Jeśli gdzieś jest kupa małych koteczków do miziania i zachwycania się, to można być pewnym, że będę w pobliżu. W zeszłym tygodniu dopadłam stadka małych maine coonów. Pierwszy raz widziałam niebieskiego maine coona.
W wieku dwóch tygodni wygląda dla mnie dokładnie tak samo, jak mały rusałek: okrągła paszcza, tłusty zadek i gruby ogonek. Do tego malutkie uszka i oczka jak guziczki. Rozpłynąć się można. Jeszcze dwa tygodnie i będzie już kudłatą kulką, wtedy nie będzie już szans pomylić go z ruskiem.
Do tego jeszcze te cudne szylkretki z maziajami na pyskach! Ja w ogóle uwielbiam szylkretki, a nic tak nie dodaje charakteru jak maziaj przez pysk.
W ogóle jakoś tak się złożyło, że te mioty obfitują w takie nietypowe i niepasiaste koty: cudne ryże garfieldy i czarne behemoty. Znaczy rude są oczywiście pasiaste, ale rude na rudym to prawie jakby nie były :) Jak im wyrosną długie kudły i puchate ogony, dopiero będą wystrzałowe :) Tylko ten niebieski zostanie w hodowli, pozostałe można wciąż nabyć. Jeśli marzysz o puchatym, a mimo to prawie bezobsługowym, kotku o miłym charakterze – może to jest właśnie dobry moment?
Właścicielem tych słodziaków jest Ewa Kralka z hodowli Ewjatar.
Podobne opowieści:
- Każde miejsce do zabawy jest dobre
- …i po wystawie
- Biegi przełajowe
- Ach śpij, kochanie…
- Mamo, a on mnie spycha!
Nie chcę czarnego maine coona, nie chcę czarnego maine coona… Windows prawda. Kupie sobie wyspę i będę mogła mieć dużo kotów.
Mnie się bardziej podobają koty niebieskie.
Ja marzę o tym pasiastym…