Uczta prawie lukullusowa

Za kotem piętrzy się góra mięsiwa rozmaitego: pasztety, kiełbasy, szynki, a ten… żre babkę ziemniaczaną. Zrobioną – niespodzianka – z ziemniaków. Moja krew.

Jak mi jeszcze ktoś powie, że moje koty to takie zwykłe koty, jak każde inne, tylko w dziwnym kolorze, to go wyśmieję.

W ramach anegdotki mogę jeszcze opowiedzieć, jak kiedyś bratowa przywiozła mi kawał mięcha w darze. Rozmawiałyśmy sobie, a ja porcjowałam chabaninę na kawałki w celu zamrożenia. Jakoś tak się zagadałyśmy, wyszłyśmy z kuchni, a ja zapomniałam o mięsie na blacie.

Wracam po jakimś czasie – leży nietknięte. Ha! Przebijcie to! :)

Facebooktwittergoogle_plus