Od przybytku głowa nie boli?

PaiLu była poza domem tylko dwa dni.

Ponoć od razu zabrała się do rzeczy i skutecznie zachęciła Punta do działania. Czas pokaże – po około 20 dniach powinny się pojawić pierwsze symptomy ciąży i będzie to chwila prawdy.

Tymczasem moja wizyta w celu odebrania kota obfitowała w nieoczekiwane wydarzenia. Jedna z kotek, kryta pięknym i utytułowanym kocurem w celu otrzymania koteczek, a przynajmniej jednej koteczki hodowlanej, właśnie zaczęła rodzić. Nie mogłam przecież wyjść w takim momencie!

Pierwsze kociątko, kocurek, było już na świecie, a koteczka właśnie zdecydowała, że zmienia koszyk na inny, kiedy zasiadłam na podłodze w radosnym oczekiwaniu. Zasiadłam… i nic. Wyszłyśmy na chwilę z pokoju i ledwie zamknęłyśmy drzwi – już pojawiło się drugie kociątko. Drugi kocurek. W te pędy wracamy, kontrolujemy sytuację i czekamy dalej. Kicia stwierdziła, że ten koszyk też jest be i w ogóle to ona idzie do wielkiego kosza, gdzie przebywają kocięta z dwóch wcześniej urodzonych miotów. Nie dała się przekonać, żeby zostać, gdzie jest. Poszła, położyła się, zaczęła karmić tamte maluchy… Nic się nie dzieje… Wyszłyśmy na herbatę, ale ledwie udało się ją zaparzyć, już trzeba było biec z powrotem, bo na świat wyrywało się kolejne kociątko. Do kosza przyszła jedna z mam, zaczęła karmić obok, rodząca przytuliła się do niej – sielski obrazek się zrobił i w ogóle było bardzo miło i radośnie. Niestety było też bardzo późno i – choć niechętnie – musiałam wracać do domu, nie doczekawszy wszystkich kotków.

Rano zadzwoniłam, żeby się dowiedzieć jak poszło. Poszło gładko, zaraz po moim wyjściu kicia wydała na świat szóste kocię i to by było na tyle.

Sześć kocurków.

Natura lubi płatać figle.

Podobne opowieści:

Facebooktwittergoogle_plus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *