Da-Kotki

Zostałam złajana przez czytelników, że nic nie piszę o najmłodszym miocie. Kajam się, biję w piersi i poprawiam niniejszym.
Klusiątka uporczywie nie chciały powiedzieć jak chcą mieć na imię. Dokładniej: powiedziały, ale mi nie pasowało. Przetrzymały więc mnie tyle, że nie mam wyjścia. Imiona będą na D.

Klusiątka są przefajne i prześmieszne. Mieszkają cały czas w sypialni, choć chyba przeniosły się na stałe pod kojec. Widać pod półkami się już nie mieszczą, a pod kojcem to i matka się zmieści. Zaniosły tam sobie zabawki i siedzą grzecznie. Jak tylko wchodzę do sypialni, zaczynają piszczeć i nie mija chwila, a już gramolą się ze swojej kryjówki i pędzą do mnie. Kocurek zawsze pierwszy.

Już ogarniają koncepcję zabawy zabawkami na patyku, choć jeszcze nie można im smyrać piórkami za szybko, bo nie nadążają patrzeć. Nie należy też jeszcze machać nad głową, bo nie zauważają. Uwielbiają głaskanie. Dotykane, natychmiast przewracają się na plecy i eksponują brzuszek do głaskania. Wszystkie trzy. Zaczynają też już kuwetkować – głównie dziewczyny, bo one już jedzą stały pokarm. Kocurek – największy tłuścioszek – dostaje od mamusi tyle mleka, że nie czuje potrzeby jeść czego innego. Jeszcze. ;)

Najmłodsza i najmniejsza Klusiątka to ta z wiśniową opaską. Jest troszkę nieśmiała, nie rzuca się na człowieka, ale zawsze kładzie się tuż obok mnie i dyskretnie czeka na pieszczoty. Albo przytula się bokiem i tak sobie grzecznie leży. Kolorowe zabawki jeszcze ją nieco deprymują, woli bawić się białą myszką. Co nie znaczy, że nie jest 100% rusałką – wystarczy zobaczyć, jak tłucze się z o wiele od niej większym bratem, żeby nie mieć żadnych wątpliwości. Jako pierwsza zaczęła jeść chrupki. Jest raczej ostrożna, obserwuje wszystko uważnie z odległości. Przechyla wtedy tak główkę na bok i wygląda tak słodko, jak cukiereczek. No i jakoś tak nie chce przynieść innego imienia, niż Delicja. Delicje, że palce lizać – mawiał Pan Zagłoba. Niestety słowo zostało spopularyzowane przez ciastka, których szczerze nie znoszę, więc wcale nie chciałam jej tak nazywać – ale nic innego nie pasuje!

Delicja Kot Doskonały*PL

(jeśli nie widzisz zdjęcia, kliknij ponad tym napisem)

Jej starsza siostra to demon zabawy. Jak widzi piórka, to aż jej się oczy śmieją. Gania zawzięcie, skacząc, klucząc i robiąc zwroty w miejscu z nieprawdopodobną łatwością, jak na tak małego kotka. Lizus straszny – wylizuje mi każdy dostępny kawałek skóry. Poluje na stopy pod kocem, na książkę, którą czytam, na rodzeństwo. Eksploruje wszystkie zakamarki – czy to ciasne kąty, czy to przestrzenie na wyżynach drapaka. Zmęczona przycupnie na chwilę, odsapnie – i znowu gdzieś leci. Można się na nią gapić godzinami bez znudzenia. Depcze dużo po człowieku. Zaczyna od strony stóp, ani się obejrzysz, jak stoi ci na klatce piersiowej i zagląda w oczy. Jako pierwsza zaczęła kuwetkować. Za przykładem mamusi bardzo starannie sprząta w kuwecie, zarówno po sobie, jak i po rodzeństwie. Żwirek tylko pryska na boki. Dobrze, że jest jeszcze mała, to i zamach ma niewielki, bo jej matka potrafi przy sprzątaniu połowę żwirku wysłać na podłogę. Średnia Klusiątka będzie nosić imię Daruma – od japońskiej lalki będącej symbolem determinacji i osiągania celów, a także amuletem szczęścia.

Daruma Kot Doskonały*PL

Najstarszy Klusiątek jest jest największy i najgrubszy. Waży teraz 600g – trzeba go zobaczyć w bójce z Delicją, która waży 500g! Dawid i Goliat!

Kocurek jest takim puchatym, miziastym, pluszowym miśkiem. Jeśli by nastawianie brzuszka do głaskania było dyscypliną sportową, bez wątpienia stanąłby na podium. Pierwszy leci słysząc mój głos, zagląda w oczy i mówi: miziaj! Jest najbardziej śmiały i odważny z całej trójki. Pierwszy idzie, ostatni ucieka. Jest spokojny i zrównoważony, pod tym względem przypomina mi bardzo Sharifa. Totalne zen. Przy czym żebyśmy się dobrze zrozumieli – mówimy o rusałku. Spokojny rusałek to nie jest to samo, co spokojny brytyjczyk. Rusałki są z natury narwane, zawsze w biegu, 100 tysięcy pomysłów na raz. Klusiątek jest spokojny jak na rusałka.

Przekornie przyniósł sobie imię, którego też nie chciałam mu dać. Dumne imię, noszone przez perskich królów. Tylko jak ja mam, w mordę jeża, dać kotu na imię Dariusz? Jako imię dla kota niby jest świetne, bo ma dwie sylaby oraz ‚sz’ i ‚j’ w środku – czyli dźwięki dobrze rozróżniane przez koty. Można też zdrobnić na Daruś, a ‚ś’ koty słyszą jeszcze lepiej. Ale jednak…
Z ciekawości zajrzałam do źródłosłowu i dowiedziałam się, że pochodzi od daraya — „posiadać” i vahu — „dobro” i w związku z tym pierwotne znaczenie imienia można objaśnić jako „ten, który jest dobry”. W sumie jest to całkiem niezłe imię dla kota. Mam nadzieje, że będzie się zachowywał zgodnie z nim.

Dariusz Kot Doskonały*PL

Ps. Ale im zrobiłam cukierkowe zdjęcia. Jak nie moje :)

Pps. Już się nie mogę doczekać miotu na K. Na samą myśl o Ko-Kotkach mój Wewnętrzny Szyderca i Tropiciel Absurdów aż kwiczy :)

Podobne opowieści:

Facebooktwittergoogle_plus

2 thoughts on “Da-Kotki

  1. chyba Ko-Kietkach:))
    ale cuda. cuda, CUDA.
    jestem absolutnie zakochana w Twoich Rusałkach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *