Powrót właścicieli marnotrawnych

No to jesteśmy z powrotem w domu.

Hania spisała się na medal. Koty się nawet bardzo nie obraziły, niektóre się wręcz ucieszyły z naszego powrotu.

Jakoś tak wygladało na to, że najbardziej tęskniła za nami nasza niezależna i niedotykalska PaiLu. Od naszego powrotu nie odstępuje mnie na krok, siada za moimi plecami na fotelu kiedy pracuję przy komputerze albo włazi na ramiona i entuzjastycznie przeżuwa moje włosy. Kilka razy się zapomniała i wlazła mi nawet na kolana. Na razie jej ten wylew uczuć nie mija i cieszę się każdym jego dniem.

Antenka chyba nie odczuła naszego braku. Zachowuje się niezmiennie jakby ktoś ją stuknął w czaszkę. Może tylko trochę bardziej zaprzyjaźniła się z matką – częściej ganiają się a nawet zdarza im się do siebie poprzytulać.

Z kolei TaiChi zachowywała się jak ciężko przestraszona. Obchodziła nas z daleka, jakbyśmy byli obcy. Dopiero kiedy złapaliśmy zapach domu, zaczęła przychodzić na kolana i molestować nas.

VaiPerek zaś jest niezmiennie oazą spokoju. Niewzruszony niczym, pogodny i przyjacielski jak zawsze. Na pewno ucieszył się z naszego powrotu, bo wróciło karmienie z ręki i podawanie mu na przekąskę ulubionych chrupków – a to są jego dwie ukochane czynności, których Hania mu nie zapewniała. Teraz trzeba mu było wynagrodzić – a dopominać się o swoje to on potrafi jak mało kto!

Niestety zaobserwowałam też dramatyczną sytuację w zakresie ofutrzenia. Nie czesany VaiPerek skołtunił się i sfilcował. Jeszcze przed wyjazdem ścięłam mu portki, których nie daje czesać, a teraz widzę, że praktycznie trzeba mu obciąć połowę sierści na grzbiecie! Na razie wycięłam mu część kłaków, a że do tej operacji musiałam go unieruchomić na kolanach, obraził się na mnie śmiertelnie. Resztę będę wycinać jak się od-obrazi.

Dzięki składam Matce Naturze, że przynajmniej TaiChi stworzyła z jedwabistą i nie kołtuniącą się sierścią.

Ps. Ciekawa jestem, czy ktoś z czytających odróżnia na tych zdjęciach PaiLu od Antenki. ;)

Podobne opowieści:

Facebooktwittergoogle_plus

2 thoughts on “Powrót właścicieli marnotrawnych

  1. Nasz Cactus też nie bardzo daje się czesać, ale nie robią mu się kołtuny. Od czasu do czasu coś tam go grzebień traktujemy. Jednak ze względu na jego wielkość ostatnio skończyło się to 3 szramami na mojej ręce. Skunks jeden. Za to Amanda odkąd mamy Cactusa ma poranne przytulanki. Wskakuje na pralkę z miną „czeszcie mnie i to już!”.
    Kołtunów nigdy nie zauważyłem.
    Pozdrawiam całą gromadkę.

  2. TygryziołekNo Gravatar

    Zazdroszczę. Nasza TaiChi ma włos jedwabisty i śliski, dzięki temu nie splątuje się i czesanie jej to czysta przyjemnośc dla obu stron.

    VaiPer z kolei ma futro szorstkie, lekko pofalowane. Chwila nieuwagi i włosy splątują się na amen. Zapewnie nie pomaga to, ze ma zwyczaj ugniatać sobie ogon :/ A do tego nie za bardzo lubi czesanie. Jakbym mi za każdym razem rozczesywali kołtuny, tez bym nie lubiła ;) Dlatego co jakiś czas urządamy mu strzyżenie portek, ogona czy kryzy, bo inaczej zginęlibyśmy wszyscy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *