Nieoczywiste objawy przywiązania

Pracę mam taką, że długo siedzę w domu przy komputerze, a potem wyjeżdżam na kilka dni i odpalam wszystko, co przez ten czas w domu przygotowałam. Zwykle umawiam kocią nianię, który rano i wieczorem ogarnia kuwety, napełnia miski i ogólnie upewnia się, że wszystko jest ok.

Koty spokojnie mogłyby posiedzieć same, ale wąskim gardłem – jeśli wolno mi tak powiedzieć – okazały się kuwety. Przy tej liczbie kotów nie ma takiej opcji, żeby ich nie wyczyścić przynajmniej raz dziennie, bo inaczej nie ma jak do nich wejść. Wcale bym się kotom nie dziwiła, gdyby odmówiły korzystania. Sama bym odmówiła.

(jeśli nie widzisz zdjęcia, kliknij ponad tym napisem)

Po tych 2 czy 3 dniach koty witają mnie raczej niezbyt wylewnie. Trochę demonstrują focha, trochę pozwalają się głaskać, ale ogólnie euforii nie ma.

Tym razem dostałam zlecenie dosyć nagle. Chcąc nie chcąc, musiałam wstać o 4 rano, przeteleportować się jakoś do Trójmiasta, tam spędzić pracowicie dzień i o 1 w nocy powrócić do stolicy. Początkowo umówiłam nianię, ale potem doszłam do wniosku, że damy sobie radę sami.

O świcie nakarmiłam koty i poszłam precz. Koty chyba poczuły się nieco zagubione, bo i pora dziwna, i nikt potem do nich nie przyszedł…

Kiedy wróciłam, euforii oczywiście nie było. Ale w misce było pełno chrupek, dom nie rozniesiony na strzępy, a w kuwetach ledwie trochę zabrudzone. Czuły, skubane, że jest inaczej i nie wiedziały co z tym fantem począć. Nie jadły, nie ganiały się. Chyba były smutne po prostu i cały dzień czekały.

Się wzruszyłam. Chlip.

Podobne opowieści:

Facebooktwittergoogle_plus

3 thoughts on “Nieoczywiste objawy przywiązania

  1. rocktechnikaNo Gravatar

    Zwierzaki mają dodatkowy zmysł!
    Kiedyś musieliśmy nasze 2 psy (owczarka niemieckiego i małego kundelka) zostawić na prawie dwa dni – wyjeżdżaliśmy w sobotę rano, wróciliśmy w niedzielę późnym popołudniem. Nie mieliśmy kogo uraczyć przyjemnością wyprowadzenia ich na dwór i wsypania chrupek, więc zostały same. Trudno, najwyżej po nich posprzątamy (zamknęliśmy na klucz co ważniejsze pokoje), jedzenia i wody dostały dużo – przeżyją.
    Co się okazało po powrocie? Chrupek zjadły ledwo co, troszkę popiły wodą, w domu nie było NIC nabrudzone – nawet małego siku nie było, nic też nie zniszczyły ze zgryzoty. Tylko na dwór wybiegły jakby trochę szybciej :)

  2. szeleszczNo Gravatar

    Z ulgą przeczytałam, że to nic zdrożnego, zostawić kota samego na kilka dni – zawsze mam wyrzuty sumienia, jak to robię; ale uznałam, że dla mojego kota tak jest lepiej – jest bardzo niesmiały, nie lubi obcych osób, a stres odbija mu się na częstoliwosci sikania – kiedys zabrałam go ze sobą, to wracał do normy przez tydzień. Więc zostawaim go samego, po powrocie liczę siuski, czy wszystko ok :-) (tylko podczas wyjazdu często łapię się na tym, żeby do kota zadzwonić z pytaniem, jak się miewa ;) )

  3. KallistiErisNo Gravatar

    Dobrodziejstwem podczas wyjazdów okazuje się technika :) Zostawiam kamerę internetową i sobie moje kotki podglądam zdalnie. W razie czego mogę wezwać pomoc, która napełni miski/opróżni kuwety czy (odpukać) zabierze do weterynarza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *