Jak podać kotu tabletkę?
Podawanie kotom tabletki jest operacją w sumie dosyć prostą, o ile dysponuje się determinacją fali przypływu oraz refleksem Chucka Norrisa. Umiejętność tę warto posiąść, bo nigdy nie wiadomo, co nas i naszego kota czeka (odpukać w niemalowane). Argumenty, ze „nie mam serca”, „nie mogę mu tego zrobić” czy coś w ten deseń są objawem niedojrzałości i braku odpowiedzialności. Jeżeli kot wymaga leczenia, to należy go leczyć, żeby był zdrowy, zamiast przeciągać jego chorobę i cierpienie w imię nie wiadomo czego.
Dobrze wykonana operacja ta nie jest dla kota ani bolesna, ani nieprzyjemna w sensie fizycznym. Acz przy niektórych sposobach może ucierpieć na tym jego ego.
Jak to zrobić? Poniżej kilka znanych mi sposobów w kolejności zależnej od chęci kota do poddania się zabiegowi – od małej do pełnej współpracy.
‹ ‹ « « · » » › ›
Sposób pierwszy: hardcore’owy, ale najpewniejszy. Warto się go nauczyć niezależnie od okoliczności.
Klękamy na podłodze trzymając kota pomiędzy kolanami. Kot jest tyłem do nas. Kolana i pochylone ciało ułatwią nam utrzymanie zwierzaka, obie ręce mamy przy tym wolne. Głowę kota unosimy i łapiemy pyszczek od góry za kłami palcem wskazującym i kciukiem. Rozwieramy szczęki. Wrzucamy tabletkę (małą w całości, dużą połamaną na kawałki) jak najszybciej i jak najgłębiej w gardziołko (ale z wyczuciem! bez brutalności) i zamykamy paszczę. Przytrzymujemy ją chwilę zamkniętą.
Uwaga: niektóre koty potrafią tabletkę natychmiast wypluć. Aby do tego nie dopuścić robimy następujące rzeczy:
- tabletkę wkładamy nie pośrodku gardziołka, ale z boku, wtedy kotu ciężko ją wypluć.
- po podaniu tabletki delikatnie masujemy gardełko – to prowokuje kota do przełknięcia.
- a na koniec od razu podajemy smakołyk lub odrobinę pasty witaminowej, coś, za czym kot przepada. Dzięki temu mamy dwie pieczenie na jednym ogniu: kotek łakomczuszek chwyci smakołyk i mamy pewność, ze razem z nim łyknie tabletkę oraz dajemy nagrodę za grzeczność (jaka by nie była).
Rozwinięcie numer 1: rozgnieść tabletkę na łyżeczce i zamiast całej tabletki, wsypać kotu proszek do pyszczka. To już mu będzie bardzo ciężko wypluć. Ta odmiana ma niestety swoją drugą stronę – jeżeli tabletka jest bardzo gorzka, pierwsze zastosowanie metody może być zarazem ostatnim. Upewnij się wcześniej, że smak leku nie jest wyjątkowo ohydny.
Rozwinięcie numer 2: rozgnieść tabletkę i wymieszać z odrobiną wody. Użyć strzykawki zamiast palca. Podawać przy przymkniętej mordce (strzykawkę włożyć z boku pyszczka, za kłami), powoli, żeby kotek zdążył przełykać, bo inaczej zachłyśnie się i wypluje.
Rozwinięcie numer 3: obtoczyć tabletkę w maśle i wepchnąć do pyszczka. Można też użyć tabletki rozdrobnionej, wówczas nawet jak się kot cały wysmaruje masłem, to potem zliże go w trakcie toalety i cel zostanie osiągnięty. ^yaal podpowiada jeszcze majonez. Tak jest, majonez nieustająco cieszy się dużym zainteresowaniem kotów.
Jeśli mamy do czynienia z kotem „trudnym”, trzeba chwycić na kark – od małego kotki robią się niebywale spokojne, gdy wziąć je za kark.
Niektórzy owijają kota ręcznikiem lub kocem. Ja nie jestem zwolennikiem tego sposobu, bo to już jest wersja ostateczna - wymaga użycia siły na zwierzęciu. Potem niezwykle trudno będzie kota przekonać, że podawanie leku nie jest straszne. Jeżeli tylko jest szansa na podanie kotu tabletki innym sposobem, wykorzystaj ją. Jeśli wszystko inne zawiedzie – zawiń kota w zgrabny pakunek i do dzieła.
Nie przejmuj się, jeśli Ci się nie uda za pierwszym razem. Jeśli determinacja nie minie, to drugi raz kończy się sukcesem. Ja swój pierwszy raz odbyłam na VaiPerku – za pierwszym razem wypluł, za drugim poszło bez pudła.. Przeżył. Ja też przeżyłam. Dało radę.
‹ ‹ « « · » » › ›
Sposób drugi:
Rozkruszyć tabletkę, zmieszać z małą ilością np. miodu i posmarować kotu łapy. Jak wiadomo kot to czyścioch i zliże całość z łap. Jak się okaże, ze mamy do czynienia ze spryciulą, który umie łapy wytrzeć o cokolwiek – wysmarować brzuszek.
‹ ‹ « « · » » › ›
Sposób trzeci:
Rozkruszyć tabletkę, wymieszać z odrobiną mokrej karmy albo kawałkami mięska. Może też być jogurt, ser – coś, za czym kot przepada.
Niektóre koty naprawdę dają się na to nabrać. Nasza TaiChi na przykład łyknie wszystko w dowolnej postaci. Ale ona żre wszystko, jadalne i niejadalne, byle do pyska się zmieściło. Z kolei PaiLu, kuszona takim miksem, obrzuciła nas tylko ciężkim spojrzeniem i obraziła się na dwa dni.
‹ ‹ « « · » » › ›
Sposób czwarty:
Włożyć całą tabletkę w kawałek mokrej karmy. Najlepiej stosować w przypadku małych tabletek, które dadzą się ukryć w całości w kawałku karmy. Duże trzeba podziabać na kawałki. Nie musi to być gotowa karma – możesz użyć kawałka mięska, które kot szczególnie lubi. Ważne tylko, żeby było to coś o zwartej budowie, bo inaczej się po prostu rozpadnie przy wciskaniu tabletki albo po włożeniu do pyszczka i kot pożre mięsko a tabletką plunie pod ścianę. Po podaniu kawałka z tabletką, najlepiej od razu podsunąć mu drugi kawałek, żeby nie zdążył się zastanowić i wypluć.
U mnie to działa u wszystkich kotów. Problem jedyny polega na tym, ze daję im mokre raz dziennie – rano. Kiedy musiałam jednemu dawać tabletkę, robiłam to przed podaniem porcji, żeby mieć pewność że jest głodny i zje. Awantura, jaka trwała aż do podania wszystkim śniadania, była ponad moje siły. Zwłaszcza, kiedy zaczynały mi się wspinać po nogach i nie było sposobu, żeby się przed nimi opędzić. Przerzuciłam się na pomysł alternatywny, bo bazuje na smakołyku, który dostają wieczorem i wiedzą, ze muszą czekać na swoją kolej:
Alternatywnie: jeżeli kot lubi pasty witaminowe i odkłaczające, wepchnąć tabletkę w pastę. Natychmiast po pochłonięciu, podać kotu drugi kawałek pasty.
‹ ‹ « « · » » › ›
Sposób piąty:
Jak wszystko inne zawiedzie, udać się do weta i błagać o pomoc lub lek o innej konsystencji.
‹ ‹ « « · » » › ›
Niech Moc będzie z Wami
Ps. Jeśli znacie inne sposoby, proszę o maila lub komentarz. Chętnie uzupełnię listę.








Ty chyba czytasz w moich myślach. Właśnie od 2 dni się zastanawiam jak zaaplikować tabletkę kotu. Słyszałem, że z tymi skunksami nie jest tak łatwo jak z psami. Zastanawiam się, odnośnie sposobu pierwszego, czy jak odchylę kotu głowę do tyłu i otworzę pyszczek, to czy język nie będzie przeszkadzał, aby tabletka nie wylądowała na przedzie języka, bo wydaje mi się że wtedy nie połknie. Może posmarowanie tabletki masłem zmniejszy opór i spowoduje że tabletka się wśliźnie. Ewentualnie skombinować kapsułki i w nich zaaplikować środek. Na razie jestem w trakcie badań, a raczej zbierania materiału do badań, zobaczymy czy wpis się przyda. Następne odrobaczanie na pewno będzie tabletką.
No właśnie cała sztuka z tym językiem polega na tym, żeby go sprawnie ominąć i wrzucić tabletkę głęboko w gardło. Możesz spróbować przykleić tabletkę do palca, na ślinę, masło czy cokolwiek innego, wtedy łatwiej ją włożyć głębiej.
Nie przypominam sobie, żeby mi kot jakoś bardzo zamiatał językiem w czasie tej operacji – inna sprawa, ze trzeba ją przeprowadzić z prędkością światła, więc nie ma czasu na zastanawianie się, tylko trzeba działać :)
Jeśli chodzi o mój sposób to wypróbowałam rozkruszoną tabletkę z miodem, ale troszeczkę go zmodyfikowałam – grunt że skutecznie! :-)
A więc rozkruszony proszek wymieszałam z miodem i maczając palec w owej miksturze ‘brudziłam’ górną wargę kotka. On zlizywał to z wyraźnym grymasem na pyszczku, ale mam pewność że wszystko zjadł :-) po ‘słodko-gorzkich torturach’ ulubiony przysmak :-)
Życzę powodzenia!
U nas wygrywa sposób z masłem. Małe tabletki w maśle łatwo przyklejają się do palca wskazującego, większe trzeba złapać paznokciami za końcówkę. Niestety przytrafiło mi się dwukrotnie dziabnąć kota paznkciem w podniebienie… Ale po paru godzinach kot przestawał się obrażać;-). Niestety trzeba wypracować ruchy o prędkości świetlnej inaczej kot zdąży wyciągnąć z pamięci podobne zajście i zaczyna się bronić. I czasem nie udaje się za pierwszym razem…
jestes wspaniała:) myślałam że czeka mnie drugi dzień tortur- i moje kociska tez:) ale sposób z tabletką w miodzie jest genialny!
Kiedyś czytałam ten wpis i śmiałam się do rozpuku. Dziś pierwszy raz podawałam tabletkę. Wcale mi nie do śmiechu. Maciej obrażony śmiertelnie, cały czas się liże – dając mi do zrozumienia, że resztki majonezu z tabletką wciąż są na jego pysku – wierzcie mi nie ma, to tylko manifestacja tego jak bardzo go skrzywdziłam ;)
Gratuluje, Ewo! Zdobyłaś nową sprawność, prawie jak harcerska :)
ja dzisiaj przeżyłam koszmar…. moja krew i ślina kota była wszędzie….na ścianie, na podłodze, na lustrze. Jutro próbuję z mięsem, czy innym jedzeniem. Jeszcze 5 tabletek…. będę mieć tapetę w czerwone wzorki….. z własnej krwi
U mnie wszystko zawiodło: dałam mu w serku: zlizał serek, dałam mu w kawałku parówki: zjadł parówkę i zostawił tabletkę, wsadziłam do pyska: podrapał mnie i wypluł. Jak się uspokoił już, poszłam z tabletką i zaczęłam go miziać. W pewnym momencie szybko otworzyłam mu szeroko pysk i wrzuciłam tabletkę do gardła. Połknął, ale się obraził. Jeszcze 9 dni katorgi…
Och, jak ja to wszystko znam…
Niestety na obrażanie się nie znam sposobu :/ Czynny żal to nawet Urzędowi Skarbowemu wystarcza, a kotu – nie!
kuracja antybiotykowa mojego kota juz za nami. Poniewaz jest to kot dosyc niezalezny bardzo zdziwili mnie to, ze pozwala sobie wepchnać tabletki z maslem i tylko sie oblizuje. Po każdej takiej akcji – 2 x dziennie uciekał za fotel i tam namiętnie mył pyszczek – rozumialam to, bo masło brudzilo trochę mordkę. Niestety po 2 dniach podczas sprzatania znalazlam prawie wszystkie dawki skrupulatnie wyplute za tymże fotelem:(
Teraz mam inny sposób – otaczam tabletke w wołowym mięsie mielonym dobrej jakosci, i podaje kulki z tego miesa – najpierw dwie bez tabletki, pozniej kulke z tabletką i na koniec jeszcze ze 2 kulki, zeby na pewno wszystko co ma w paszczy zostalo połkniete. Trzeba przyznac, ze nawet nie zauważa ukrytych tabletek, a jest to bardzo bystry kot! moj kochany!
moja kocica jest po operacji i musi od jutra dostawać antybiotyk.Dawniej każdą tabletkę podawałam na zasadzie wpychsnia do gardła,ale teraz musę to robić bardzo delikatnie.Podawanie w jedzeniu na nic(czasem cały dzień nie ruszy mokrego).Podoba mi się pomysł z masłem.
Jeżeli ktoś miał podobny problem ,proszę o informację
Chciałam go odrobaczyć,dałam w mięsie drobiowym drobno pokrojonym,ktore bardzo lubi-nie zjadł.Musze sprobować jeszcze raz!Bardzo wybredny i nie zalezny!Jajka nie je ,sera nie je tylko mięso!Będę próbować aż do skutku.
Naczytałam się o róznych metodach, w końcu zdecydowałam się na rozkruszenie tabletki.Przemyciłam mu ją w „Krówce” tej masie z mleka:)…. niedość ze był zachwycony to jeszcze tabletki znalazły się tam gdzie miały się znaleść:D polecam.Poła „krówki” dla Was połowa dla kićki
Razem z mamą podałam naszej kotce antybiotyk rozkruszony w maśle. Sama zjeść nie chciała to trochę musiałyśmy ją do tego zmusić. Większość trafiła do pyszczka. Kosztem tego jest podrapana mama i obrażony kot :)
Na szczęście za tydzień i mama się zagoi, i kot zapomni, że się obraził. Byłyście z mamą bardzo dzielne! :)
Możesz zawsze tą antybiotykową pastą spróbować usmarować kotu sierść na łapach lub brzuszku, niech się sam wymyje.
Pierwszy dzień – z zaskoczenia – poszło gładko.
Drugi dzień – uciekający po domu i śliniący się kot, ja ze śladami swojej krwi na rękach. Przy drugiej próbie zaopatrzyłam się już w ściereczkę – Mechico wygląda jakby miał wściekliznę. Ślin na mnie, na kanapie, na jego pyszczku zwisająca aż do samej podłogi. Tabletka rozpuściła się w między czasie :/
Dziś dzień trzeci – mam nadzieję, że przeżyję :)
Dziś po raz pierwszy musiałem swojej kotce podać tabletkę. Podejście 1.: próbowałem wepchnąć tabletkę do pyszczka, ale za każdym razem wypluła…, ale nic to, Chwila namysłu i podejście 2.: rozkruszyłem tabletkę na proszek, wymieszałem z serkiem waniliowym (około 2 łyżeczek), który bardzo lubi i dla pewności, że zje podałem jej łyżeczką pod sam pyszczek. Zdjadła wszystko:)
nie poddawajcie się, pozdrawiam.
Hmm mogę wam tylko współczuć, moja Bacha – kiełbacha dostaje właśnie hormony a metoda podawania tabletek jest prosta. Sadzam ją na kolana, delikatnie otwieram pyszczek wkładam tabletkę lekko za język a kotka od razu ją połyka i mruczy szczęśliwa ;)
Jest fenomenalna ;)
I wszyscy teraz zazdroszczą Asi…. ;)
Cześć, prawie jak w dowcipie „jak podać kotu tabletkę, jak podać ją psu”.
U mnie działają sposoby:
1. Ze strzykawką i wodą, ale ważny jest refleks, bo koty wbrew pozorom potrafią pluć, choć nie mają warg ;). Czasem też się pienią i ściskają gardło aż wychodzi nosem. Najlepiej zrobić to trzymając strzykawkę tak, żeby kot nie widział, że się ją ma i usiąść za nim szybko wstrzykując z boku w głąb pyska pod kątem celując nad język – będzie wtedy tzw. krótka piłka, w dodatku bez stresu. Kot zawsze ze zdziwienia otwiera paszczę i nieświadomie łyka – i to jest dużym plusem ;)
2. Jeżeli jest to większa ilość środka – mieszam rozdrobnioną tabletkę z pastą smakową z witaminami i smaruję pod włos tak, by kot nie mógł strzepać z łapki. Cała operacja trwa dłużej i jest mniej atrakcyjna dla kota, bo najczęściej takie tabletki nie są najprzyjemniejsze w smaku…
Pozdrowienia :)
Można kotka zamknąć w plecaku tak aby wystawała głowa i zaaplikować tabletkę.Pozdrawiam
mój wet zdradził mi genialny pomysł na podawanie tabletek – skruszyć tabletkę i wymieszać z karmą w proszku Royal Canin dla rekonwalescentów+woda (karma ta dostępna jest u weta, po zmnieszaniu z wodą powstanie gęsta papka) i podawać wprost do pyszczka strzykawką.. Nie wiem co ten cudowny proszek ma ale mój Franek sam otwierał pyszczek, żeby go nakarmić tą papką :) Uradowana tym widokiem tylko się uśmiechałam pod nosem na wspomnienie wcześniejszych walk przy próbach podania tabletki wprost do pyszczka.. próbach, bo zawsze i tak lądowaliśmy u weta z informacją, że no niestety nie udaje się podać tabletki.. :) A z mieszaniem tabletki z proszkiem Royala zero problemów, nie chcę nawet myśleć co by było, gdybym – oczywiście z innych przyczyn – nie zmieniła weta i nie poinformował by mnie on o tej „cud-metodzie” – Franek przyjmował tabletki 2 razy dziennie przez 1,5 m-ca… Musiałby biedak jeździć 2xdziennie na podawanie ich dożylnie, a tak przynajmniej nie stresował się kolejnymi wizytami u weta..
mój kot kuleje i dałem mu tabletki Emobioflox 8-10 po załamaniu i czy on będzie normalnie chodził ???
To jakiś żart?
Bardzo przydatne informacje! Ja dziś stanęłam przed koniecznością podania kotu tabletki na robale. Zawsze to robił wet, ale tym razem nie chce kota wozić i narazac na dodatkowy stres.
Kot juz 4rty dzien ma rzadki stolec. Robi kupę raz dziennie ale mazistą, rzadkawą. Nic poza tym go nie boli, zadowlony jak zwykle, ma apetyt i kładzie sie do góry brzuchem. Tylko zniesmaczony, ajk mu tyłek myję pod kranem.
Dlatego podaje mu odrobaczenie, bo przyznaje, zapomniałam podac po powrocie z wakacji, kiedy to jest kotem szlajajacym się.
Poza tym nic nie mogło mu zaszkodzic, bo je tylko karmę specjalistyczną ze wzgedu na kamienie struwitowe.
No i wracając do tematu. Pierwsza tabletke zmarnowałam wkąłdajac w kawałek karmy. Miał na nia ochote, specjalnie kupiłam malenkie opakowanie,pokrusyzłam tabletke i zmiesząłam z ta karmą i wyczuł podstep. Polizał i zbulwersowany odszedł, wstrzasajac sie na kazydm kroku.
Drugą obsmarowałam olejem i tzrymajac kota miedzy kolanami usiłowałam rozdziawic mu paszcze. Ale warczał i złoscił sie tak bardzo, ze nie szło mu tej tabletki włozyc.
Aczkolwiek nie poddałam sie i pokruszyłam tabletkę i zmieszłam z woda w strzykawce. Przytrzymałam kota miedzy kolanami i dyskretnie psiknęłam mu do ‘ryjka’. Taaa-daaa-mmm. Niestety on nalezy do tych obrzydliwych i to, co wypłyneło na pyszczek już zaschło i od godziny nie chce tego oblizac. Takze metoda na smarowanie łapek itp nie działa u nas. On nawet jak jest brudny to sie nie umyje, ja to musze zrobic..
Był czas, gdy dostawałam 3 tabletki dziennie gdy miał białko w moczu i ogolnie byl w bardzo złym stanie od tych kamieni. dzis karma ratuje mu zycie i zdrowie, ale do czego zmierzam. Przebywał wowcza spod opieka mojej mamy w duzym miescie, gdzie był klinika wet ze specjalistycznym sprzetem. Tabletki podawała mu moja mama w ten sposob, ze grubą strzykawkę przecieła na pół, tak zeby został ten gruby tunel i do niego wkładała tabletkę, nastepnie wsadzła rurke kotu do pyska i ‘zwalniała dzwignie. Tabletka ladowała od razu głeboko a palce pozostawały całe. Dla zdeterminowanych.
ja jeśli muszę poda kotu tabletke biorę strzykawke odcinam koncowke wkladam tabletke i mu do buzi ;D prawie pewne!
Dziękuję. Podane rady okazały się bardzo pomocne. Pierwszy sposób zadziałał na 100%!
Bardzo dziękuję :)
Mnie dzisiaj tez czeka zaaplikowanie tabletki na odrobaczenie dwóm kotom. Pierwsza próba z rozpuszczeniem tabletki i użyciu strzykawki niestety sie nie udala, piniu sie krzywil i wyrywał, a na koniec zwymiotowac ;/
Niestety z wrzucaniem tabletki do pyszczka mam złe doświadczenia, kiedys przy próbie kawalek tabletki utknął w gardle i kot zaczął biegać po domu, charczeć i sie masakrycznie ślinic – myslałam, ze przeze mnie mój kot sie udusi… zawał na miejscu.
Ide teraz sprobować patentu z masłem :) Zobaczymy co z tego będzie :)
Uwierzcie mi, jeśli to jest tylko zwykła tabletka to problem jakby nie istnieje. Podaje się ją być może ciężko, ale w końcu się uda.
Najgorzej jest z sulfonamidami – to cholerstwo, jeśli nie trafi wprost do kociego przewodu pokarmowego, zaczyna się cholernie pienić w pysku. Kot dostaje szwungu i biega po mieszkaniu jak opętany, a piana z pyska znajduje się wszędzie – z sufitem włącznie ;) ot wygląda przy tym jak śliniący się pies. Okropieństwo.
Podobnie trudna sprawa była z enzymami trzustkowymi – znajdowały się w tej plastikowej kapsułce. Nie istnieje możliwość podania kotu samej zawartości ze środka, gdyż bardzo mocno drażni błonę śluzową jamy ustnej i kot po prostu cierpi :( po podaniu enzymów kot powinien od razu spożyć posiłek, a z podrażnionym pysiem w ogóle nie myślał o jedzeniu.
Musiałam więc dojść do perfekcji w podawaniu kotu tej wielkiej kapsułki, żeby wyciągnąć go z ciężkiej choroby. Ale udało się :)
Uzupełnię, co pisałam kiedyś – podanie rozkruszonej tabletki z wodą ze strzykawki skutkuje wypluciem wszystkiego na wszystko plus bonusowo całą zawartość ślinianek na jeszcze więcej wszystkiego.
Podanie kotu kawałków tabletki schowanej w kawałkach mięsa pomieszanych z nienafaszerowanymi kawałkami skutkuje obecnością (po posiłku) w misce dokładnie tylu kawałków oszukanego mięsa ile przygotowaliśmy i nieobecnością pozostałych kawałków.
Tylko sposób pierwszy z masłem.
Ach, jeszcze – upaćkanie kotu łap masłem/miodem/majonezem z tabletką skutkuje rozpryskaniem tego na wszystkie strony i wytarciem reszty o cokolwiek ;).
he he mój kot po wysmarowaniu łapek masłem stwierdził, że musi skorzystać z kuwety … efekt był taki, że na łapkach oprócz masła, proszku był jeszcze żwirek …
Ja podaję moim Chłopakom w ‘kiełbaskach’ dla kotów. Wciskam na samej górze w kiełbaskę i pierwszy gryz jest od razu z tabletką. Podaję zawsze tak, żeby odgryzały kawałki kiełbaski bocznymi zębami. Nie znam kota, który żuje ten koci przysmak, więc tableta ląduje od razu w żołądku. A że one futro oddadzą za kiełaskę, muszę przytrzymywać palcami odległość, do jakiej mają ugryźć (żeby się nie zadławić, bo potrafią całość wpychać od razu :D) Oczywiście tylko dla kotów, które lubią ten przysmak… Podanie leku zajmuje ok minuty, skuteczność 100% :))
To prawda. Kocie kiełbaski są doskonałe. Podzieliłam tabletkę na kilka części, okleiłam je małymi kawałkami kiełbaski i kot z wielkim zadowoleniem pochłonął tych kilka nafaszerowanych lekiem porcji. Porcyjki muszą być małe, aby kot połknął je od razu, a nie zaczął rozgryzać, bo wtedy niechybnie tabletka znajdzie się poza kocią paszczą. Wcześniej była próba z masłem na łapkach oraz wariant siłowy z owinięciem kota ręcznikiem i nieudane próby rozwarcia kociej paszczy. Wszystko na nic. Kiełbaski są najlepsze.
A nasze koty takie naiwne, że dostają kiełbaskę 2x dziennie :D (wtedy daję pół rano i pół po południu).