Archiwum kategorii ‘Wydarzenia’
Lutowa wystawa
W połowie lutego na końcu świata – a dokładniej w obiektach przy ulicy Marsa w Warszawie – odbyła się wystawa kotów. Ta wystawa była wyjątkowa, albowiem brał w niej udział reprezentant Kota Doskonałego*PL w postaci… ChiNy!
Wykąpana (trauma!), wyczesana i bardzo zdenerwowana pokazała się dwóm paniom sędziom i dwukrotnie uzyskała Ex 1. W nominacjach przegrałyśmy z ragdollem, trudno. Pierwsze koty za płoty.
Na wystawie można było obejrzeć przedstawicieli kilku rzadkich ciekawych ras, m.in. mau, selkirk rex, archangielskich (obie rasy nie są uznawane przez FIFE, więc koty były bardziej „towarzysko”), snowshoe czy kartuzy. Jak zawsze poruszenie wzbudzały bengale, rexy i bezwłose sfinksy. Do tego śmietanka maine coonów, rusałek, norwegów, brytolków i innych zachwycających ras.
Kilka zdjęć można zobaczyć w galerii z wystawy. Niestety z ogólnego przejęcia i zdenerwowania… nie zrobiłam zdjęcia własnemu kotu… Karma.
Selkirk Rex czyli kot-owieczka
Snowshoe
Egipski Mau
Koty archangielskie
Chartreux (kot kartuski)
Sesja foto prawie on-line
W czasie sesji zdjęciowej w hodowli Ewjatar próbowaliśmy zrobić relację on-line na żywo, ale okazało się, że łącze nie było w stanie tego udźwignąć i video rwało się cały czas. Zachował się jednak kawałek nagrania.
Tak, tam na początku schował się w samym środku śliczny bielutki maine coonek.
Akurat wylosował się fragment, w którym było dosyć spokojnie, ale były momenty, kiedy na stole miało miejsce całe pandemonium. Koty biegały we wszystkich kierunkach naraz, jedne właziły pod tło, inne wdrapywały się na górę i łaziły po górnej belce albo zeskakiwały na głowy tych, co siedziały na dole. Normalnie szaleństwo.
A pod stołem, gdzie leżały torby od statywów i parasolek, odbywała się prawdziwa bitwa o każdy kawałek miejsca, na którym można poleżeć.
Dziś coś do pooglądania
Długo mnie tu nie było, aż biję się w piersi i kajam. Co zrobić, życie mnie tak pochłonęło, że nie mam czasu nawet spać. Koty są nieco zaniepokojone tym, że kładę się do łóżka długo po nich, a wstaję przed nimi.
Dziś w ramach nadrabiania zaległości wpis krótki, ale uczta dla oczu wielka – zrobiliśmy jeszcze jedną sesję zdjeciową kotom z hodowli Ewjatar.
Zapraszam więc do oglądania nowej galerii Koty z hodowli Ewjatar*PL ponownie. Mam wrażenie, że tym razem dominują maine coony, ale też sami zobaczycie, że nie bez powodu. :)
Bocian przyniósł kociaki
Wpadłam tylko na chwilkę, żeby przekazać wiadomość z ostatniej chwili: PaiLu urodziła trzy słodkie niebieskie kociaki. Mamusia i dzieci czują się dobrze. O ile mi wiadomo – tatuś również :)
Więcej szczegółów wkrótce, czyli – jak mawiają starożytni – stay tuned.
Bedziemy mieć kocięta pod koniec września
Ogłoszenia drobne:
Pod koniec września przyjdą na świat kocięta rosyjskie niebieskie.
Matka: PaiLu Ewjatar *PL. Ojciec: EC Punto Kaptown *RUS
…i po wystawie
Szczęśliwie przetrwaliśmy drugi dzień wystawy.
Nie mieliśmy przyjemności wygrać czegokolwiek, ale dzień bynajmniej nie był stracony! Mieliśmy to szczęście, że dziś oba koty były oceniane przez sędziów nie tylko bardzo kompetentnych, ale przede wszystkim bardzo komunikatywnych. Jeden z nich co prawda mówił po czesku, ale gesty miał wyraziste i dało się pojąć o co biega. Dzięki temu bardzo dużo się dowiedzieliśmy: o naszych kotkach, o konkurencyjnych kotach, a przede wszystkim skąd bierze się taka, a nie inna ocena. To najlepsze źródło prawie obiektywnych opinii o urodzie naszych kotów. Piszę „prawie”, bo przecież zawsze sędziowanie jest w jakimś stopniu subiektywne. Jeden sędzia lubi jasną sierść, inny smukłą sylwetkę i naturalnym jest, że taka cecha najsilniej przyciąga jego uwagę. Zdarza się więc, że jeden sędzia uzna kota A za lepszego od B, natomiast drugi – odwrotnie. Zdarzyło się to i nam. Taka karma.
Tak czy inaczej, zostało nam pokazane palcem co jest dobre, co ma szanse być dobre, a co za bardzo nie rokuje. Oczywiście koty wciąż rosną i zmieniają się, wobec tego i te oceny będą się zmieniać, ale dzięki temu nasza wiedza i umiejętność oceny kotów naszych ras będzie coraz większa, a o to przecież w tej zabawie chodzi. Nie tylko oceny sędziów, ale też rozmowy z innymi hodowcami przynoszą tyle informacji, że z każdej takiej imprezy wracamy z dymiącymi czaszkami.
Natomiast z cyklu „opowieści dziwnej treści” muszę wyznać, ze o mało nie umarłam ze śmiechu, kiedy sędzia oceniający maine coony (przed zgromadzoną publicznością, nie tylko wystawcami) oświadczył, że nasza TaiChi ma najlepsze futro i jest najlepiej przygotowana do wystawy. Jak przyznałam się w poprzednim wpisie (tutaj), nie dość, że przekonaliśmy się, że o przygotowaniu sierści nie mamy bladego pojęcia, to jeszcze kotka ze stresu się strasznie skudliła i zmatowiała. Została więc natarta nabytym naprędce pudrem, wyczesana niemal w biegu, wywleczona przed sędziego – i voila! dwóch sędziów chwali przygotowanie futra! Morał z tego wynika głęboki, iż głupi to ma zawsze szczęście, i tego należy się trzymać.
Mieliśmy też okazję zobaczyć na własne oczy kota, który bardzo rzadko prezentowany jest na wystawach, mianowicie Snowshoe. Jest to amerykańska rasa wywodząca się od kotów syjamskich. Cechą charakterystyczną tych kotów są białe skarpetki, łatwo się domyśleć więc skąd pochodzi nazwa. Do tego mają niebieskie oczy. Uroczy, prawda?
A w galerii oczywiście kolejna porcja zdjęć.
Róbmy swoje
Pierwszy dzień wystawowy za nami. Mieliśmy wiele obaw, bo „nasz poprzedni raz” miał miejsce bardzo dawno temu, kiedy kotki były malutkie. Nie wiedzieliśmy jak zareagują tym razem, zwłaszcza nerwusek PaiLu. Życie pokazało, że nie było najgorzej. TaiChi już co prawda nie była na tyle zaciekawiona i nie oglądała przechodzących ludzi jak obrazków w panoptikum, była też trochę zdenerwowana, ale w sumie w normie. PaiLu była wyjątkowo dzielna i tym razem obyło się bez upuszczenia komukolwiek krwi. Ta kwestia zaprzątała mnie szczególnie, bo to ja tym razem miałam ją wystawiać do oceny. Miesiące pracy nad kocinkiem dały rezultat, bo na moich rękach kicia była grzeczniutka.
Mieliśmy za to przeboje z Ryżą. Kiedy rano wyciągnęliśmy ją z transporterka, nasza hodowczyni załamała ręce. Fakt, kot wyglądał jak wypłosz, nastroszony i rozczochrany. Jakby ktoś go nam podmienił. Usłyszeliśmy kilka uwag o „braku futra” i lekko się podłamaliśmy. Pobiegłam do jednego ze stoisk i poprosiłam o jakiś preparat antystatyczny i nadający połysk, bo w głowie miałam już tylko „ratujmy co się da”. Pan ze stoiska tak się przejął, że przyszedł do naszej klatki zobaczyć to nieszczęście, niestety, potwierdził nieprzychylne zdanie o wyglądzie TaiChi. Na szybko udzielił instruktażu, jak upudrować wypłosza. Wzięłam się więc do dzieła i obsypałam na biało kota, Pawła oraz całą okolicę. Ledwie uczesałam zwierza, już trzeba było pędzić na ocenę.
Pełna obaw stawiałam kota na stoliku. Pani sędzia zachwyciła się zwierzakiem. Przez moment nie wierzyłam własnym uszom – w pierwszych słowach powiedziała, ze kot jest pięknie przygotowany do wystawy, że futro jedwabiście miękkie i że widać, ze odrobiłam „pracę domową”. Prawie tam osłabłam z ulgi. Kota obwąchała sędzię, przykleiła się do głaszczącej ją uczennicy sędziowskiej i generalnie zrobiła dobre wrażenie. Jedyny mankament, jaki sędzia w niej znalazła, to lekki brak harmonii w rozwoju, mianowicie o ile ciało rozwija się normalnie jak na ten wiek, o tyle głowa na razie pozostała niewielka. Przez to przegraliśmy z młodziutkim kociakiem o bardziej harmonijnej budowie. Za kilka miesięcy, kiedy głowa „dogoni” ciało, wszystko może się zdarzyć.
To było pouczające wydarzenie. Wiemy już, że nie wolno nam się poddawać i zniechęcać, mimo niesprzyjających wiatrów. Nie załamywać rąk, tylko do końca robić swoje, a wtedy los będzie łaskawy.
W galerii są już pierwsze zdjęcia z wystawy.
Ps. jest w tym jednak jakaś sprawiedliwość dziejowa – kiedy TaiChi miała 4 miesiące i była najmłodsza i najmniejsza w swojej klasie, wygrała z o wiele starszymi kotami i zgarnęła pierwsze miejsce i BIV-a. Tym razem sprzątnął nam to sprzed nosa inny kociak, który też był najmniejszy w stawce.
Międzynarodowa Wystawa Kotów Rasowych 24-25.01.2009
Byliśmy na wystawie wyłącznie towarzysko. Jak zwykle krótka w założeniu wizyta zamieniła się w kilkugodzinny pobyt.
Tym razem odbyła się na Białołęce, więc rzut beretem od nas. Hala Sportowa jest spora, ale i wystawianych było wiele – aż 320 – kotów, toteż ścisk był ogromny. Przejścia pomiędzy rzędami klatek były tak wąskie, że oglądający praktycznie nie byli w stanie się wyminąć. Robienie zdjęć zamieniło się w jakąś dziką rywalizację – czy zdążę zanim mnie ktoś potrąci? Na szczęście było co oglądać i większość alejek odwiedzaliśmy po kilka razy.
Najliczniej reprezentowana na wystawie była rasa maine coon, toteż Paweł – zakochany w nich na zabój – był w swoim żywiole. Ja z kolei z upodobaniem wyszukiwałam rarytasy: kociaki „puchate inaczej”: devony czy sfinksy. O ile tych pierwszych było mało, o tyle bezwłose sfinksy zdeklasowały inne koty jakością – jeden z nich otrzymał tytuł najlepszego w kategorii kotów krótkowłosych, bijąc na głowę m.in. wszystkie rosyjskie niebieskie, którym kibicowałam z bezinteresownej miłości do całej rasy.
Mieliśmy okazję też porozmawiać z miłą panią wystawiającą przepiękne ocikotki. To była bardzo pouczająca rozmowa o planach hodowlanych i doborze kocich par, więc mieliśmy okazję wiele się nauczyć. A przy okazji mogliśmy dobrze przyjrzeć się tym pięknym zwierzakom.
Więcej zdjęć z wystawy można obejrzeć w galerii.
Następna wystawa już za dwa tygodnie – 14-15.02.2009. Tym razem odbędzie się na drugim końcu miasta, bo w Hotelu Gromada na Okęciu. A ja dosłownie przed chwilą wypełniłam zgłoszenie – TaiChi startuje w klasie młodzieży 6-9 miesięcy, natomiast PaiLu debiutuje w klasie otwartej. PaiLu jest zdecydowanie w niekorzystnej sytuacji – najmłodsza w stawce, jeszcze na pół maluch, ale nic to – jak w przypadku każdego posiadanego przez kota, nasz sierściuch jest dla nas najpiękniejszy.
Sesje zdjęciowe kotów
Rozpoczynam akcję fotografowania kotów. I to nie tylko swoich, bo to już robię od jakiegoś czasu:) Mam zamiar sfotografować możliwie najwięcej ras kotów, więc jeżeli masz wyjątkowego kota rasowego lub domowego, zwanego europejskim, napisz do mnie i przyślij mi zdjęcie twojego ulubieńca, a być może niedługo po tym twój kot będzie mógł zasmakować życia fotomodela. Propozycja jest kierowana zarówno do hodowców, jak i zwyczajnych właścicieli pięknych kotów.

Jako pierwsze w tej akcji wzięły udział koty z hodowli Ewjatar*PL, z której pochodzą Pai Lu, Tai Chi i Vai Per.

Pokaz kocich piękności
W miniony weekend w PKiN odbyła się XIII i XIV Międzynarodowa Wystawa Kotów Rasowych. A ponieważ trafiły nam się piękne kotki, wzięliśmy w niej udział.

Jako całkowite żółtodzioby stawiliśmy się w sobotę rano w Pałacu Kultury razem z Pai Lu i Tai Chi. Obie kotki są jeszcze bardzo młode, więc nie spodziewaliśmy się po tej wystawie zbyt wiele. Starsze koty po prostu mają większe szanse na wysokie oceny, choćby ze względu na „dorosłą” sierść czy stopień wybarwienia oczu. Niby są podziały wiekowe, ale tak się złożyło, że Pai Lu kilka dni przed wystawą przeszła do wyższej klasy wiekowej, co uczyniło ja najmłodszą w przedziale 6-10 miesięcy. Tai Chi w pierwszym dniu imprezy miała 3 miesiące i 17 dni i młodsza od niej chyba była chyba tylko jedna kotka, i to z innej kategorii.
Jednak ku naszemu zdziwieniu w sobotę Tai Chi królowała. Nie dość, że wprawiała w zachwyt przechodzących gapiów, to jeszcze wygrywała współzawodnictwo. Otrzymała EX 1 (czyli doskonała zgodność z wzorcem rasy i pierwsze miejsce w stawce) i nagrodę BIV (Best in Variety), czyli najlepsza w kolorze, a następnie została nominowana do BIS (Best In Show). W finale odpadła, ale i tak byliśmy dumni.

Z Pai Lu nie udało się powalczyć. Zarówno pierwszego, jak i drugiego dnia startowaliśmy ze starszą i dobrze już wybarwioną konkurencją. Przy obu podejściach otrzymaliśmy ocenę EX 4.
Natomiast Tai Chi drugiego dnia trafiła na niezbyt przyjemną sędzinę. Stwierdziła, że to jeszcze młody koteczek i praktycznie nie brała jej pod uwagę przy porównywaniu. Ale ponieważ nie miała konkurencji w swoim wieku, otrzymała znów ocenę EX 1.
Wydaje mi się, że system sędziowania na takich imprezach nie jest najlepszy. Lepiej byłoby, gdyby kilku sędziów oceniało jednego kota od początku, a nie dopiero w BIS. Tylko pewnie byłby problem z zatrudnieniem tylu sędziów. Przy ich obecnej ilości wystawa musiałaby trwać nie jeden dzień, lecz co najmniej tydzień.

Następna wystawa w Lublinie, ale nas na niej nie będzie. Wreszcie mamy upragniony urlop. Ale na następnych wystawach znów się pojawimy.
