodatny grunt – nie brać do głowy i robić swoje.
      Proszę pomiziać ode mnie kociaste.
      Ps. Tez mam eskortę w łazience :)

  6. TygryziołekNo Gravatar

    Bardzo dziękuję za miłe wyrazy i wsparcie, tu i w rozmaitych mediach społecznościowych. To jest niesamowicie fajne że tylu ludziom chce się otworzyć usta i powiedzieć głośno co myślą o takich żenujących wydarzeniach. :)

  7. Witam serdecznie

    Chciałabym napisać sprostowanie do wywiadu przeprowadzonego ze mną do Kocich Spraw ( Wysokie Obcasy ) „Kociary ”

    Cała treść jest przekręcona , nie wiem co za reporterka to pisała i jak mogła tak wszystko pomieszać !!

    Totalne bzdury ,za które wszystkich bardzo przepraszam .

    Wywiadu udzielałam telefonicznie kobieta słuchała mnie uważnie lecz widać w przelewaniu treści na papier miała ogromne problemy . Jak można tak poprzekręcać wypowiedz pomieszać wszystko .

    Kotka o której jej opowiedziałam faktycznie była kupiona prze zemnie wiele lat temu bez rodowodu ponieważ nie miałam doświadczenia !! Powiedziałam to jako przestrogę dla ludzi z brakiem wiedzy jakiej mi kiedyś również zabrakło , mówiłam reporterce by ludzie nie kupowali nigdy kota bez rodowodu, opowiadałam jak ja zostałam oszukana , kot nie mial szczepień w książeczce zdrowia byly podrobione pieczątki . Wszystko to co powiedziałam jest nie zgodne z treścią w wywiadzie nie mówiłam nic o tym że koty rasowe są chorowite !!!! wręcz przeciwnie zapewniałam ją że koty z porządnych zarejestrowanych hodowli są zdrowe przebadane pod kontem chorób dziedzicznych szczepione i odrobaczane . O chorobach mówiłam jej w pseudohodowlach , mówiłam o pseułdorasowych kotach za ktore Ci ludzie biorą pieniądze dopuszczając Bóg wie gdzie i z kim !! Twierdząc że mają rasowe koty krzywdząc te zwierzęta sprzedając je chore . To byly moje słowa czyli Przestroga dla ludzi kupujących koty z niezarejstrowanych pseudohodowli !! Chciałam w ten sposób uświadomić ludziom że kot rasowy to kot rodowodowy o czym ta kobieta również nie wspomniała w tym pseudowpisie który podpisala moim imieniem i nazwiskiem . Druga sprawa opisywałam charakter kota rasy nebelung reporterka napisala że to Rosyjski Niebieski wszystko w tym wywiadzie jest żenujące i niezgodne z prawdą

    Bardzo mi przykro że ten artykuł się ukazał z tak skandaliczną treścią .

  8. Czy dało by się zrobić z tego sprostowania osobny wpis, żeby było prościej linkować i wtłaczać w gardło?

    • Bardzo bym chciala cały wywiad sprostować , to przykre mam nauczkę na przyszłość by nie udzielać wywiadów telefonicznych osobą które nie potrafią przekazać informacji ktore zostały im powiedziane .
      Wszystko w tym wywiadzie nie ma sensu reporterka pokleiła zdania wyrwane z kontekstu układając w całość jeden wielki zlepek bzdur.
      To przykre!

    • TygryziołekNo Gravatar

      Tak zrobię, niech się tylko przewali tajfun z kociakami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *