Stan zen a sylwestrowe kanonady

Minął Sylwester i niektórzy mają to szczęście, że wreszcie mają spokój. U nas świętowanie trwało od 29 grudnia do 1 stycznia do około 22.00. Gdyby nie to, że mamy okna wychodzące na środek takiego kręgu, wokół którego stoją budynki, zaś strzelanie odbywało się po jego zewnętrznej stronie, mogłoby być znacznie gorzej. A tak odgłosy były dosyć stłumione i koty nie zwracały na nie uwagi.

Szczerze współczuję wszystkim, którzy mieszkają „bliżej cywilizacji” i mają co roku prawdziwe kanonady pod oknem. Co gorsza, nawet jakby człowiek chciał uciec ze swoimi zwierzakami, to nie ma gdzie! Wszędzie strzelają! Nawet w Tatrzańskim Parku Narodowym.

Tegorocznego Sylwestra spędzaliśmy ze znajomymi, którzy mają psa bojącego się nagłych odgłosów. Rudzia została wzięta ze schroniska będąc już w wieku średnim a jej poprzednie doświadczenia  nie są znane. Na pewno nie były miłe, bo każdy huk, burza – no i oczywiście Sylwester – powoduje u niej ataki paniki, histerycznego szczekania i chowania się mysią dziurę.

Postanowiliśmy więc wziąć sobie do serca zalecenia dotyczące traktowania zwierząt w takich przypadkach – kto obserwuje nasz profil na facebooku, ten zapewne pamięta wpis udostępniony 28 grudnia. W skrócie: należy zachowywać się tak, jakby nie działo się nic złego.

Nie należy wspierać lęku zwierzęcia: nie przekazywać i nie utrwalać informacji, że dzieje się coś złego i że należy się bać. Nie przekazywać własnego lęku o zwierzęta tym zwierzętom. To przekazywanie odbywa się poprzez specjalne traktowanie: przemawianie, przytulanie i uspokajanie podczas huków. Zwierzę widzi, że faktycznie jest źle i się boi.

Zen. Całym sobą manifestować: nic się nie dzieje. Nie rozczulać się nad zwierzęciem. Zachowywać się normalnie. Myśmy stanęli wszyscy w kuchni, ktoś rozlewał szampana, ktoś kroił potrawy, wszyscy rozmawiali, śmiali się głośno. Oczywiście w takich chwilach, kiedy wszyscy wiedzą, że trzeba coś mówić, w głowie nagle pustka, więc co jakiś czas ktoś wygłaszał radosnym tonem: „no mówcie coś jeszcze, bo mnie się pomysły kończą!”, ale po chwili wątek wracał i dawaliśmy radę.

(jeśli nie widzisz zdjęcia, kliknij ponad tym napisem)

Skutek? Psica oczywiście się bała – tego się nie uniknie. Kuliła się to pod krzesłem, to za czyimiś nogami. Szukała bezpiecznej kryjówki – ale szukała jej przy ludziach, nie w odosobnionych zakątkach. Co jakiś czas wyglądała i patrzyła na nas, jakby sprawdzając czy faktycznie wszystko jest ok. Szczeknęła może ze dwa razy, na co właściciele zareagowali tak samo, jak reagują zawsze: spokojnymi słowami „Oj, Rudzia, przestań szczekać”. I Rudzia przestała.

Kiedy ostrożnie przenieśliśmy się do pokoju, strzelanie jeszcze trwało. Rudzia położyła się w kącie przy stole, koło nóg swego pana, i leżała dalej spokojnie.

Właściciele zgodnie stwierdzili, że tak ulgowo to im jeszcze nigdy hałasy nie przeszły. Wniosek: to działa!

Pamiętajcie o tym następnym razem, kiedy wasz zwierzak będzie się czegoś bał – unikajcie zachowań płynących z dobroci serca: uspokajania, pieszczot, przytulania. Dużo skuteczniej pomożecie swojemu pupilowi roztaczając wokół aurę spokoju i nic-się-nie-dzieje-owości.

Facebooktwittergoogle_plus