Nosił kot razy kilka

Może pamiętacie z poprzednich perypetii z kociętami Tyldy, że Czarna Tylda NOSI. Nosi kocięta w co bardziej egzotyczne miejscówki, przy czym najdogodniejsze miejsce jest codziennie inne.

Tylda uparła się urodzić w budce drapaka i nie dało się jej przekonać ani dobrym słowem, ani rękoczynami do zmiany miejsca. Na szczęście tylko w jednym momencie moja pomoc się przydała, nie musiałam więc łamać sobie rąk i hodować oka na szypułce, żeby zajrzeć i sięgnąć do budki. Tym niemniej wszelka pomoc przy nowonarodzonych była wykluczona, dopóki siedziały w budce.

Pierwszych przenosin dokonałam więc ja. Przygotowałam wygodne pudełko, wyścieliłam kocykiem i postawiłam obok. Podstępem skłoniłam Tyldę do przejścia i – o cudzie! – zaakceptowała miejscówkę, a ja mogłam wygodnie dostawiać kociaki do mleka przez następną dobę. Możliwe, że jestem nadopiekuńczą kocią mamą, trudno. Taka moja uroda.

Po pierwszej dobie Tylda przeniosła kociaki za fotel bujany, na gołe panele. No, niedoczekanie. Przeniosłam kociaki do pudła, a pudło za fotel. Jest dobrze.

Po kolejnej dobie przyłapałam Tyldę, jak niosła kociaka za drugi fotel, pod stojące obok krzesło. Krzesło wont, pudło na to miejsce, leżą. Uff.

Trzecia doba – Tylda niesie kociaki za drapak, na dolną półkę z książkami. Na półce są książki, ale za to nie ma miejsca. Odsuwam drapak, stawiam tam pudło, leżą. Uff.

Czwarta doba – Tylda niesie kociaka do sypialni. Ale coś mi mówi, że chodzi o to, że za bardzo ją widać i wkurzają ją chodzące koty. Odwracam pudło o 180 stopni i bingo! Leżą grzecznie, uff.

Piąta doba. Tylda wyrzuciła książki z półki, ale kociaki leżą w pudle. Hm. Zabrałam książki, zrobiłam miejsce. Ach, to Tylda tam chciała leżeć! Kociaki w pudle, a ona obok pudła, ale dyskretnie schowana. Hura!

Uwaga! Prawie tydzień spokoju! Nie wierzę we własne szczęście.

Pewnego dnia! Tylda przynosi dzieci do sypialni. Stawiam pudło przy łóżku. Najwyraźniej to chodziło. Od tego dnia spać nie mogę, bo kocięta chroboczą w tekturę tuż przy mojej głowie.

A potem długo, długo NIC!

Kocięta rosną, wyłażą z pudła, dostają cały wybieg dla siebie, mają już swoje miski i kuwetę, ganiają z piłeczkami. Życie jest znowu piękne.

W dniu, w którym kocięta kończą 5 tygodni, widzę Tyldę niosącą jednego do kuchni. Odebrałam, zaniosłam do sypialni. Za chwilę – niesie drugiego. Maine coony to raczej duża rasa, nie? Kocięta ważą już blisko kilogram i są naprawdę wielkie. Na tyle, że Tylda potyka się o nie i ogólnie ma dużą trudność. W dodatku one są już samobieżne, nie ma takiej opcji, żeby siedziały na tyłku w jednym miejscu.

Kocięta wyją, możliwe, że jakoś niefortunnie je chwytała. Poza tym one chcą jeść, spać, bawić się i żeby było fajnie, a nie jakieś noszenie za kark. Tylda wyje, bo kocięta się rozłażą i nie ma nad nimi żadnej kontroli. Ja rozważam ucieczkę w Bieszczady.

Dzień jak co dzień.

Biedna Tylda.

 

Facebooktwittergoogle_plus

One thought on “Nosił kot razy kilka

  1. Dobrze, ze sa tylko 2 bo by sie biedna naprawde zachetala;) Swietnie znasz Tylde i jej zwyczaje i super je opisujesz. Nie uciekaj w Bieszczady. Zreszta tam nie ma pogody…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *