Jedziemy na wycieczkę, bierzemy kota… albo nie.

Temat zostawiania kotów w domu wywołał odzew, więc jeszcze trochę się uzewnętrznię.

Koty mają tę cenną zaletę, że da się je zostawić spokojnie na 2-3 dni (na przykład na weekend) same. Zwłaszcza, jeśli jest ich dwa albo trzy. Samotny kot zeświruje z nudów, ale jeśli ma towarzystwo, sprawa wygląda zupełnie inaczej. Trzeba tylko pamiętać o zostawieniu więcej wody i więcej chrupków, żeby zwierzątka nam nie padły z głodu. Szczególnie woda jest istotna, ponieważ kot nie wielbłąd – pić musi. Inaczej mu nerki siadają, a kot bez funkcjonujących nerek żyć nie może.

(jeśli nie widzisz zdjęcia, kliknij ponad tym napisem)

Często pytają mnie ludzie, czy lepiej zostawić kota w domu i załatwić dochodzącą nianię, czy też zawieźć kota do opiekunów. Zdecydowanie zostawić w domu. Koty lubią rutynę i znane otoczenie, wywiezione w obce miejsce, nawet jeśli wcześniej tam były, będą podwójnie nieszczęśliwe – na cudzym terenie i porzucone przez ukochanego pana czy panią.

Jeżeli jest możliwość, warto umówić kogoś, żeby wpadł raz dziennie i skontrolował sytuację oraz wyczyścił kuwety. Ale znam koty, które we dwa lub we trzy spokojnie zostawały na weekendy (nawet tzw. długie weekendy) z wodą, chrupkami, dużą liczbą kuwet i całym domem dla siebie. Po powrocie ściany nadal stały, a liczebność stada się zgadzała, więc eksperyment można uznać za udany.

Można zabrać kota ze sobą, jeśli dobrze znosi podróże. Dopóki miałam trzy koty, jeździłam z nimi z wizytami do rodziców. PaiLu po 3 km paskudziła w transporterek, potem było wszystko ok. VaiPerek nawet lubił te wyjazdy, aż nagle, nie wiadomo czemu, zaczął się panicznie bać podróży. TaiChi przesypiała drogę, ale za to całą wizytę przesiadywała w kącie za łóżkiem. No to zaprzestaliśmy wspólnych wojaży, bo skórka była niewarta wyprawki.

Przy dłuższych wyjazdach stres dla właściciela jest większy, bo wtedy opieka jest konieczna. Sprawdziłam doświadczalnie obie opcje – z wywiezieniem kotów z domu i z dochodzącą nianią. Niania jednak działa lepiej. Koty wywiezione desperowały kiedy mnie nie było i strasznie się poobrażały, kiedy wróciłam. Powiadam Wam – naprawdę STRASZNIE się poobrażały, toteż wolę się na to nie narażać więcej.

Jeśli Twój kot nie jest pamiętliwą cholerą, to możesz zaryzykować. Przede wszystkim – nie popadać w skrajności i nie wyjeżdżanie na wakacje przez dziesięciolecia „bo koty”. Jeśli tylko mają opiekę, przeżyją. W końcu Ci przecież przebaczą.

W końcu. ;)

Podobne opowieści:

Facebooktwittergoogle_plus

4 thoughts on “Jedziemy na wycieczkę, bierzemy kota… albo nie.

  1. Ja mam ten luksus, że kiedy wyjeżdżamy na dłużej (rzędu tygodniowe wakacje), do naszego mieszkania wprowadzają się moi rodzice. A choć Szarka jest kotem jednego człowieka, to znaczy nas, i mimo wszelkich prób nadal nie daje się im pogłaskać, zawsze ma w domu towarzystwo, coś się dzieje, można popatrzeć ze szczytu kuchennej szafki, jak mama gotuje obiad, jedzenie podane, kuweta wysprzątana. Po naszym powrocie kota musi nam oczywiście nawrzucać, ale nie wydaje się nieszczęśliwa czy obrażona.
    Jasne, wiem, nie każdy ma tak kochanych rodziców jak moi – oni jednak sami twierdzą, że przyjazd do Szarki to wczasy w porównaniu z przyjazdem do mojej siostrzenicy a ich wnuczki. ;-)

  2. Na szczęście należę do ludzi, którzy mają koty niemal bezobsługowe i zdarzało mi się je zostawić nawet na 4-5 dni z dużymi ilościami wody porozstawianej po kątach, wiaderkiem chrupek i czysta kuwetą, by po powrocie zastać najwyżej lekki bajzel (bo jak pani nie krzyczy to można sobie otworzyć szafę i wyrzucić z niej swetry!). Ale podejrzewam, że to szczęśliwy wyjątek ;]

  3. Dwie nasze kotki rusałki na weekendy zostają w domu. Na wakacje wyjeżdżają do Ani do hodowli, z której je mamy. Hodowla jest w klimacie Kota Doskonałego – domowo i tulaśnie.

    Pozostawione w domu mają do dyspozycji fontannę z ciągle filtrowaną wodą z zapasem kilku litrów i chrupki. W każdym z przypadków tęsknią – to widać, to czuć (my tez tęsknimy). Nie obrażają się nigdy. Niezależnie od długości wyjazdu stęsknione włażą na nas i kolejna dwa dni po powrocie nie chcą zejść nawet na chwilę.

    Z raportów zdawanych przez Anię (smsami w trakcie pobytu i przy odbiorze panien) pierwszy dzień jest obarczony stresem, później zaczynają brykać i wchodzić w różne interakcje z mamą, ciociami i kuzynami, rodzeństwem… trudno się połapać :). Podobno w większym stadzie jednak priorytetowo traktują siebie nawzajem. Ciekawą obserwacją jest też to, jak pierwszego dnia po powrocie do domu reagują na siebie nawzajem. Wygląda to tak jakby spodziewały się zobaczyć obcego kota, kiedy notują swą obecność z dystansu.

  4. No właśnie uzyskać to kocie przebaczenie wcale nie jest tak łatwo :D ja myślę, że znalazłam najlepsze dla nas rozwiązanie: jak wyjeżdżam na dwa dni to kicia zostaje sama bez tragedii a przy dłuższych wypadach zostawiam ją w hoteliku kocie- sprawki, warunki mają świetne, opiekę weterynaryjną profesjonalną więc też głowę mam spokojną

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *