Jak podać kotu tabletkę?

Podawanie kotom tabletki jest operacją w sumie dosyć prostą, o ile dysponuje się determinacją fali przypływu oraz refleksem Chucka Norrisa. Umiejętność tę warto posiąść, bo nigdy nie wiadomo, co nas i naszego kota czeka (odpukać w niemalowane). Argumenty, ze „nie mam serca”, „nie mogę mu tego zrobić” czy coś w ten deseń są objawem niedojrzałości i braku odpowiedzialności. Jeżeli kot wymaga leczenia, to należy go leczyć, żeby był zdrowy, zamiast przeciągać jego chorobę i cierpienie w imię nie wiadomo czego.

Dobrze wykonana operacja ta nie jest dla kota ani bolesna, ani nieprzyjemna w sensie fizycznym. Acz przy niektórych sposobach może ucierpieć na tym jego ego.

Jak to zrobić? Poniżej kilka znanych mi sposobów w kolejności zależnej od chęci kota do poddania się zabiegowi – od małej do pełnej współpracy.

‹ ‹ « « · » » › ›

Sposób pierwszy: hardcore’owy, ale najpewniejszy. Warto się go nauczyć niezależnie od okoliczności.

Klękamy na podłodze trzymając kota pomiędzy kolanami. Kot jest tyłem do nas. Kolana i pochylone ciało ułatwią nam utrzymanie zwierzaka, obie ręce mamy przy tym wolne. Głowę kota unosimy i łapiemy pyszczek od góry za kłami palcem wskazującym i kciukiem. Rozwieramy szczęki. Wrzucamy tabletkę (małą w całości, dużą połamaną na kawałki) jak najszybciej i jak najgłębiej w gardziołko (ale z wyczuciem! bez brutalności) i zamykamy paszczę. Przytrzymujemy ją chwilę zamkniętą.

Uwaga: niektóre koty potrafią tabletkę natychmiast wypluć. Aby do tego nie dopuścić robimy następujące rzeczy:

– tabletkę wkładamy nie pośrodku gardziołka, ale z boku, wtedy kotu ciężko ją wypluć.

– po podaniu tabletki delikatnie masujemy gardełko – to prowokuje kota do przełknięcia.

– a na koniec od razu podajemy smakołyk lub odrobinę pasty witaminowej, coś, za czym kot przepada. Dzięki temu mamy dwie pieczenie na jednym ogniu: kotek łakomczuszek chwyci smakołyk i mamy pewność, ze razem z nim łyknie tabletkę oraz dajemy nagrodę za grzeczność (jaka by nie była).

Rozwinięcie numer 1: rozgnieść tabletkę na łyżeczce i zamiast całej tabletki, wsypać kotu proszek do pyszczka. To już mu będzie bardzo ciężko wypluć. Ta odmiana ma niestety swoją drugą stronę – jeżeli tabletka jest bardzo gorzka, pierwsze zastosowanie metody może być zarazem ostatnim. Upewnij się wcześniej, że smak leku nie jest wyjątkowo ohydny.

Rozwinięcie numer 2: rozgnieść tabletkę i wymieszać z odrobiną wody. Użyć strzykawki zamiast palca. Podawać  przy przymkniętej mordce (strzykawkę włożyć z boku pyszczka, za kłami), powoli, żeby kotek zdążył przełykać, bo inaczej zachłyśnie się i wypluje.

Rozwinięcie numer 3: obtoczyć tabletkę w maśle i wepchnąć do pyszczka. Można też użyć tabletki rozdrobnionej, wówczas nawet jak się kot cały wysmaruje masłem, to potem zliże go w trakcie toalety i cel zostanie osiągnięty. ^yaal podpowiada jeszcze majonez. Tak jest, majonez nieustająco cieszy się dużym zainteresowaniem kotów.

Jeśli mamy do czynienia z kotem „trudnym”, trzeba chwycić na kark – od małego kotki robią się niebywale spokojne, gdy wziąć je za kark.

Niektórzy owijają kota ręcznikiem lub kocem. Ja nie jestem zwolennikiem tego sposobu, bo to już jest wersja ostateczna –  wymaga użycia siły na zwierzęciu. Potem niezwykle trudno będzie kota przekonać, że podawanie leku nie jest straszne. Jeżeli tylko jest szansa na podanie kotu tabletki innym sposobem, wykorzystaj ją. Jeśli wszystko inne zawiedzie – zawiń kota w zgrabny pakunek i do dzieła.

Nie przejmuj się, jeśli Ci się nie uda za pierwszym razem. Jeśli determinacja nie minie, to drugi raz kończy się sukcesem. Ja swój pierwszy raz odbyłam na VaiPerku – za pierwszym razem wypluł, za drugim poszło bez pudła.. Przeżył. Ja też przeżyłam. Dało radę.

‹ ‹ « « · » » › ›

Sposób drugi:

Rozkruszyć tabletkę, zmieszać z małą ilością np. miodu i posmarować kotu łapy. Jak wiadomo kot to czyścioch i zliże całość z łap. Jak się okaże, ze mamy do czynienia ze spryciulą, który umie łapy wytrzeć o cokolwiek – wysmarować brzuszek.

‹ ‹ « « · » » › ›

Sposób trzeci:

Rozkruszyć tabletkę, wymieszać z odrobiną mokrej karmy albo kawałkami mięska. Może też być jogurt, ser – coś, za czym kot przepada.

Niektóre koty naprawdę dają się na to nabrać. Nasza TaiChi na przykład łyknie wszystko w dowolnej postaci. Ale ona żre wszystko, jadalne i niejadalne, byle do pyska się zmieściło. Z kolei PaiLu, kuszona takim miksem, obrzuciła nas tylko ciężkim spojrzeniem i obraziła się na dwa dni.

‹ ‹ « « · » » › ›

Sposób czwarty:

Włożyć całą tabletkę w kawałek mokrej karmy. Najlepiej stosować w przypadku małych tabletek, które dadzą się ukryć w całości w kawałku karmy. Duże trzeba podziabać na kawałki. Nie musi to być gotowa karma – możesz użyć kawałka mięska, które kot szczególnie lubi. Ważne tylko, żeby było to coś o zwartej budowie, bo inaczej się po prostu rozpadnie przy wciskaniu tabletki albo po włożeniu do pyszczka i kot pożre mięsko a tabletką plunie pod ścianę. Po podaniu kawałka z tabletką, najlepiej od razu podsunąć mu drugi kawałek, żeby nie zdążył się zastanowić i wypluć.

U mnie to działa u wszystkich kotów. Problem jedyny polega na tym, ze daję im mokre raz dziennie – rano. Kiedy musiałam jednemu dawać tabletkę, robiłam to przed podaniem porcji, żeby mieć pewność że jest głodny i zje. Awantura, jaka trwała aż do podania wszystkim śniadania, była ponad moje siły. Zwłaszcza, kiedy zaczynały mi się wspinać po nogach i nie było sposobu, żeby się przed nimi opędzić. Przerzuciłam się na pomysł alternatywny, bo bazuje na smakołyku, który dostają wieczorem i wiedzą, ze muszą czekać na swoją kolej:

Alternatywnie: jeżeli kot lubi pasty witaminowe i odkłaczające, wepchnąć tabletkę w pastę. Natychmiast po pochłonięciu, podać kotu drugi kawałek pasty.

‹ ‹ « « · » » › ›

Sposób piąty:

Jak wszystko inne zawiedzie, udać się do weta i błagać o pomoc lub lek o innej konsystencji.

‹ ‹ « « · » » › ›

Niech Moc będzie z Wami

Ps. Jeśli znacie inne sposoby, proszę o maila lub komentarz. Chętnie uzupełnię listę.

Related Images:

Facebooktwitter

Historie kuwetowe

Dzisiejszy wpis będzie długi, nieinteresujący i bardzo życiowy. Pisany jest ku przestrodze lub ku pokrzepieniu serc – zależnie od punktu siedzenia.

Otóż kuweta, urządzenie nieskomplikowane w obsłudze, może być źródłem wielu nieoczekiwanych zwrotów akcji.

Koty mają swoje zdecydowane preferencje kuwetowe. Są takie, które kuwetkowanie uważają za czynność intymną i tym należy znaleźć ciche, ustronne i bezpieczne miejsce na kuwetę. Inne z kolei nie mają najmniejszego z tym problemu i są w stanie kucnąć w każdych warunkach. Jedne koty lubią kuwety zamknięte, inne za skarby świata do takich nie wejdą.  Z kolei koty uwielbiające kopanie mają zwyczaj wyrzucać żwirek z kuwety, wtedy zamknięta toaleta sprawdza się doskonale, a jeśli nie ma takiej możliwości – warto zaopatrzyć się w kuwetę z wysokimi ścianami oraz ramką. Często też zdarza się, że kot siusia do jednej kuwety, a kupkę robi do innej. Problemy z kuwetą na ogół są pierwszym symptomem, że dzieje się coś złego – ale o tym innym razem.

Spotkałam się z poglądem, że  w domu powinno być tyle kuwet, ile kotów, plus jeszcze jedna. Rzeczywiście, koty, które nie załatwią się do już użytej kuwety, mogą tego wymagać. Nasze na szczęście od najmłodszego były przyzwyczajane do tego, że kuweta jest dobrem wspólnym i nie mają aż takich wymagań, co dla nas jest błogosławieństwem, bo nie mamy aż tyle miejsca w domu.

Każdy z naszych kotów ma inne potrzeby i inne zachowania kuwetowe. VaiPer uwielbia grzebać i kopać, często mrucząc, piszcząc i śpiewając przy tym. Grzebie przed, robi dołki, po czym i tak załatwia się obok. TaiChi z kolei lubi mieć przed sobą przestrzeń. Kuca więc przy samej krawędzi kuwety, mając cały piasek przed sobą. Ponieważ jest już kotem dużym, to w otwartej kuwecie zdarzało się, że co prawda kot był wewnątrz, ale tyłek na zewnątrz… Zrezygnowaliśmy z otwartej kuwety. PaiLu zaś lubi mieć w kuwecie czysto, choć bez fanatyzmu. Oczywiście korzysta w miarę potrzeb, ale po sprzątaniu (a często jeszcze w trakcie) wchodzi pierwsza, żeby się nacieszyć czystym piaskiem. Ona też najdokładniej sprząta po sobie.

Na marginesie: podobno im niżej kot w hierarchii stada, tym dokładniej zakopuje swoje odchody. Chodzi o to, by jak najskuteczniej zamaskować zapach i nie drażnić stojących wyżej. Osobnik dominujący nie ma takiej potrzeby, wręcz przeciwnie – chętnie zostawia swój zapach. Znam kilka przypadków potwierdzających tę regułę (na ogół kocur kastrat chodzi sprzątać po mieszkającej z nim dominującej kotce), choć u nas akurat sprawdza się połowicznie. Owszem, ostatnia w stadzie PaiLu zakopuje starannie, ale największą niefrasobliwość wykazuje TaiChi, która jest w środku skali. Dominujący VaiPer również ładnie po sobie sprząta, ale może jest to kwestia tego, że jest kotem kopiącym.

Od początku używaliśmy żwirku drewnianego, który jest niezwykle wygodny, ponieważ można go wrzucać do sedesu. Odpada więc cały kontredans z torebkami i wędrowaniem z nieciekawym pakunkiem po mieszkaniu do kosza na śmieci. Koty żwirek polubiły, niestety strasznie nosił się po mieszkaniu. Dywanik przed kuwetą pomagał, ale też w ograniczonym stopniu, codziennie trzeba było zamiatać. Zmieniliśmy więc żwirek na inny typ, zbity w większe i twardsze pałeczki, który koty też zaakceptowały, choć bez większego zachwytu, bo trudniej się w nim grzebie.

Jednocześnie używaliśmy drugiej kuwety, otwartej, ze żwirkiem silikonowym. PaiLu i VaiPer do niej siusiały, na kupkę chodziły do zamkniętej toalety z drewnianym, zaś TaiChi, nieczuła na takie subtelności, nie robiła różnicy między kuwetami. Niestety maine coony rosły i w zamkniętej przestały się mieścić (TaiChi przestała sie tez mieścić w otwartej, o czym wspomniałam). Kupiliśmy więc im piękną wielką (największą chyba na rynku) kuwetę, z której nie mają szans wyrosnąć. Wejście do niej jest bardzo wysoko, toteż uznaliśmy, że PaiLu nie będzie chciała z niej korzystać i w ten sposób będzie miała starą kuwetę tylko dla siebie. A ponieważ jednocześnie obraziła się na wszystkie żwirki, musieliśmy zastosować wariant awaryjny z jakimś żwirkiem bentonitowym, którego próbkę dostaliśmy na wystawie. Kicia łaskawie zgodziła się skorzystać z niego, wobec tego w te pędy polecieliśmy kupić cały worek. Nawiasem mówiąc, w pośpiechu kupiliśmy inny, z drobinkami silikonu oraz pudrowym zapachem, ale też został zaakceptowany. I co się okazało? Wszystkie koty rzuciły się na ten żwirek, porzucając drewniany oraz dużą kuwetę. Nie poddawaliśmy się tak łatwo – zmieniłam im drewniany na inny, drobniutki, z drzewa pinii. Nie raczyły w nim nawet łapy postawić, mimo, że do małej kuwety ledwie włażą. Nie zostało nam nic innego, jak kupić więcej bentonitowego. Prawa Murphy’ego jednak są bezlitosne i „naszego” chwilowo nie było, kupiliśmy więc jakiś popularny żwirek bez zapachu i bez wyświrów. Okazało się, że jest beznadziejny, pyli się, jest wyjątkowo okropny z wyglądu i nie znoszę go. Koty natomiast pokochały go wielką miłością. Wszystkie trzy.

VaiPer grzebie tak, że mimo wysoko umieszczonej krawędzi wejścia oraz klapki, żwirek wylatuje na zewnątrz całymi garściami. PaiLu dokonuje wyczynów ekwilibrystycznych, żeby wskoczyć do środka i nie zabić się klapką. Mała kuweta stoi nieużywana od tygodnia.

My zaś zostaliśmy z połową worka grubego żwirku drewnianego, całym workiem drobnego, prawie całym workiem silikonu oraz kolejnym: bentonitu z silikonem, które piętrzą się w jedynym wolnym kącie łazienki, za sedesem. A podobno kotom nie powinno się zmieniać rodzaju żwirku zbyt często! Mhm, spróbowałabym nie zmienić, to szybko by mi chyba wytłumaczyły, że to głupi pomysł.

Na pocieszenie kupiliśmy fajny koszt na śmieci, taki mały, szczelny, o pojemności 3l z przeznaczeniem na koci urobek. Dzięki temu można całość wyrzucać raz na dwa dni, a nie osiem razy dziennie. Skoro nie da się tego wrzucać do sedesu, to chociaż tyle niech będzie tych ułatwień.

Nie wiem, czy z tej historii wynika jakiś morał. Pewnie kilka, w tym chyba żadnego normalnego. Że koty są wredne, złośliwe,  wymagające i nie wiedzą, czego chcą. Albo że człowieka zadręczą. Albo że nie należy się poddawać, problemy z kotami dają się rozwiązywać. O, to jest dobre, przy tym pozostańmy.

Zapraszam do przeczytania wpisów na podobny temat:  Kot załatwia się poza kuwetą; Jak złapać mocz kota do badania?

Related Images:

Facebooktwitter

Kot jaki jest… czas koncentracji poniżej 2 sekund

Uwielbiam kiedy kot usiądzie w jakiejś nieprawdopodobnej pozycji, wyciągnie do góry łapę i… zapomni, co chciał zrobić. I albo tak siedzi i intensywnie myśli, albo próbuje zrobić coś zupełnie innego, nadal siedząc w tej pozycji.

Właśnie oglądamy, jak VaiPerek wylizuje TaiChi. Nad ich głowami rytmicznie porusza się wyciągnięta w górę zadnia łapa VaiPerka.

Tę cenną właściwosć należy wykorzystywać nie tylko jako źródło niewinnej rozrywki, ale też do odciągania uwagi kota, kiedy broi. Zamiast krzyczeć i wściekać się (czego w ogóle nie należy robić, bo kot i tak ma w d…, najwyżej moze strzelić focha, a pozytywnego efektu się nie osiągnie i tak), należy sprytnie rzucić myszkę, wydać z siebie dziwny odgłos lub zatańczyć krakowiaka z przytupem. Gwarantowane, ze kot zapomni, co chciał zrobić i zainteresuje się czym innym.

A teraz zapraszam do galerii – na jej końcu znalazło się kilka nowych zdjęć.

Related Images:

Facebooktwitter

Kiedy kot je zbyt szybko

Jeżeli kot je zbyt szybko i połyka całe kawałki, zamiast gryźć albo wymiotuje po jedzeniu, warto spróbować podawać mu karmę na płaskim talerzu. To zmusza kota żeby jadł wolniej i spokojniej.

Sposób ten pomaga również w przypadkach, kiedy razem jedzą koty „odkurzacze” i koty-niejadki, zastanawiające się nad kazdym kęsem.

U nas niestety nakładanie do trzech misek skończyłoby się śmiercią głodową PaiLu, bo zanim ona by się zabrała do jedzenia, maine coony wyżałyby już wszystko do ostatniego okruszka.

Related Images:

Facebooktwitter

Karma dla maine coonów

Maine coony mają to do siebie, że łykają karmę w całości, co oczywiście nie jest obojętne dla skuteczności trawienia. Karma sucha ma tę zaletę, że jej gryzienie wspomaga oczyszczanie zębów – niestety MCO starannie unikają tego dobroczynnego działania i łykają wszystko jak indor kluski. Stąd producenci oferują specjalną karmę suchą dla maine coonów. Oprócz specjalnych dodatków (np. na serce, które jest piętą achillesową tej rasy), ma ona postać dużych granulek, których po prostu nie da się łykać.

Ostatnio nabyliśmy drogą kupna paczkę takiej karmy na spróbowanie. Dosypaliśmy ją do starej, żeby uniknąć sensacji żołądkowych. I co? Koteczki wyżarły wszystkie duże granulki – wszystkie, ruska też! – a resztę pozostawiły w miskach.

Ale zauważyłam, że MCO rozgryzają granulki na pół i te połowy łykają. No cóż, dobre i to.

.

Zapraszam do przeczytania wpisów na podobny temat:

Od ust sobie odejmę a kotu dam

Nowa dostawa żarcia

Poszukiwana karma light

Related Images:

Facebooktwitter

Kot w podróży

Kot w podróży jest wyzwaniem dla właściciela. Jeśli jest taka możliwość, należy kotka od małego przyzwyczajać do podróżowania.

Kot powinien przebywać w transporterku. Jeśli w samochodzie – to przypiętym pasami. Wyłóż mu go ulubionym kocykiem i daj zabawki. Kocyk dobrze jest przykryć podkładem higienicznym na wypadek niespodzianek. Podkład taki można kupić za grosze w każdej aptece, najlepsze są takie w rozmiarze 60×90 cm. Kot zdenerwowany i przestraszony może zrobić siusiu lub kupkę, wtedy wystarczy tylko zmienić zabrudzony podkład na świeży i ewentualnie doczyścić kota (jeśli kot nie ma nic przeciwko temu, chusteczkami dla niemowląt). Nasza PaiLu miała zwyczaj walić kupę po 3-4 kilometrach, więc temat mamy przećwiczony. Najprawdopodobniej kot nie bedzie chciał jeść w drodze, ale wodę miej pod ręką.

Jeśli podróżujesz samochodem, dobrze jest robić przerwy na odpoczynek co jakiś czas. My robimy postoje i wypuszczamy koty, żeby połaziły po samochodzie, ale nasze koty bez problemów wchodzą z powrotem do transporterków. Jeśli masz wątpliwości, czy Twój kot będzie równie wspaniałomyślny, raczej tego nie rób. Podróżowanie z kotem luzem jest dosyć niebezpieczne i może zakończyć się wypadkiem. Nigdy nie masz pewności, czy nie wlezie pod pedały albo przestraszony nie wczepi się pazurami w Twoją głowę. Jeżeli kot jedzie tylko z kierowcą, dobrze jest umieścić transporter z przodu, żeby miał kontakt wzrokowy z człowiekiem.

Jeśli nie wiesz jak zareaguje na podróż Twój kot, dobrze jest wcześniej odwiedzic weta i poprosić o jakiś środek uspokajający, zaoszczędzi to niepotrzebnych nerwów i Tobie, i kotu.

My wozimy nasze koty w dwóch transporterkach (więcej się na tylnym siedzeniu nie zmieści), MCO w jednym a RUS w drugim. PaiLu jednak zawsze się bardzo denerwuje i płacze, tym razem więc chyba pojedzie razem z VaiPerkiem, którego lubi. Mam tylko nadzieję, ze nie trzeba będzie myć dwóch kotów…

.

dopisek: wsadzenie PaiLu i VaiPera do jednego transporterka okazało się świetnym pomysłem. Mała nie denerwowała sie tak bardzo i oszczędziła nam scen. TaiChi była trochę zdezorientowana, ale w sumie dobrze zniosła samotnosć w transporterku. Inna sprawa, że maine coony rosną i za chwilę dwóch do jednej przenoski nie wepchniemy w żaden sposób.

Related Images:

Facebooktwitter

Przygotowania do choinki

Przygotowania do świat idą pełną parą. Ponieważ nasze koty zobaczą choinkę po raz pierwszy, jesteśmy pełni obaw. To, że im się spodoba, nie ulega wątpliwości, ale jednak pewien niepokój związany z tłukącymi się bombkami w nas siedzi. Postanowiliśmy więc uprzedzić wypadki i zrobić najmodniejszą w tym sezonie ;) choinkę typu oldschool, eko i co tam jeszcze. Udaliśmy się więc do marketu budowlanego i tam nabyliśmy wiele kompletów ozdób choinkowych ze słomy (koniecznie niebarwionej i bez brokatu i innych tego typu ozdób) oraz z filcu. Do tego malutkie plastikowe jabłuszka, które się fajnie turlają a nie tłuką.

Oczywiście nie ma powodu wpadać w panikę, w większości przypadków nic się nie stanie ani kotom, ani bombkom. Należy tylko bezwzględnie przestrzegać jednej rzeczy – żadnych anielskich włosów ani łańcuchów zrobionych z podobnego materiału. Koty mają to do siebie, ze wszystko rozszarpują i pożerają. Ten celofan, czy co to jest, niestety przykleja sie do ścianek układu trawiennego i może spowodować naprawdę opłakane skutki. Żadnego anielskiego włosia!

Dobrym sposobem na zniechęcenie sierściuchów do zawierania bliższej znajomości z choinką jest powieszenie świeżych plasterków owoców cytrusowych. Koty na ogół nie lubią cytrusów. Naszym mandarynki na przykład nie przeszkadzają za bardzo, ale do cytryny mają silną awersję. Sprawdź co działa na Twojego, pokrój i powieś na choinkę. Kiedy wyschną i zapach stanie się mniej intensywny, wymień na świeże. Poza tym wszystkich, takie ozdoby są naprawdę bardzo dekoracyjne :)

Related Images:

Facebooktwitter