Maine coony z zaprzyjaźnionej hodowli

Jeśli gdzieś jest kupa małych koteczków do miziania i zachwycania się, to można być pewnym, że będę w pobliżu. W zeszłym tygodniu dopadłam stadka małych maine coonów. Pierwszy raz widziałam niebieskiego maine coona.

W wieku dwóch tygodni wygląda dla mnie dokładnie tak samo, jak mały rusałek: okrągła paszcza, tłusty zadek i gruby ogonek. Do tego malutkie uszka i oczka jak guziczki. Rozpłynąć się można. Jeszcze dwa tygodnie i będzie już kudłatą kulką, wtedy nie będzie już szans pomylić go z ruskiem.

Do tego jeszcze te cudne szylkretki z maziajami na pyskach! Ja w ogóle uwielbiam szylkretki, a nic tak nie dodaje charakteru jak maziaj przez pysk.

W ogóle jakoś tak się złożyło, że te mioty obfitują w takie nietypowe i niepasiaste koty: cudne ryże garfieldy i czarne behemoty. Znaczy rude są oczywiście pasiaste, ale rude na rudym to prawie jakby nie były :) Jak im wyrosną długie kudły i puchate ogony, dopiero będą wystrzałowe :) Tylko ten niebieski zostanie w hodowli, pozostałe można wciąż nabyć. Jeśli marzysz o puchatym, a mimo to prawie bezobsługowym, kotku o miłym charakterze – może to jest właśnie dobry moment?

Właścicielem tych słodziaków jest Ewa Kralka z hodowli Ewjatar.

Podobne opowieści:

Facebooktwittergoogle_plus

3 thoughts on “Maine coony z zaprzyjaźnionej hodowli

  1. kociaciociaNo Gravatar

    Nie chcę czarnego maine coona, nie chcę czarnego maine coona… Windows prawda. Kupie sobie wyspę i będę mogła mieć dużo kotów.

  2. Mnie się bardziej podobają koty niebieskie.

  3. Ja marzę o tym pasiastym…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *