Róbmy swoje

Pierwszy dzień wystawowy za nami. Mieliśmy wiele obaw, bo „nasz poprzedni raz” miał miejsce bardzo dawno temu, kiedy kotki były malutkie. Nie wiedzieliśmy jak zareagują tym razem, zwłaszcza nerwusek PaiLu. Życie pokazało, że nie było najgorzej. TaiChi już co prawda nie była na tyle zaciekawiona i nie oglądała przechodzących ludzi jak obrazków w panoptikum, była też trochę zdenerwowana, ale w sumie w normie. PaiLu była wyjątkowo dzielna i tym razem obyło się bez upuszczenia komukolwiek krwi. Ta kwestia zaprzątała mnie szczególnie, bo to ja tym razem miałam ją wystawiać do oceny. Miesiące pracy nad kocinkiem dały rezultat, bo na moich rękach kicia była grzeczniutka.

Mieliśmy za to przeboje z Ryżą. Kiedy rano wyciągnęliśmy ją z transporterka, nasza hodowczyni załamała ręce. Fakt, kot wyglądał jak wypłosz, nastroszony i rozczochrany. Jakby ktoś go nam podmienił. Usłyszeliśmy kilka uwag o „braku futra” i lekko się podłamaliśmy. Pobiegłam do jednego ze stoisk i poprosiłam o jakiś preparat antystatyczny i nadający połysk, bo w głowie miałam już tylko „ratujmy co się da”. Pan ze stoiska tak się przejął, że przyszedł do naszej klatki zobaczyć to nieszczęście, niestety, potwierdził nieprzychylne zdanie o wyglądzie TaiChi. Na szybko udzielił instruktażu, jak upudrować wypłosza. Wzięłam się więc do dzieła i obsypałam na biało kota, Pawła oraz całą okolicę. Ledwie uczesałam zwierza, już trzeba było pędzić na ocenę.

Pełna obaw stawiałam kota na stoliku. Pani sędzia zachwyciła się zwierzakiem. Przez moment nie wierzyłam własnym uszom – w pierwszych słowach powiedziała, ze kot jest pięknie przygotowany do wystawy, że futro jedwabiście miękkie i że widać, ze odrobiłam „pracę domową”. Prawie tam osłabłam z ulgi. Kota obwąchała sędzię, przykleiła się do głaszczącej ją uczennicy sędziowskiej i generalnie zrobiła dobre wrażenie. Jedyny mankament, jaki sędzia w niej znalazła, to lekki brak harmonii w rozwoju, mianowicie o ile ciało rozwija się normalnie jak na ten wiek, o tyle głowa na razie pozostała niewielka. Przez to przegraliśmy z młodziutkim  kociakiem o bardziej harmonijnej budowie. Za kilka miesięcy, kiedy głowa „dogoni” ciało, wszystko może się zdarzyć.

To było pouczające wydarzenie. Wiemy już, że nie wolno nam się poddawać i zniechęcać, mimo niesprzyjających wiatrów. Nie załamywać rąk, tylko do końca robić swoje, a wtedy los będzie łaskawy.

W galerii są już pierwsze zdjęcia z wystawy.

Ps. jest w tym jednak jakaś sprawiedliwość dziejowa – kiedy TaiChi miała 4 miesiące i była najmłodsza i najmniejsza w swojej klasie, wygrała z o wiele starszymi kotami i zgarnęła pierwsze miejsce i BIV-a. Tym razem sprzątnął nam to sprzed nosa inny kociak, który też był najmniejszy w stawce.

Podobne opowieści:

Facebooktwittergoogle_plus

One thought on “Róbmy swoje

  1. Robcie swoje, robcie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *